Страница 48 из 49
Pogotowie
Jakub Wędrowycz dreptał w zadumie ulicami obcego miasta. Coś mu nie pasowało. To chyba nie była Warszawa. W stolicy był już kilka razy. Nie umiał powiedzieć, co jest nie tak. Domy były niby podobne, ludzie też chodzili normalnie poubierani, nawet mówili tym samym językiem…Kurde – skwitował. – Idę na dworzec, kupię bilet doChełma i spróbuję jeszcze raz od tamtej strony… Przysiadł na skwerku i wyciągnąwszy z kieszeni piersiówkę pociągnął solidny łyk. Nieoczekiwanie przed ławką na której siedział zatrzymała się karetka. – Skoraja pomoszcz – odcyfrował bezbłędnie czerwony napis cyrylicą zdobiący bok pojazdu. Drzwi uchyliły się gości
W karetce pogotowia zagdakał interkom.
– Mengele? – rozległ się głos dyspozytora. – Jest coś dlaciebie. Facet z wypadku, wpadł pod tira, jeszcze żyje, ale…
– Się rozumie – uśmiechnął się lekarz. – Dwadzieścia procent dla ciebie. – Trupiarz dałby dwadzieścia pięć…
– Ale on jest frajer, co byś zrobił, gdyby jego klient przeżył? Gówno byś dostał. A u mnie nie ma strachu… – Też racja. Ale podnieś mi stawkę…
– Będzie trzeba to podniosę… Ja też muszę chłopakom dolę odpalić – wyłączył mikrofon ucinając dyskusję. – Długo nie pociągnie. Duchołap, gaz do dechy – polecił kierowcy, – a ty, Skórołapka, przygotuj sprzęt… Denat w garniturze i gumofilcach leżał na poboczu. Kierowca tira robił mu masarz serca. – Żyje? – zafrasował się Mengele.
– Na to wygląda – powiedział kierowca. – Nie wiem jakim cudem, miałem z 80 na liczniku, jak wylazł mi podkoła. Miotnęło nim ze dwadzieścia metrów… Zderzak dowymiany…Spoko, teraz my się nim zajmiemy…Załadowali egzorcystę na nosze i ruszyli z piskiem opon. Kierowca uruchomił radio i rozpoczął negocjacje.Dom Pogrzebowy "Wesoła Wdówka"? Ile dacie za skórę? 1800? Mało… "Ostatnia posługa"? Mamy dla was sztywniaka. 1700? wypchajcie się. "Uśmiech losu"? Mamy truposza… Dwa tysiące? Ok. dorzućcie jeszcze dwie setki i jest wasz… Załatwione – zwrócił się do szefa.Jak tam nasz ptaszek? – ten zwrócił się do Duchołapa.Jeszcze dycha… Sukinsyn. Może mu pavulonu strzyknąć?Szkoda dobrego środka. Zatkaj mu czymś gębę i pokłopocie. Pielęgniarz spróbował ręką. Nieoczekiwanie zawył.Odgryzł mi palec, pierdolony… W łeb go czymś ciężkim, zanim się obudzi! Z wypadku jedzie, nikt się nie przyczepi do obrażeń… Podwładny wyciągnął z szafki specjalnie naszykowaną cegłę i przyładował leżącemu w głowę. – Bez skutku, ciągle oddycha.
– Złam podstawę czaszki. Co ty, pierwszy dzień jeździsz w pogotowiu? Jakub dał się odwrócić… Pielęgniarz zdzielił go z całej siły tuż poniżej potylicy. – Kurde – egzorcysta opędził się jak od komara.
– Nie skutkuje.
– Siły nie masz, daj to mnie. Lekarz przeszedł na tył i własnoręcznie przydzwonił pacjentowi w czachę.No, już nie wstanie – mruknął uspokojony. Jakub jakby wbrew jego słowom uniósł dłoń i zaczął przecierać zaspane oczy.Gdzie ja jestem? – rozejrzał się wokoło.W karetce – warknął Mengele. – Trzy, cztery, dusimy!Przygnietli głowę Jakuba kawałem gumy. Płuca przestały pracować.Ufff odetchnął Duchołap opatrując nadgryziony palec.
– Sprawdź pracę serca – polecił drugi pielęgniarz. Rozerwali koszulę na piersi leżącego. – Nie oddycha, ale serce bije!
– Bredzisz, niemożliwe!
