Страница 2 из 49
Noc była pogodna. Widać było wszystkie gwiazdy. Droga mleczna przecinała niebo swoim łukiem. Ziemia powoli oddawała zgromadzone podczas długiego upalnego dnia ciepło. Gdzieś daleko ujadały psy. Dwa cienie przemknęły się bezszelestnie rowem. Rozległo się gdakanie kury. Odpowiedziały mu głosy i
Obaj czarownicy rzucili się do ucieczki. Gospodarz wygarnął z dubeltówki w powietrze i stracił następne dziesięć minut na szukanie naboi i ponowne jej nabijanie. Nim skończył, obaj przyjaciele byli już daleko. – Wywal to – powiedział Józef, patrząc na trzymany przez Jakuba bezgłowy zezwłok. – No, co ty? Dobra kurka. Zjemy na śniadanie. Ciężko los doświadczył Mariusza Świrskiego w następnych tygodniach. A było to tak. Następnego dnia rankiem wsiadł na kombajn i ruszył w pole, gdzie miał umówioną robotę. Pech chciał, że dwadzieścia metrów od bramy gospodarstwa strzeliła mu prawa dętka. Koło zupełnie sflaczało. Wrócił więc do domu po traktor, żeby nim ściągnąć kombajn z powrotem na podwórze. Niestety, w czasie gdy uruchamiał traktor, nadjechała ciężarówka prowadzona przez pijanego kierowcę i zwaliła kombajn do rowu., Uruchomienie pojazdu zajęło mu czas do wieczora, a urozmaicone zostało wycieczką do kółka rolniczego, gdzie musiał wyżebrać odpowiedni lewarek, oraz wizytą faceta, z którym był umówiony na koszenie pola, a który to obił mu twarz i i
– Nie klątwę, tylko urok, po za tym, co za pomysł? Czy ja wyglądam na czarownika? – Tylko ty byś potrafił. Może jeszcze stary Karwowski z Uchań, ale on nie żyje, bo już nawet jeździłem sprawdzić, czy by mi nie pomógł i nie odczynił… – A co mu się stało? – Ponoć wypił na raz dziesięć litrów samogonu i szalał po wsi, aż wreszcie ktoś pokazał mu lustro i starzec padł na swój widok jak rażony piorunem. Jakub poczuł swędzenie sumienia i podrapał się w tym miejscu po głowie. -Nu i co dalej? – Odczyń urok. Już nie mogę tak żyć. Jutro chcę wiać zboże. Mrugnął i niezdarnie zaczął wciskać Jakubowi kopertę. Ten wziął i zajrzał ciekawie do środka. Wewnątrz było sześć miesięcy spokojnego życia. – Niech ci będzie – zgodził się łaskawie. – Dostarczysz dzisiaj jeszcze następujące rzeczy… Jakub i Józef noc spędzili pracowicie. Zarżnęli białą kurę dostarczoną przez gospodarza, po wy wrzaski wal i w przestrzeń magiczne formułki. – A ty, łachmyto najpierw pomyśl dwa razy, zanim pojedziesz na skróty przez czyjąś plantację – wrzasnął Jakub, gdy już było po wszystkim. Dwaj czarownicy z godnością opuścili niegości
– W ogóle nie było. Żyjemy w dwudziestym wieku.
– Haj, żywię dwudziesty wiek.
Unieśli szklanki do wschodzącego słońca.