Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 13 из 18

Wtedy byłam silna. Znowu brałam 150 mg kokainy dzie

Nigdy nie słyszałam by kobieta zgwałciła i zamordowała z lubieżności mężczyznę. Coś jest w tych samcach bardzo agresywnego. Ich obsesje o udanych wzwodach po pięćdziesiątce. To doprawdy niesamowite. Kobiety natomiast uderzają inaczej. Moja matka… Wiem, wiem, mam pisać dalej. Zimno tu. Dlaczego mam umierać w tak złych warunkach? Śmierć, jeżeli aż tak mnie wybrała, niech się stara, i tak mnie dostanie. Wydłużyła mi się twarz. Opięta skóra na łysiejącej czaszce. Ramiona zapadnięte z prześwitem kości. Moje sutki… nie, zostawię je w tajemnicy. Naczynia krwionośne wydęte na zewnątrz, jakby krążenie oddzieliło się od ciała i poruszało według własnego, rytmu. Tysiące grobów, zapadnie, pułapki, druty kolczaste pod wysokim napięciem. Spalona ziemia, zaciemnione słońce. W sposób doskonały nie pojmowałam siebie.

Podczas stosunku z własnym szaleństwem doznawałam odżywczego orgazmu. Robaki po jednej stronie policzka. Naciskałam powoli palcem, pojawiały się symetrycznie po drugiej stronie.

Czego ty właściwie ode mnie chcesz? Do czego potrzebna jest ci moja książka? Nie zdradzisz mi tej tajemnicy. Zasypiam. Nareszcie sen po pięciu latach. Gdyby ktoś potrafił mnie pokochać. Nie teraz. Tam, na początku drogi, zanim narkotyk stał się wszystkim.

Lekarz spokojnie przytulił mnie i powiedział: Dziecko, umierasz. Wyrzygałam wczorajszy dzień. W jego gabinecie, na czystą, pachnącą podłogę. Już nie kontrolowałam niczego.

Dowodem na istnienie wiary jest to, że ludzie mieszkający niedaleko mnie, uwierzyli że nie istnieję.

Wieczorami dostawałam sygnały z Adhary, z gwiazdozbioru Psa Wielkiego. Tam nie było uzależnień i chorób psychicznych. Przysłali mi odmiany motyla Admirała, który ginął bezpotomnie. I nawet kolor błękitu gąsienicy nie wyjednał mu protekcji. Jeden z palców u nogi ma specjalne właściwości; działa jak czołg i zgniata robaczki w pokoju o różnych porach ich wylęgania.

Czasami udało mi się wyjść na spacer. Strzeliste topole nad rzeką przywoływały wspomnienia i

Śmierć przynosi mi jakieś leki. Może po nich śpię kilka godzin.

Usypiałam prawie bez oddechu. Mundus universus exercet historionem a ja śniłam. Malowałam autoportrety, zbyt bolesne by mogły przetrzymać rzeczywistość. Nie potrafiłam słuchać facetów z gaciami wypełnionymi nasieniem. Instytucja żony jest także formą spowiedzi. Było to zupełnie niestrawne.

Bolą mnie zęby, których nie mam. Bóle fantomowe zawsze mnie przyjemnie zaskakiwały. „A la recherche du moi perdu”. Nigdy nie uczyłam się francuskiego. To coś oznacza. I AM FED UP WITH PEOPLE. O.K.

Na tej stronie mam ochotę zniszczyć poprzednie.

Moje obrazy istnieją i nigdy, nigdy do nich nie dotrę. Jak tak można było siebie rozprzedawać. Jak własne dzieci.

Walka z nałogiem jest bezcelowa. Każde działanie przyspiesza rozpad lub depresję. Ptaki założyły totalitarne państwo w ogrodzie.

Dawki koki znowu zbliżyły się do bolesnej liczby 350 mg. Mój krzyk zawsze kończy się w momencie wyjmowania igły z żyły. Jest to czy

Wczoraj połknęłam małego delfina. Śmierć jest sprytna. Nie musi mnie dokarmiać. W nocy nie potrafię także słuchać własnego bełkotu.

To była zbrodnia.

To srebrny wiatr na pożegnanie.

To samotność.

To koniec.

To zakazane łzy dziecka.

To ja.

To sen.

Nie wierzę.

