Страница 23 из 182
1 X
Ście
Od dzisiaj do dziesiątego wymyślamy z Pietuszką treatmenty Miasteczka. Jedenastego października siadam do dialogów i trzydziestego wysyłamy odcinki dla Produkcji. Mogę od razu wyrwać z kalendarza cały październik i wrzucić do kosza.
Odśpiewuję Kiedy ra
– W imię Ojca i Syna – z lewa na prawo – i Ducha Świętego – powtarzam, od lewej w prawo, z trudem przeciągając tą lewą, grzeszną, na prawą stronę, nawracając ją na dobry kierunek.
Po robocie (zarys dwóch odcinków) spacer do dębowej alei. Dlaczego dęby były święte? Uderzał w nie najczęściej piorun? W te nasze na szczęście nie, ale od dołu przyciągają latem poziomki i borowiki. Teraz zimno wygryzło w liściach dziury, prześwitują gałęzie. Dziwacznie poskręcane dębowe gałęzie z węzłami sęków. Rosną, omijając niewidzialne przeszkody. Obrastają powietrze, pełne sprzeczających się duchów, tutejszych trolli. Zmagają się z nimi w walce. Wyprostowane, gdy poddają się ich mocarnej sile. Zwycięsko pokrzywione, kiedy więżą ją w sobie, oplatając konarami.
O ósmej zmierzch. Jesie
„Zima” – poetyckie nazywanie powtarzającego się co roku zlodowacenia.
Pietuszka jedzie na dyżur, zostaję sama z mdłościami. Nie wiem, jak siedzieć, żeby było wygodnie. Nie mam siły czytać, zasnąć też nie. Chyba zaczynam być zła na swój brzuch. Nie powi
Dzwoni Pietuszka. Skarżę mu się na siebie, na Maleństwo.
– Co dzisiaj produkujemy? Ucho? Oko? – próbuje mnie zabawić.
– Może osobowość, i dlatego mdli.