– Kaftan bezpieczeństwa, znowu się budzi! Musieli zjechać na pobocze. Do okiełznania siły starca potrzeba było trzech silnych mężczyzn. Viagra czyni cuda. – Co z nim robimy? – zapytał Skórołapka.
– Kroplówka – zadecydował lekarz.
– A co do środka? Formalina?
– Nie, za łatwo wykryć. Ale gdyby tak pół litra! Wódy!Z solą fizjologiczną. Powie się, że wykorkował z przepicia… – Od pół litra?
– A coś ty myślał nieuku, żołądek rozkłada 90 procent alkoholu. Pół litra w krwioobiegu to tak jakbyś 5 litrów wypił… Dwadzieścia minut później zrobili kolejny postój.Ciągle oddycha, ale serce nie bije – zameldował Duchołap. Wspólnymi siłami wyciągnęli nosze z przywiązanym egzorcystą i zanieśli do pobliskiego parku. Zaraz z brzegu znajdowała się sadzawka z fonta
– Widzę, że przywieźliście pięknego sztywniaka…
– Dwie stówy dla ciebie. Rano będą ci z "Uśmiechu losu". Trochę trzeba go będzie podmalować, żeby się rodzina nie czepiała… Na obu skroniach Jakuba widać były wielkie plamy kopcia po porażeniu prądem. Dyżurny przełożył zwłoki na wózek i nakrył prześcieradłem.Nie mogliście jakoś delikatniej? – skrzywił się.
– Cholernie żywotny był. Ledwo daliśmy radę – mruknął Duchołap. – Robimy jutro grilla. Może wpadniesz? – Jasne… Gdzie tym razem? Ciało przykryte całunem lekko drgnęło jakby nastawiało ucha. Ledwo za kolesiami z pogotowia zatrzasnęły się drzwi kostnicowy złapał za telefon komórkowy. – Halo? Profesor?
– Tak, o co chodzi?
– Chciał pan pokroić jakiegoś sztywniaka? I miało być pocichu. Na lewo… – Jest coś? Za trzysta złotych. Gość z wypadku, nikt się nie przyczepi że pokiereszowany.Będę za pół godziny… Profesor i jego student pochylili się nad nieboszczykiem. Jakub wyglądał nie gorzej niż zwykle, kostnicowy zmył okopcenia na skroniach, ściągnął też całe ubranie. – Niezły okaz i w sumie mało uszkodzony – mruknął profesor. – Proszę zwrócić uwagę na te plamy. – Plamy opadowe, pojawiają się na zwłokach kilkanaście godzin po zgonie – błysnął wiedzą uczeń. – Brawo. Co nam potrzeba do kolekcji dydaktycznej?
– Wątroba sztuk jeden, cztery nerki, jelito cienkie, serce… – przeczytał z kartki. – Ale sztuka – mruknął profesor patrząc na przyrodzenie Jakuba. – Natura obdarzyła. Też utniemy. Będzie można straszyć studentki – uśmiechnął się obleśnie. W sumie to trochę nieetyczne – mruknął student. – Rozumiem jak ktoś zapisuje zwłoki do badań ale tak po cichu wycinać… Przecież można by skorzystać z plastikowych modeli… Nie przyszliśmy tu dyskutować o moralności tylko zaiwanić trochę potrzebnych nam kawałków. – Profesor wyraźnie się wkurzył. – Chrzańmy etykę, kolekcja dydaktyczna jest najważniejsza… Ujął w dłoń skalpel i wykonał nacięcie skóry na brzuchu. Ze środka wionęło zapachem starej gorzelni.Co jest? – zdziwił się. – Ktoś te zwłoki konserwował?Gość wpadł pod ciężarówkę a nie zachlał się na śmierć…Zresztą, nieważne. Hmmm. A może zaczniemy od tego. Ujął siurka egzorcysty w dłoń i przyłożył skalpel do nasady.Ty zasrany pedale! – zawył nieboszczyk zrywając się na równe nogi. – Sam se ptaka obetnij! Pięć minut później profesor leżał nago, zakneblowany i przywiązany do stołu. Jakub wciągał na siebie jego garnitur. Zszokowany student wbił się w kąt prosektorium i szczękał zębami.A ty co? Ocipiał? – huknął na niego Wędrowycz. – Mówisz, że co tam wam potrzeba do kolekcji dydaktycznej? Splunął z pogardą na leżącego. Skalpel wsadził do kieszeni – przyda się. Spojrzał ponownie na skulonego.Coś ty taki otumaniony?