Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 35 из 60

A z drugiej strony zaufanie to podstawa związku.

Może nie miał dojścia do komputera.

Z drugiej strony w Ameryce może wielu rzeczy nie być, ale komputer jest na pewno nawet na pustyni jakiś. Tak samo jak telefon.

Czyli tak bardzo wsiąkł w atrakcyjną zagranicę, że być może ma lepsze towarzystwo. Zmartwiłby się parę tygodni wcześniej, a teraz zapomniał o mnie. Na pewno nie pisał, że jedzie do Nowego Jorku. Może pisał, ale do kogo i

Ale z drugiej strony, jaki mężczyzna przywiązuje wagę do pisania? Kobieta tęskni i czeka, bo ma inaczej zbudowany mózg i dlatego przekręca mapę do góry nogami. A mężczyzna znakomicie orientuje się przestrze

Istnieje jeszcze taka możliwość, że zrozumiał i nie ma pretensji, bo mnie kocha i wie, że poleciałabym na skrzydłach i że musiało się coś ważnego stać, skoro nie lecę. Ale prawdę powiedziawszy, jest to możliwość, którą trudno mi w tym stanie ducha wziąć pod uwagę. W każdym zresztą.

Bo taki list, jak ten ostami, obiektywnie rzecz biorąc, taki list jest raczej obojętny.

Jak Adam.

Ale z drugiej strony może włącza się moja lekka paranoja i znane poczucie odrzucenia, które nie ma nic wspólnego ze stanem faktycznym. Może dorabiam sobie ideologię i za bardzo zajmuję się interpretacją zdarzeń, zamiast pracować, zająć się Tosia, spotkać się z Ulą i tak dalej. Może wszystkie kłopoty kobiet biorą się ze zbędnego rozważania, co by było gdyby?

W weekend siądę do komputera i napiszę do niego. O wszystkim. Właściwie wymieniamy tylko krótkie uwagi, i w dodatku biorę w tej zabawie czy

Wyłączam komputer i telewizor i postanawiani zająć się gotowaniem pomidorowej.

Jest po dziesiątej, kiedy Eksio wyjeżdża spod domu.

– Pomóc ci, mamo? – Tosia staje za mną, widzę jej odbicie w szybie w kuchni.

– Niekoniecznie. Zawołaj koty, mróz. Tosia posłusznie otwiera drzwi do ogrodu i woła na cały głos:

Zarazi Potem! – I wraca do kuchni. – Nie ma ich.

No właśnie – mówię dość ponuro. – Nawet koty nie wracają na wołanie.

Miałaś zadzwonić – mówi Ula, oddając prodiż – ale rozumiem, rozumiem…

Rozumiesz co? – stawiam prodiż na półce.

Ojciec Tosi – uśmiecha się Ula.

Co ojciec Tosi?

Nie mam ochoty domyślać się, o co chodzi Uli. Już drugi dzień czekam na odpowiedź od Niebieskiego na mój długi list o wszystkim. Ale pewno nie miał czasu. Nie powi

No był… W nocy wyjechał.

Był, mówiłam ci.

– Ja zawsze uważałam, że małżeństwo to rzecz święta – mówi Ula i idzie do siebie, uśmiechając się pod nosem.

Jej może tak, mojemu do świętości brakowało co nieco.

Nie rozumiem, jak można nie znaleźć trzech minut i nie odpisać, choćby najbardziej zdawkowo – jestem zajęty, pa, napiszę później.

Mamo? Masz chandrę? – pyta czujnie moja córka, która pojawia się cichutko za mną.

Nie, chandrę nie – kłamię w żywe oczy. – Ot, po prostu zastanawiam się, skąd się wzięliśmy, dokąd zmierzamy… takie tam…

Jeśli zaczynają cię dręczyć pytania: skąd się wzięliśmy, jakie mamy cele w życiu, jak długo to wszystko potrwa, nie martw się! Tylko więźniowie znają dobrze cele, wiedzą, skąd się tam wzięli i znają termin wyroku

– Tosia klepie mnie w ramię.

– Tosia, a może byś się pouczyła, zamiast pluć taki mi mądrościami? – Biorę do ręki ścierkę i zaczynam po kolei wycierać naczynia z suszarki, co robię wyłącznie wtedy, kiedy ogarnia mnie depresja.

– Nie martw się, mamo, wszystko będzie dobrze – mówi Tosia, tak jakbym to ja miała maturę przed sobą, a nie ona.

Wiem.

Zawsze wszystko jest dobrze, nawet jeśli nam się wydaje, że jest niedobrze. Nienawidzę grudnia. Nienawidzę zimy. Chcę mieszkać w jakimś przyjemnym ciepłym kraju i nie zastanawiać się nad niczym. Na przykład, dlaczego Adam nie pisze. Oraz nie dzwoni.

Wczoraj rano jechałam z Ulą kolejką do Warszawy.

– Jesteś jedyną osobą, która potrafi się przyjaźnić z byłym mężem – zagaja przyjaźnie Ula. – To jest w tobie niesamowite. Wiesz, co jest ważne.

Nie chce mi się rozmawiać na temat Eksia, w tej sprawie akurat Ula nic nie wie i mam nadzieję, że nie będzie nigdy wiedziała, co to znaczy były mąż. A ważne jest to, że Adam nie pisze.