Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 49

– Gotów? – zapytał szeptem ukraiński biznesmen.

– Jasne – Jakub skoczył do pontonu Z przeciwnego brzegu rzeki ktoś zaświecił latarką. Trzy krótkie błyski. Droga wolna, wrogowie daleko. Spokojnie odepchnął się drągiem. Dno opadało łagodnie, trzymetrowa tyczka w zupełności wystarczała. Wypłynął na środek nurtu. Zakole. Instynkt podpowiedział mu, że coś jest nie tak. Woda wokoło niego robiła się podejrzanie bura. Pojedyncze gwiazdy świecące na nieboskłonie przestały się w niej odbijać. Skądś napłynęła fala ciężkiego, trupiego odoru. Jakub skoncentrował się. Nieoczekiwanie coś szarpnęło za drąg. Egzorcysta natychmiast go puścił. Dał znak do tyłu, aby Kleszczek ściągał go z powrotem. Nagle w burtę pontonu wczepiło się kilka par zielonkawych, plamistych rąk i świat fiknął koziołka. Jakub natychmiast zanurkował do dna i szybkimi ruchami ramion pomknął w stronę polskiego brzegu. Po ukraińskiej stronie huknął wystrzał karabinowy, a po chwili cała seria. Pod wodą słychać było je słabo. To Kleszczak przyszedł mu z pomocą… Egzorcysta ciągle płynął. Nieoczekiwanie coś złapało go za kostkę. Wyprowadził drugą nogą energiczny kopniak i poczuł z satysfakcją, że jego stopa miażdży rozpuchłe oblicze wroga. Dwie oślizgłe dłonie wpiły mu się w gardło. Ciachnął nożem, odcinając jedną w nadgarstku. Oślepiający ból w udzie. Dno pod nogami. Zerwał się i zaczerpnąwszy głęboko powietrza, brnął w stronę brzegu. Skorliński pospieszył mu na pomoc. Wbiegł w wodę po pierś i dzielnie walił saperką. Tymczasem po ukraińskiej stronie obudzili się pograniczniacy. W nocnym powietrzu daleko niósł się ryk silników terenowych samochodów. Jakub nie oglądał się. Kleszczak sobie poradzi.Kurde, krwawisz jak świnia – mruknął biznesmen,taszcząc przyjaciela na brzeg. Rozciął szybko drelichowe spodnie i oświetlił ranę latarką. Gwizdnął cicho przez zęby. W udzie egzorcysty tkwił grot dzidy wykonany z kości. – Kurde, co się tam stało? – zapytał.

– Utopce – wyjaśnił ponuro Wędrowycz.

– To wiem… No jednego, co najmniej, w kark dziabnąłem… Tylko dlaczego?Znalazły sobie okazję do wyrównywania porachunków…Wyrwał oścień i kulejąc, dowlókł się do samochodu. Tu pospiesznie opatrzyli ranę i nie włączając świateł, odjechali. Kleszczak przyjechał rankiem. Jakub leżał w swojej chałupie i uzupełniał piwem nocną utratę krwi. Czuł się podle.Dobrze widziałem? – zapytał. – Topielaki cię dorwały?Jakub kiwnął ponuro głową.Kurde – mruknął ukraiński biznesmen. – Słabo je widać w noktowizorze, ale jednego z kałacha dziabnąłem… Dzięki…Przepadł nasz spiryt i kanistry – westchnął Skorliński siedzący na ławie w kącie. – Cholera by to wzięła…300 litrów poszło…Fatalnie – westchnął Kleszczak. – Jak sądzisz Jakub,dużo ich tam siedzi? Egzorcysta wychylił kolejny kufel. Jego twarz odzyskiwała już normalne kolory. – Może być nawet kilkadziesiąt… Ściągnąłeś ponton?

– Tak, podziurawiony jakby rogami.

– Czyli mają też krowołaki – mruknął Jakub. – No krowy, co się potopiły – wyjaśnił, widząc, że nie rozumieją. Można by spróbować głuszyć granatami… Dużo roboty,miejsce fatalne, a i efekty słabe…

– Fatalnie – powiedział Kleszczak, bo ja mam już kolejną cysternę. Trzeba coś i

– Pomysł jest… – powiedział. – Tylko, że potrzebaby z pół kilometra stalowej linki i pół kilometra szlaucha. – Da się załatwić – Kleszczak kiwnął głową. Coś jeszcze?

– Harpunik…

– Będziemy polować? – ucieszył się Skorliński Śmierć utopcom… – One już nie żyją – Wędrowycz zdobył się na smutny uśmiech. – Nie, z nimi porachunki wyrównamy przy i

– Co to niby jest? – celnik zapytał kierowcę.

– Nie mam pojęcia – zełgał Rosjanin. – Wrogowie podrzucili… Trzysta metrów niżej, w dół rzeki, Jakub ustawił nieduży wielorybniczy harpun na trójnogu. Wycelował w ukraiński brzeg i wystrzelił. Ostrze pomknęło nad wodą, ciągnąc za sobą stalową linkę. Z ponurym tąpnięciem wbiło się w rosnącą po tamtej stronie wierzbę. Kleszczak wyszedł zza betonowych bloków i odczepiwszy linkę od harpuna, pociągnął w swoją stronę. Zapadł zmierzch. Na granicę wjechał tir. Celnik dłuższą chwilę badał list przewozowy.Kartofle do Doniecka? – zdziwił się. Kierowca poważnie pokiwał głową. Wachman wyjął z kieszeni krótkofalówkę i wywołał posterunek po drugiej stronie. Hej mołojcy – zagadnął po ukraińsku. – Kartofle u was w sklepie są, po ile? – Po jakieś pół hrywny – wyjaśnił Ukrainiec.

