Страница 42 из 49
Spowiedź
Pewnego wiose
– Aha – powiedział, a potem zamyślił się. Jakub Wędrowycz bardzo rzadko odczuwał potrzebę pojednania się z Bogiem. Gdy czasami nachodziły go takie ciągoty z reguły siadał i czekał aż mu przejdzie. Zazwyczaj miał wyjątkowego pecha, co do spowiedników. Jeden z nich zemdlał w konfesjonale, wysłuchawszy zaledwie niewielkiej porcji Jakubowych grzechów. Wioskowy egzorcysta – amator musiał zużyć całą butelkę samogonu zanim doprowadził duchownego do przytomności. I
litanie
w ciemnościach panujących przeszło półtora kilometra pod powierzchnią Atlantyku zalśniły reflektory sporego batyskafu. – Zaraz powi
– Nie mam pojęcia, strasznie obrośnięte mułem.
– Zabieramy – polecił. Kleszcze automatu zacisnęły się na niekształtnym przedmiocie. Robot wracał do batyskafu.Pełne wynurzenie – polecił dowódca.
Jakub siedział w knajpie i patrzył w zadumie w kufel z piwem. Wszyscy słyszeliśmy historię o zatonięciu Titanica – odezwał się nieoczekiwanie telewizor. Jakub przekręcił głowę.Daj trochę głośniej – polecił Ajentowi. Na ekranie przesuwały się obrazy wykonane pod wodą przez kamery batyskafu. – Hy – mruknął Jakub.
– Ty kiedyś mówiłeś, że byłeś na Titanicu? – Semen dał mu sójkę w bok. Egzorcysta niechętnie kiwnął głową.Byłem – mruknął. – Przed zatopieniem ta łajba wyglądała dużo lepiej…To może opowiesz? – Zapytał Józef.Wędrowycz westchnął.To było tak dawno – mruknął. – Minęło tyle lat, a ja wciąż pamiętam zapach świeżego zacieru…