Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 3 из 42

Rozdział II

Wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Szef prowadził. Rozległe mazowieckie równiny były przerażająco monoto

– Niech pan opowie o alchemikach – poprosiłem Szefa. – Bo tak na dobrą sprawę to niewiele wiem…

– A co wiesz? – zaciekawił się.

– To była banda takich wesołych świrów, którzy usiłowali wyprodukować złoto z ołowiu – powiedziałem.

– To faktycznie niewiele wiesz – uśmiechnął się. – No to teraz posłuchaj. Zasadniczo w tym, co powiedziałeś, jest trochę racji. Faktycznie tego typu próby trwały. Gdy byłem młody i studiowałem, zaproszono nas kiedyś do skarbca Narodowego Banku Polskiego i pokazano państwowe rezerwy złota. Czas był paskudny, przeprowadzano rewizje u ludzi podejrzewanych o handel kruszcem i walutami. Kilkanaście osób nawet za to rozstrzelano. Nam, młodym historykom sztuki, postanowiono pokazać skarby zdobyte podczas rewizji. A były tam prawdziwe skarby, w tym wiele bardzo ce

– Komuniści produkowali złoto za pomocą Kamienia Filozoficznego? – zdumiałem się.

Parsknął śmiechem i omal nie wylądowaliśmy w rowie.

– Pawle, to ci się udało! Nie, oczywiście że nie. "Złoto alchemików" to nazwa, powiedzmy umowna, bo nie figuruje w międzynarodowych słownikach złotniczych, ale i tak każdy będzie wiedział o co chodzi. Złoto alchemików to stop zawierający 967 części miedzi, 3 części magnezu i 30 części antymonu. Genialna rzecz. Kolorem nie różni się od złota. Twardością praktycznie też nie. Posiada niemal identyczny opór elektryczny i bardzo zbliżoną temperaturę topnienia.

– Nieźle – mruknąłem. – Zapewne jest nieco lżejsze?

– Tak, gęstość jest o kilkanaście procent mniejsza, ale jeśli będziesz miał kilogramową sztabkę, to niełatwo będzie ci ją odróżnić od prawdziwej. Zakładam, że wiesz, jak się rozróżnia próby złota?

– Można zadrapać przedmiot kamieniem probierczym, a potem zanurzyć go w kwasie. Kwas częściowo wytrawi rysę, a potem można porównać to z wzorcowymi. Drugą metodą jest nakrapianie powierzchni przedmiotu kwasami, zdaje się mieszaniną siarkowego z azotowym. Istnieją stężenia dla różnych prób, jeśli użyje się silniejszego, to pojawiają się ciemne plamy. Trzecią metodą jest przyklejanie kuleczek rtęci. Do złota przyklejają się, do i

– No cóż, wymieniłeś najważniejsze. A wiec złoto alchemików dzięki obecności antymonu wychodzi z większości tych prób bez szwanku. Naprawdę łatwo się naciąć. Nazwa wskazuje, że pierwsze receptury tego stopu powstały już w średniowieczu…

– A czym w takim razie jest tombak? – zaciekawiłem się.

– To stop miedzi i około 10 – 20 % cynku. Też nieźle udaje złoto, ale jest dużo łatwiejszy do rozpoznania.

Zamyśliłem się.

– Ale miałem mówić o alchemii – przypomniał sobie Pan Samochodzik. – No to posłuchaj małego wykładu. Alchemicy wywodzili swoją naukę od Hermesa Trismegistosa, utożsamianego z egipskim bogiem Totem – patronem rzeczy tajemnych, sekretnych i niebezpiecznych, opiekunem nauki i pisarzy… Ten wielki poprzednik późniejszych alchemików żyć miał około 2700 roku p.n.e. Jego dorobek naukowy oceniano na 36 tysięcy ksiąg; nie rób takiej zdziwionej miny, wówczas księga była zwojem papirusu, który mógł mieć kilkanaście metrów długości lub tylko kilka… Z tego dorobku nic nie zachowało się do naszych czasów, zakładając, że Tot był postacią faktycznie istniejącą i jakikolwiek dorobek po sobie pozostawił… Oczywiście uczeni wyśmiewali się z tego podkreślanego przez średniowiecznych alchemików starożytnego rodowodu swojej profesji. Gdy ja chodziłem na studia, informowano nas, że najstarszym zabytkiem w którym pojawiają się pierwsze nieskonkretyzowane jeszcze idee alchemiczne, jest tak zwany "Papirus z Lejdy" zawierający sporo ciekawostek z dziedziny chemii i pewne idee alchemiczne. Papirus ten spisano w trzecim wieku przed naszą erą, a odnaleziony został w dziewiętnastym wieku. Niedługo później historię alchemii trzeba było nieco cofnąć w czasie. W latach dwudziestych Niemcy badający pałac króla Assurbanipala w Niniwie odnaleźli w jego ruinach niezwykle bogatą bibliotekę, spisaną na płytkach glinianych pismem klinowym. Pożar pałacu i zawalenie się tego skrzydła pozwoliły im zachować się w stanie wręcz doskonałym. Ogień wypalił je, zwiększając ich twardość. Przygniecione gruzami przetrwały ponad dwa i pól tysiąca lat. Wśród nich znaleziono traktat o nazwie "Wrota Pieca", opisujący sposoby przygotowywania kolorowej glazury, a także przemiany metali. Ponieważ biblioteka pochodzi z siódmego wieku przed naszą erą, oznacza to, że już w tym okresie szukano sposobów takich przemian. Oczywiście tekst mógł być skopiowany ze znacznie starszych ksiąg…

Zamyślił się na chwilę.

