Страница 25 из 40
Przypomniał jej się również niedawny telefon od Denise. Wcale się nie przejęła, że Holly nie zadzwoniła do niej po tamtej wspólnej kolacji. Opowiadała jak najęta o swoim wyznaczonym w styczniu ślubie. Wystarczyło, że Holly chrząknęła od czasu do czasu, żeby koleżance zdawało się, że słucha… choć wcale nie słuchała.
Sharon nie zadzwoniła ani razu, odkąd obwieściła, że jest w ciąży. Holly wiedziała, że powi
Na dworze się ochłodziło i Holly wróciła z winem do domu. Pozostawało jej czekać na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy i modlić się o powodzenie. Wróciła do salonu, włączyła płytę, którą oboje z Gerrym tak lubili. Skuliła się na kanapie, trzymając kieliszek wina, zamknęła oczy i wyobraziła sobie, że tańczy z mężem.
Następnego dnia obudził ją warkot na podjeździe. Wstała, wyjrzała przez zasłonę i odskoczyła od okna na widok Richarda wysiadającego z samochodu. Nie miała ochoty na jego wizytę. Targana wyrzutami sumienia, chodziła po pokoju, nie reagując na dzwonek do drzwi.
Odetchnęła z ulgą, słysząc zatrzaskiwane drzwi samochodu. Postanowiła wziąć prysznic, dwadzieścia minut później zeszła na dół. Wytężyła słuch, bo z zewnątrz dobiegł ją odgłos skrobania. O, znowu. Skrobanie i jakieś szelesty… Nagle zrozumiała, że w ogrodzie musi uwijać się krasnoludek.
Weszła cicho do salonu, przykucnęła. Wyjrzała zza parapetu i ze zdumieniem stwierdziła, że samochód Richarda nadal stoi na podjeździe. A jeszcze bardziej zdumiał ją widok Richarda sadzącego na czworakach kwiaty. Odczołgała się od okna i usiadła na dywanie, kompletnie wytrącona z równowagi.
Po chwili znów wyjrzała zza zasłony. Richard pakował już sprzęt ogrodniczy. Kiedy odjechał, wybiegła z domu i wskoczyła do samochodu. Postanowiła dogonić krasnoludka.
Jechała trzy samochody za nim, tak jak podpatrzyła na filmach. Zwolniła, kiedy zobaczyła, że się zatrzymuje. Zaparkował, wstąpił do kiosku, kupił gazetę i skierował kroki do kawiarenki naprzeciwko.
Zaparkowała w wolnym miejscu, przeszła przez jezdnię i zajrzała do kawiarni. Richard siedział tyłem do niej, zgarbiony nad gazetą, pił herbatę. Podeszła wesoło, z uśmiechem.
– Richard, czy ty w ogóle chodzisz do pracy? – wypaliła głośno, aż podskoczył. Chciała dalej z niego żartować, ale urwała, bo zobaczyła łzy w jego oczach.
Przystawiła sobie krzesło, usiadła.
– Co się dzieje?
Pogłaskała go po ręce.
Łzy jak groch spływały mu po twarzy.
– Przepraszam, że tak się rozkleiłem – powiedział speszony.
Otarł oczy chusteczką.
– Ostatnio ja też namiętnie ronię łzy, więc mi nie zaimponujesz.
Uśmiechnął się smętnie.
– Wszystko mi się wali.
– Na przykład? – spytała, przejęta stanem brata. Nigdy go takim nie widziała.
Przełknął łyk herbaty. Najwyraźniej unikał zwierzeń.
– Ostatnio zrozumiałam, że szczera rozmowa może pomóc – zachęciła go ciepło. – Nie będę się śmiała, nie odezwę się, jeśli nie zechcesz. I zachowam dyskrecję – zapewniła go.
Spojrzał w bok i wykrztusił:
– Straciłem pracę.
Przez chwilę milczała, czekając, aż powie coś więcej.
– Wiem, że lubiłeś swoją pracę, ale przecież znajdziesz następną. Ja bez przerwy tracę pracę…
– Straciłem ją w kwietniu – wyrzucił z siebie ze złością. – A mamy wrzesień. Nie mogę znaleźć niczego w swojej branży.
– Rozumiem. – Nie umiała nic powiedzieć. – Ale skoro Meredith pracuje, wciąż macie stałe dochody. Nie czujesz noża na gardle.
– Meredith odeszła ode mnie w zeszłym miesiącu. Powiedział to znacznie ciszej.
Holly aż zasłoniła ręką usta.
– A dzieci?
– Zostały z nią – wyznał i głos mu się załamał.
– Tak mi przykro – użaliła się nad nim, przebierając nerwowo palcami. Czy powi
– Mnie też jest przykro – powiedział żałośnie.
– Przecież to nie twoja wina.
– Nie moja? – spytał bliski załamania. – Oznajmiła, że jestem żałosny, skoro nie potrafię nawet zadbać o rodzinę.
– Oj, nie przejmuj się tą głupią zdzirą. Jesteś wspaniałym ojcem i wiernym mężem – stwierdziła z przekonaniem. – Timmy i Emily uwielbiają cię, a ty naprawdę masz z nimi świetny kontakt, więc nie przejmuj się gadaniem szurniętej baby.
Objęła go i przytuliła, a on płakał. W końcu się uspokoił.
– Gdzie mieszkasz? – spytała.
– W hoteliku tu niedaleko – wyjaśnił, dolewając sobie herbaty. Na odejście żony filiżanka herbaty.
– Nie możesz mieszkać w hotelu! Dlaczego nikomu z nas nie powiedziałeś? Choćby rodzicom.
Richard pokręcił głową.
– Nie chcę ich obarczać swoimi kłopotami. W końcu jestem dorosły i powinienem poradzić sobie sam.
– Zgłupiałeś? Nie ma nic złego w tym, żeby raz na jakiś czas wrócić na łono rodziny. Prawdziwy balsam dla znękanej duszy.
Zrobił niepewną minę.
– To chyba nie najlepszy pomysł.
– Za kilka tygodni Ciara wraca do Australii.
Wyraźnie się odprężył.
– No to jak?
Odpowiedział uśmiechem, ale zaraz posmutniał.
– Nie umiałbym poprosić rodziców, Holly. Nie wiedziałbym, co powiedzieć.
– Pójdę z tobą i zrobię to za ciebie. Mówię ci, będą zachwyceni. Jesteś ich synem, kochają cię. Tak jak my wszyscy – dodała.
– No dobrze – zgodził się w końcu.
Wzięta go pod rękę, kiedy szli do samochodów.
– A, jeszcze jedno. Dziękuję za ogród. Wspięła się na palce i pocałowała go w policzek.
– To ty wiesz? – spytał, zdziwiony.
Pokiwała głową.
– Masz wielki talent.
Brat uśmiechnął się niepewnie.