Страница 34 из 55
– Jednym słowem potrzebna jest nowa ekspedycja - powiedział Chemik.
– Co do tego nie miałem najmniejszej wątpliwości.
Inżynier rozejrzał się po okolicy. Słońce wyraźnie przechylało się ku zachodowi, cienie na piasku szły coraz dalej. Powiał słaby wiatr.
– Czy dziś?… - spytał patrząc na Koordynatora.
– Dziś należałoby pojechać po wodę - i po nic więcej - to mówiąc, Koordynator wstał.
– Dyskusja była bardzo interesująca - powiedział z takim wyrazem twarzy, jakby myślał o czymś i
Podniósł kombinezon i rzucił go zaraz, tak był rozgrzany od słońca.
– Myślę - podjął - że pod wieczór zrobimy wypad na kołach do strumienia. Nie damy się odciągnąć od wykonania planu niczym oprócz bezpośredniego zagrożenia.
Wrócił do siedzących na piasku. Patrzał na nich chwilę, wreszcie z ociąganiem rzekł:
– Muszę wam powiedzieć, że jestem trochę… niespokojny.
– Czemu?
– Nie podoba mi się, że tak nas zostawili w spokoju - po tej przedwczorajszej wizycie. Odkryli nas z górą dobę temu - i… nic. Tak nie zachowuje się żadna społeczność, wśród której spadnie z nieba zaludniony pojazd.
– To by w pewnej mierze podtrzymywało moje przypuszczenie - zauważył Cybernetyk.
– O tym „raku”, który toczy Eden? No, z naszego punktu widzenia nie byłoby to najgorsze, tylko, że…
– Co?
– Nic. Słuchajcie, weźmiemy się wreszcie do Obrońcy. Odwalimy cały wierzchni gruz, w środku diody na pewno będą całe.