– Znasz oczywiście legendę o królu Midasie, który swoim dotknięciem zamieniał wszystko w złoto. W tym także własną córkę, co należy jednak potraktować jako wypadek przy pracy… Grecy parali się chemią, przeprowadzali także eksperymenty alchemiczne…

– Niech zgadnę. Czyżby wyszli od teorii Empedoklesa o czterech żywiołach: wodzie, ogniu, ziemi i powietrzu? – uśmiechnąłem się.

– Chyba tak. Empedokles żył w piątym wieku przed naszą erą, w tym też okresie zaczynają się wzmianki o jakichś tego typu próbach. Ale dopiero Arystoteles założył, że istnieje piąta esencja, eter, kształtująca niebo i ziemię, przenikająca wszystkie przedmioty. Alchemicy zawsze poszukiwali ducha materii, najczystszych pierwiastków, żywego złota, wody, która nie moczy rąk… No i nie należy też zapominać o Lukrecjuszu, żyjącym w pierwszym wieku przed naszą erą. Był uważany za jednego z wybitniejszych filozofów, a głosił pogląd, że lwy mogą rodzić się z zagęszczonej pora

Popatrzyłem na białe opary snujące się nad zaoranymi polami.

– Lepiej niech pan odpuka w niemalowane drzewo – powiedziałem.

W tym momencie Pan Samochodzik wdepnął hamulec. Przed nami na drodze siedział tygrys.

– O rany – powiedziałem.

– To nie lew – uspokoił mnie Szef. – To tygrysek.

Tygrysek był wielkości mniej więcej wilczura.

– "Z krwi, mgły i piasku" – zacytował Szef. – Ponieważ nie wierzę w teorie Lukrecjusza, ciekaw jestem skąd się to tu wzięło.

Zwierzak ruszył w naszą stronę.

– Złapać go, Szefie?

Zamyślił się.

– Dawno już nie miałem pieska – westchnął. – Ale nie mam ochoty hodować w domu tygrysa. Tak czy siak, lepiej, żeby nie siedział na szosie, ktoś mógłby go przejechać. Potrafisz go złapać? Tylko nie mów, że w Czerwonych Beretach polowaliście na wilki gołymi rękami…

Wyjąłem ze skrytki kanapkę i odpakowawszy z folii wysiadłem z wozu. Tygrys na mój widok ucieszył się wyraźnie i ruszył w moja stronę. Przykucnąłem i wyciągnąłem rękę przed siebie. Podszedł nieufnie i obwąchał moje drugie śniadanie.

– Jedz, to z kiełbasą – zachęciłem go.

Z bliska wydawał się jeszcze mniejszy. Był mniej więcej wielkości spaniela. Wziął kanapkę w zęby i dał się pogłaskać. Nie było sensu dłużej czekać. Złapałem go w pół i wsadziłem na tylne siedzenie samochodu. Usiadłem obok niego i Szef ruszył.

– Ma obrożę? – zaciekawił się.

– Nie. Pewnie oznakowany jest mikroprocesorem. Ciekawe skąd się urwał. Może drapnął z jakiegoś cyrku.

– Zobacz czy nie będzie miał wytatuowanego numeru za uchem, albo po wewnętrznej stronie uda – powiedział Szef.

– Niestety, nie ma – powiedziałem po pięciu minutach, coniebądź podrapany.

– Może przyjdzie nam uwierzyć Lukrecjuszowi – westchnął Szef. – No nie ważne. – O, kontrola radarowa.

Faktycznie na poboczu drogi stał radiowóz. Zjechaliśmy na pobocze. Jeden z policjantów podszedł do samochodu i zasalutował.

– Macie panowie jakiś kłopot? – zapytał uprzejmie.

– Można to tak określić – wskazałem tygrysa. – Złapaliśmy jakieś dwadzieścia kilometrów stąd takiego osobnika.

Podszedł drugi policjant.

– No, w świetle przepisów chwytanie dzikich zwierząt to kłusownictwo – powiedział z szerokim uśmiechem. – Tygrysica Magda… Zawiadomimy cyrk, że się znalazła.

– Uciekła z cyrku? – zaciekawił się Szef.

– Tak, zgubili ją podczas transportu. Wyskoczyła sobie na szosę, a zauważyli brak dopiero gdy dotarli na miejsce. Pewnie jest wygłodzona, trzeci dzień się już błąka.

– Ja mam chyba w radiowozie puszkę golonki sokołowskiej – powiedział drugi. – Spiszemy protokół i możecie panowie ją nam zostawić, i tak za pół godziny zjeżdżamy do bazy, to ją odstawimy na miejsce.

Formalności zajęły mam tylko chwilę. Ruszyliśmy w dalszą drogę. Kątem oka uchwyciłem obraz. Tygrysica na smyczy jadła golonkę z puszki. Na tle błękitno-granatowego radiowozu żółte zwierzę i czerwona puszka wyglądały niezwykle dekoracyjnie.

– A jak się tu zaplącze jakiś kryminalista, to go policja poszczuje tygryskiem – uśmiechnął się Szef. – Widzisz, miałem rację nie wierząc w teorie naszego drogiego greckiego filozofa.

– Czy greccy chemicy mieli jakieś poważniejsze osiągnięcia? – zapytałem.

– Właściwie z tego co wiemy, to raczej nie. Umieli farbować i bielić tkaniny, wytwarzali trochę kosmetyków. Garbowali skóry, produkowali kolorowe szkło i polewy ceramiczne. Znali niektóre leki, ale w porównaniu z Egipcjanami ich wiedza była w powijakach.

– A jak to wyglądało w Egipcie?

– Dużo lepiej. Można nawet powiedzieć, że starożytni Egipcjanie zapoczątkowali fizykę jądrową. I to w pokojowych celach…

– Jak to? – zdumiałem się.

– Używali tlenku uranu w życiu codzie