Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 9 из 49

Drewniany umysł

Jakub wstał chwiejnie od stołu. Krzesło popchnięte jego tyłkiem przewróciło się, a że było stare, rozleciało się na kawałki. Egzorcysta z trudem utrzymując równowagę, dotarł do zbawczej ściany i opierając się o nią, ruszył do drzwi. Złośliwy próg usiłował podstawić mu nogę, ale Jakub kopnął energicznie i wypróchniała belka wyleciała na zewnątrz. Coś złapało go za gumofilca. Popatrzył w dół i stwierdził, że to jedna z sześćdziesięciu puszek od piwa przyczepiła się do buta. Wreszcie wytoczył się na zewnątrz. Na niebie coś wisiało, ale czy było to słońce, czy księżyc w pełni, trudno było powiedzieć. Wszystko tonęło w zielonych oparach. Za to było dość chłodno, co pozwoliło mu się domyśleć, że chyba jest jesień. – Kurde – mruknął Jakub. – Nie trza było pryty mieszać z piwem. Świat zakołysał się gwałtownie, jak gdyby ziemia chciała strącić pasożyta ze swojego grzbietu, ale nie udało się. Wreszcie Wędrowycz przywędrował na miejsce. Stanął, opierając się czołem i jedną ręką o drzewo, drugą zaś rozsupłał drut trzymający rozporek i wydobywszy ptaszka, zaczął lać. Jego dobrze wytresowany organizm przez ostatnie dwie godziny cierpliwie przetaczał alkohol do pęcherza, toteż struga, którą wypuszczał, miała mniej więcej czterdzieści procent mocy. Z każdym wylanym litrem egzorcysta był coraz bardziej trzeźwy. Wreszcie opróżnił zbiorniki i zadowolony schował kuśkę. Ruszył w stronę szopy. Zielone cienie ustąpiły i mógł teraz stwierdzić, że jednak jest dzień. I faktycznie chyba była jesień.Nie ma się co byczyć, gdy robota czeka – mruknął do siebie. Jaka konkretnie robota czeka, tego nie wiedział… Pól nie obsiewał od lat, czekając na dotacje z UE. Dotacje wprawdzie dotąd nie napłynęły, ale on wytrwał twardo w swoim postanowieniu. Zwierząt także już od dawna nie trzymał… Prawie doczłapywał już do szopy, gdy nieoczekiwanie usłyszał śpiew. Hej, my chłopcy z nadprzestrze

– W dupę mnie pocałuj powiedział Jakub. W sekundę później leżał, bijąc głową w ziemię. A teraz posłuchaj niewolniku – odezwał się pień. – Zaniesiesz moje orzechy i rozsiejesz po całej ziemi. Gdy wyrosną, stworzymy sieć, za pomocą której będziemy sterowali ludzkością. Wasz czas się skończył. Nadchodzi era rozumnych drzew!Diabli nadali – mruknął. Nie diabli, tylko sami do tego doprowadziliście. Tu na wzgórzach osiadła chmurka pyłu radioaktywnego po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. – Mutasy – zrozumiał Jakub.

– Mutanci idioto! Czegoś tu nie rozumiem – poskarżył się.

– Czego? – zainteresowało się drzewo

– Dlaczego to właśnie ty zacząłeś myśleć?

– Czy zdarzyło ci się kiedyś rozłupywać włoskie orzechy?

– Nigdy w życiu – zełgał na wszelki wypadek. – Ja niepodniósłbym ręki, ale widziałem, jak i

– Gdy przejmiemy władzę, zostaną ukarani. Surowo ukarani. A więc wiesz, że miąższ włoskiego orzecha przypomina wyglądem ludzki mózg? – Aha. A i dlatego tworzycie zbiorowy intelekt! Myślicie znaczy orzechami…Właśnie. A teraz wtajemniczę cię w szczegóły planu…Pijane orzechy znowu zaśpiewały. Pień zaczął gadać na temat wysiewania jednego orzecha co cztery kilometry, ale egzorcysta nie słuchał. Zastanawiał się gorączkowo, jak pozbyć się problemu, a przy okazji jak uratować ludzkość. I co było do przewidzenia niebawem wymyślił.Wiesz co – powiedział, przerywając ciąg instrukcji,jak sadzić orzechy na terytorium Wielkiej Brytanii. – Sądzę, że przydałoby ci się trochę nawozów azotowych, gleba w tym kącie podwórza zawsze była jałowa… Ha, zaczynasz wykazywać właściwą inicjatywę niewolniku – ucieszyło się drzewo. – Nawozy to dobra rzecz… Przynieś. Jakub poczłapał do szopy. W kącie drzemał dwudziestolitrowy plastikowy pojemnik z cuchnącym płynem. Stał tu już od dwudziestu lat, bo Jakub nie zwykł paprać ziemi chemią. Teraz odkręcił nakrętkę i powąchał. Przez te lata niewątpliwie w preparacie zaszło szereg niekorzystnych zmian. Uśmiechnął się jadowicie i przydźwigał kanister pod orzech. Następnie puścił strugę cuchnącej cieczy. W powietrze buchnął upiorny smród, co było właściwie bez znaczenia bowiem drzewa, jak powszechnie wiadomo, nosów nie mają… był mniej więcej w połowie, gdy orzech zorientował się, co się święci. – Zdrada – wrzasnęło w jego głowie trzysta drewnianych głosów. – A zdrada, zdrada – warknął. – Nie lubię być niewolnikiem jakiegoś tam Pinokia… A potem założył kolejną blokadę mentalną, poczłapał do chałupy i poszedł spać. Gdy obudził się następnego dnia, drzewo stało martwe. Jakub podszedł ostrożnie z siekierą w ręce. Liście pożółkły i opadły na ziemię. Orzechy jeszcze w zielonych łupinach walały się pod nogami. Jakub z zadowoleniem rozdeptał kilka z nich.Władzy nad światem się zachciało – powiedział mściwie. – Frajerzy… Drewniane mózgi, a nie pomyśleli, że jakby tak podporządkowali sobie ludzkość, to w zimie, gdy nie ma orzechów, ludziska by wszystko wykarczowali… A potem mocniej złapał trzonek i zabrał się za rąbanie pnia. – Widzisz – odezwała się śliwa do jabłonki – mówiłam, że atak frontalny będzie mało skuteczny… – Spokojnie – uśmiechnęła się jabłoń. – Załatwimy gozimą. Przygotuję odpowiednio jabłka, niech tylko spróbuje napędzić z nich bimbru… Zdobędziemy jeszcze władzę nad światem. To tylko kwestia czasu…