– Dzięki – celnik wyłączył nadajnik.

– No, to wyjaśnij mi robaczku taką rzecz – zwrócił się do przewoźnika. – Skoro u nas kartofle są po czterdzieści groszy, a u nich po dwadzieścia, to dlaczego wieziesz je naUkrainę, zamiast od nich do nas? – Ja nic nie wiem – wyjaśnił kierowca. – Kazali to wieżę. – No, to do dzieła – celnik wręczył mu łopatę. – Zwal tonę do rowu, zobaczymy, co masz tam pod ziemniaczkami… Kierowca splunął ponuro.

– Całą tonę.

– Właśnie.

– Calutką?

– Co do kartofla.

– Tyle roboty? – mruknął – To ja się lepiej od razu przyznam… Mercedesa tam w ziemniakach rąbniętego zakopaliśmy… Celnik wystukał numer na komórce.Hrubieszów? Przysyłajcie ekipę, trzeba będzie zapudłować jednego obywatela… Pół kilometra szlaucha sięgnęło akurat od cegielni Kleszczaka do szopy po polskiej stronie. – Kurde, Jakub jesteś geniuszem – powiedział Skorliński. – Tylko jak to przepompujemy? A i cysternę muszę ściągnąć… – Spoko. Zaraz będzie moja ekipa – uśmiechnął się egzorcysta. W pięć minut później, koło szopy, zaparkowały wóz strażacki i szambiarka.To pewni ludzie, zawiozą ci spiryt, gdzie tylko zechcesz – wyjaśnił wspólnik. Dwaj strażacy podczepili pompę do wylotu rurki i szybko napełnili zbiornik.Dobra, zawieźcie pod ten adres w Lublinie – Skorliński podał im wizytówkę. – Tam wam zapłacą, zaraz zadzwonię… Strażacy odjechali bez słowa. Teraz miejsce wozu zajęła szambiarka.Cholera – mruknął biznesmen, patrząc nieufnie napojazd.

– Spokojnie – Wędrowycz poklepał go po ramieniu – umyliśmy instalację Ludwikiem. A spirytus i tak wszystko odkaża… Zresztą, co się łamiesz, nie my będziemy to pili… – Racja – biznesmen uśmiechnął się szeroko. – Do roboty chłopaki. Zahuczała pompa i zbiornik powoli zaczął się wypełniać. Jakub wyjął z kieszeni komórkę. – No i jak tam – zapytał Kleszczaka pilnującego cysterny po drugiej stronie granicy. – Spadło ciśnienie – zameldował ukraiński biznesmen. Nie ciągniecie? – Kurde, jak to nie? – zdumiał się egzorcysta. – Cały czas pompa idzie. Machnął ręką. Obsługa szambiarki wyłączyła silnik. Jakub odczepił rurkę i pociągnął ostrożnie łyk. Szlamowata, cuchnąca mułem woda z Bugu. – O karwia – zaklął.

– Co się stało? – zaniepokoił się Paweł.

– Zasrane utopce przeciapały nam bimbrociąg! Ciągniemy wodę z rzeki, a nie spiryt! Pobiegł na brzeg i po chwili wydobył z wody poszarpany koniec szlaucha.Tym razem toście przesrali – warknął.Gdzieś w trzcinach rozległ się ironiczny rechot. Na posterunek graniczny wjechał volkswagen. Wysiedli z niego staruszek w garniturze i młody człowiek (też w garniturze) z aktówką. Celnik wytrzeszczył na nich oczy. – Kim wy u licha jesteście?Główny Urząd Ceł – młody człowiek pokazał legitymację – Komisja do spraw likwidacji skonfiskowanych towarów. Celnik zasalutował.Główny technolog utylizacji alkoholu – przedstawił się staruszek, okazując lipną legitymację. – Prowadźcie dozbiornika. Celnicy posłusznie doprowadzili obu wspólników do silosu. – Stopień napełnienia? – zapytał Jakub.

– Osiem tysięcy litrów – zameldował celnik. – Mamy jeszcze dwa tysiące rezerwy… – Stężenie?

– Według pomiarów około siedemdziesiąt procent…

– Czystość?

– Laliśmy jak leci. Wedle instrukcji wszystko razem,wódkę, koniaki, spirytus, mołdawskie wina… – W porządku. Wykopać rów do Bugu i opróżnić zbiornik.

– Tak po prostu do rzeki? – zdumiał się celnik. – Przecież taka ilość alkoholu… Zaniknie życie biologiczne. – Zniszczenie takiej ilości alkoholu i

– No i sami widzicie, że się nie da. Kopać rów i do roboty. Czterej celnicy wykopali kanał w niespełna trzy godziny. Jakub osobiście odkręcił spust. Alkohol popłynął strugą wprost do granicznej rzeki.

– Proszę wypełnić protokół – Skorliński podsunął zbaraniałym celnikom papiery. Zaczęli podpisywać. Dwie godziny później, kilometr w dół rzeki, ukraiński biznesmen Kleszczak wyprowadził dwudziestu swoich ludzi na brzeg. Zgodnie z przewidywaniami Wędrowycza tu właśnie, na mieliźnie, osiadły pijane utopce i nieprzytomne krowołaki. Josif rozdał podwładnym gazrurki i kije bejsbolowe. Nikt nie będzie niszczył bezkarnie bimbrociągów! – powiedział. – Wykończyć to ścierwo. Wody rzeki zabarwiły się posoką…