Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 18 из 39

Wkrótce potem, ścigany przez drugi patrol karabinierów, uciekając korytarzem sześćdziesiątej drugiej kondygnacji gmachu centrali handlowej, wtargnął na miejsce pierwszego zabójstwa, gdzie raz jeszcze posłużył się zdobytą bronią: zastrzelił z niej lekarza z ekipy pogotowia ratunkowego? który operował ra

Wiadomość z ostatnie/ chwili: Jak nam donoszą z Głównej Komendy Karabinierów, schwytany o świcie groźny bandyta Carlos Ontena – po rozwaleniu ściany swojej celi – zbiegł dziś w południe z tymczasowego aresztu.

Z baru przy Dwudziestej Dziewiątej Ulicy wyszedłem nym wieczorem, kiedy chodniki opustoszały już nieco. Nie opodal na gołej ziemi – pod niebem usianym gwiazdami – leżały zbite w gromady kukły bezdomnych mieszkańców dzielnicy. W gorącym powietrzu unosił się swąd dymu z ogniska nędzarzy. Miałem ochotę położyć się gdzieś między nimi i natychmiast zamknąć oczy. Ukryte w głębszym cieniu postacie sztucznych ludzi wyglądały jak powalone strachy na wróble.

Z drugiej strony jezdni potknąłem się na kupie śmieci. Wyplątując buty z uwięzi odpadków, dostrzegłem wśród nich protezy dwóch ludzkich dłoni. Były urwane przy nadgarstkach i trzymały kurczowo brzeg poszarpanej szmaty, w której – gdy padło na nią światło – widząc napis RYŻ, rozpoznałem szczątki worka po fałszywym skarbie. Zaraz poszukałem wzrokiem kołka po$ ścianą, gdzie przed kilkoma godzinami siedział uszczęśliwiony moim darem żebrak. Już go tam nie było, choć istnieć mógł tylko pod tym jednym kołkiem. Widać dopóty śpiewał światu koniec swej niedoli, aż zostały z niego same nogi – wyprostowane na chodniku i zatopione w betonowej płycie. Resztę jego ciała – ciągnąc za ten worek – rozszarpały i rozniosły wilki plastykowej dżungli.

Żałując, że dałem żebrakowi ten wartościowy stos makulatury, położyłem się na noc w ciemnym kącie zawalonej gratami rudery. Ze swego miejsca widziałem przez szparę ognisko otoczone markującymi sen manekinami. Ciekawe – pomyślałem – jakiego rodzaju haniebne znamiona i trwałe więzy mógł widzieć Płowy Jack, kiedy patrzył na mnie lub na i

Z papierkami w worku czy bez nich, tu czy w i

Blask ognia otoczonego zarysami ludzkich postaci przywoływał myśl o hordzie pierwotnej i więzi miedzy istotami jednakowo czującymi. Lecz druga myśl, że tutaj ta więź jest mechanicznie symulowana w celu wywołania określonego efektu scenograficznego, nastrajała szczególnie melancholijnie.

Nagle – zmrożony narastającym uczuciem lęku – przysunąłem zegarek do smugi światła wpadającego przez szparę w ścianie. Była godzina dwudziesta trzecia pięćdziesiąt dziewięć. Zawisłem wzrokiem na strzałce sekundnika, która wykonała jeszcze jeden pełny obrót, odmierzając ostatnią minutę wtorku.