Страница 13 из 37
Bałam się ciemności – śmierci. Ciemności przestałam się bać po wejściu w psychozę, w niebie jest jasno.
Dzie
Gwałt uderza we mnie stale. Bóg walczy ze złem? Z pierwszym objawieniem diabła? Wygrywam boską mocą, nie zostałam zamordowana.
Psychiatra kilka dni później powiedziała mi, że mam schizofrenię – to 16 rok życia. To mnie poraziło, „Matka” wciska mi zło – słaby intelekt, co stanowiło dla mnie istotę związku z matką.
I nikt już nie był w stanie wydobyć ze mnie prawdy, oprócz kilku urojeń i to tak zamaskowanych, że funkcjonowałam jako osoba normalna. W kłótniach rodziców usłyszałam, że matka nie chciała moich narodzin. Teraz śmierć była na każde wezwanie.
To chyba było wcześniej, jednocześnie śmierć i psychoza.
16 rok życia – pierwsza hospitalizacja, ja – Bóg zamknięta za kratami psychiatryka, leczona insuliną i neuroleptykami, trochę mnie to wyciszyło, lecz nie na długo. W domu było stale piekło, z którego uciekłam właśnie w gwałt. Potem następne szpitale psychiatryczne. Łazili koło mojej schizofrenii i w zasadzie nie wiedzieli do końca, czy jest, ale dostawałam neuroleptyki przez pół roku. Miałam w szpitalu swobodę poruszania, byłam odizolowana od piekła.
Jednak trzeba było wrócić do domu i do szkoły.
Przestałam brać leki, czasami odwiedzałam „matkę” psychiatrę, kiedy narastało we mnie napięcie i lęk. Po cichu bratam narkotyki, przez półtora roku byłam w ciągu. W końcu nie byłam w stanie tego przetrzymać, dom to miejsce piekielne. Łopatkowa załatwiła mi pobyt u
Kotańskiego w Garwolinie. Miałam skończone 18 lat.
Tam zupełnie się zamknęłam, znowu zniewolona boskość, lekarze wymyślają mi padaczkę na podstawie zapisu EEG.
Marek Kotański pytał mnie, czy halucynuję, leczą mnie przeciwpadaczkowo. Ojciec w tym czasie podjął leczenie odwykowe. Miałam wtedy dużo urojeń, w zasadzie wszyscy byli w nie wciągani. Kotański był projekcją ojca ziemskiego. Byłam ponad nim, w niczym mi nie zagrażał.
Pojawiał się stale motyw samobójstwa, co personel wyczuwał, jednak tłumaczyli to głodem narkotycznym. Wcześniej miałam przekonanie, że ojciec mnie nienawidzi. Pojawiła się nienawiść do mężczyzn, w snach mordowałam i byłam zabijana. Miałam stale poczucie winy wobec rodziców z powodu narkotyków. Tęskniłam za domem. Zaczął się pojawiać motyw szatana, wypierałam go.
W 15 roku życia podpaliłam swoją szkołę, już w psychozie, fascynował mnie ogień. Ciągle gdzieś ten diabeł się przewija w Garwolinie. Pojawił się w snach wyrok śmierci i to, że nie ma go kto wykonać. Psychiatra jest oczywiście projekcją matki. Mój intelekt nadal się rozwijał, miałam najlepsze oceny w szkole ze wszystkich ćpunów.
Na oddziale złamałam abstynencję i znowu zawiodłam „rodziców”. Zawsze byłam bliżej terapeutów niż rówieśników, usiłowałam sobie skonstruować rodzinę.
W Garwolinie szłam w potępienie, w szatana. Od początku szłam w ogień, to znaczy byłam i Bogiem, i szatanem?
Halucynowałam i ukrywałam to przed nimi. Zaczęłam słyszeć głosy nakazujące. Widziałam wszędzie ogień.
Popatrz, Tadeuszu, wszystko miałam zapisane. I nie potrafiłam tego odczytać. Zamknęli mnie kilka razy na obserwacji, byłam bez kontaktu, niedorzeczna. Mobilizowałam się i dysymulowałam.
Milicja. To ja im właziłam w drogę, chciałam, by mnie ukarano, nic im nie mówiłam, stale mnie do siebie wzywali na przesłuchania.
Pobyt w Garwolinie to 78 rok. Halucynowałam, weszłam w Kosmos. Ogień wokół mnie rozstąpił się, otworzyła się przestrzeń kosmiczna, przeszłam przez gwiazdy i napotkałam punkt, którego nie potrafiłam określić. Czułam, że jestem poza czasem. Kotański wtedy dla mnie upada, wyzwał nas od psychopatów. Stale chciałam wejść do nieba. I normalnie uczestniczyłam w życiu oddziału, rozmawiałam z ludźmi, wykonywałam obowiązki, mówiłam, że leczę się z narkomanii. Ponownie mieli sygnały, że coś się ze mną dzieje, aleje lekceważyli.
Byłam pobudzona, rozkojarzona, w silnym niepokoju ruchowym. Znowu halucynowałam, słyszałam wołania, niestety nie mam zapisu o jakiej treści.
Pojawiła się myśl, że może jestem chora, może rzeczywiście mam schi, ale to odrzucałam.
Nakazywałam sobie opanowanie. Zaczęłam czuć potrzebę wzięcia narkotyku, wraz z tym potrzebę uśmiercenia się. Ostry rzut psychozy trwał.
Poznałam Marzenę na sali obserwacyjnej. Opowiadałam o śmierci, pająkach. Miałam jednak przekonanie, że jestem zdrowa psychicznie.
Na rysunku powiesiłam się, przekonywałam samą siebie, że jeżeli się nie unicestwię, to wszystko ode mnie zależy.
Miałam przekonanie, że moje ciało to i
Skończyłam w Garwolinie 19 lat i uciekłam z oddziału na lubelskie pola makowe. W halucynacjach dominowały zwierzęta – potwory.
Zawiązała się nasza śmiertelna przyjaźń z Marzeną.
Miałam totalny blok na Kościół nie ma w nim Boga, już nie mogło być, omijałam kościoły, twierdząc, że jestem ateistką.
Po powrocie do domu z leczenia dalej trenowałam karate, pracowałam nad ciałem. W domu ojciec już nie pił, miałam urojenia mocy – kreowania życia. W dzień byłam boska, w nocy przychodziła śmierć. Zauważyłam, że zachowuję się jak mężczyzna. W szkole miałam już spokój, to klasa maturalna. Często goliłam włosy, stale przewijał się motyw samobójstwa. W domu był pozorny spokój, rodzice pracowali, brat się uczył.
Miałam pozorną swobodę w decydowaniu. Cały czas byłam w czy