Wypalam 80 papierosów dzie

Śmierci, pomóż, urywa mi się wątek. Pojedyńczość zdania. Może to także ma sens. No chodź już Basiu, już czas na twoją dawkę koki, już organizm domaga się jej działania. Nie możesz się dłużej ociągać, bo zacznie się zemsta ciała i będziesz biedna, oj biedna, zaczniesz występować przeciwko sobie (jakby szprycowanie nie było ostateczną samozagładą). No chodź, mamy tu coś dla ciebie wyjątkowego. Śmierć to podrzuciła radosna, spróbuj, nadstaw przedramię, podam ci to jak komunię, niech się spełni. Niech się zacznie. Już mi zabierają zewnętrzną warstwę skóry, podnoszą, wypełniają. Krwawe placki przyciągają ławice leniwych much, oblepiają, wysysają i odchodzą zaskoczone. Cofanie kadru. Jestem w raju. Tutaj nawet ziemia nie odczuwa głodu. Sen, sen, dokąd się schował? Garście leków nase

Pierwsza panika w związku z AIDS. Choroba zaczyna krążyć wśród narkomanów opiatowych. Miałam szczęście w tamtym wcieleniu, że mnie zdążyła dopaść. Ciekawe co się dzieje z Barbarą? Czy jeszcze żyje? Była taka chora.

Jest mi stale zimno. Stare lesbijki już mnie nie ogrzewają. Sądzę, że nikt w tej chwili nie odważyłby się do mnie przytulić.

Pieniądze na narkotyki były kwestią zasadniczą. Byłam zdecydowana na wszystko. Kradzieże, prostytucja, szantaż. Morderstwo? Nie, nie zabiłam drugiego człowieka w sposób ogólnie pojmowany. Jest to kwestia moralna samobójstwa.

Zatarły mi się nerki. Cewnikowanie jest niewygodną operacją, lecz czasami trzeba się wysikać. Tak po prostu.

Dlaczego narkotyki tak wyniszczają? Dlaczego nie ma takich, które nie zabierają zdrowia, duszy, umysłu, kariery, miłości?! Dlaczego potrzeba ich coraz więcej i więcej aż do niewyobrażalnych śmiertelnych dawek, które już nie uśmiercają? Ile razy można unicestwić się ostatecznie? Raz.

Jak dobrze, że wokół nie ma nikogo; tych oszukujących każdym gestem, słowem, uśmiechem, drgnieniem dłoni. Oni boją się bardziej niż ja; boją się wszystkiego szefa, podwładnego, ludzi na ulicy, przyjaciół, męża czy żony, rodziców. Są tak samo zniewoleni!!!!!!

To ja, ja przypominam im swoim wyglądem dawne winy, rozjątrzam sumienia, porażam zmysły, zmuszam do przypominania, że istnieje zło, które gdzieś głęboko tli się nierównym płomieniem w nich samych.

Nawet śmierć jest zakłamana.

Spaliłam pluszowego misia. Udało mi się to.

Codzie

Jak nadać kształt czemuś, co przelewa się przez palce, przebiega skurczem przez nerwy, nie ciecz, nie ciało stałe. Nic, co można by ujarzmić. Pełna koncentracja czy

Malowałam transformacje robaczków, palcami na ścianie pokoju lub na zewnątrz domu. „Pijane robaczki” tak nazwałam cykl obrazów. Wszystko i

Ginęłam codzie

Śmierć przyniosła magnetofon i kasety. Mogę słuchać muzyki. To dobrze. Nie jest tutaj tak tragicznie. Nadmiar tragiczności zawsze odwraca twarze. Sperma, robaczki, pająki polujące w sieci na muchy, codzie

Hej, wy wszyscy którzy pragniecie być ćpunami. Tam w głębokiej podświadomości duszy ludzkiej jest wpisana tendencja do bycia nałogowcem. To ukryty gen przekazywany przez stulecia, który w sprzyjających warunkach zaczyna działać. Nagle spostrzega się, że inaczej popija się alkohol. Leki przy drobnych bólach same znajdują się w dłoni. Sen przychodzi dopiero po trzykrotnie zwiększonych dawkach niż przepisał lekarz. A pewnego dnia trafia się na opiaty czy halucynogeny. I nie można bez nich żyć. Oto jest narkomania. Szukacie wi