Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 5 из 63

— Chodź — Codringher wstał. - Spróbujemy wspólnie znaleźć odpowiedź na to pytanie. Przy okazji dam ci dowód zaufania… Co cię tak interesuje w tym portrecie, można wiedzieć?

— To, że jest podziurawiony, jakby dzięcioł dziobał go kilka sezonów — powiedział Geralt, patrząc na wizerunek w złoconych ramach, wiszący na ścianie naprzeciw biurka adwokata. - I to, że przedstawia wyjątkowego idiotę.

— To mój nieboszczyk ojciec — Codringher skrzywił się lekko. - Wyjątkowy idiota. Powiesiłem tu portret, by zawsze mieć go przed oczami. W charakterze przestrogi. Chodź, wiedźminie.

Wyszli do przedpokoju. Kocur, który leżał na środku dywanu i zapamiętale lizał wyciągniętą pod dziwnym kątem tylną łapkę, na widok wiedźmina umknął natychmiast w ciemność korytarza.

— Dlaczego koty cię tak nie lubią, Geralt? Czy to ma coś wspólnego z…

— Tak — uciął. - Ma.

Mahoniowy panel boazerii usunął się bezszelestnie, odsłaniając sekretne przejście. Codringher poszedł pierwszy. Panel, niewątpliwie uruchamiany magicznie, zamknął się za nimi, ale nie pogrążył w ciemności. Z głębi tajnego korytarza docierało światło.

W pomieszczeniu na końcu korytarza było zimno i sucho, a w powietrzu unosił się ciężki, duszący zapach kurzu i świec.

— Poznasz mojego współpracownika, Geralt.

— Fe

— Może. Przyznaj się, podejrzewałeś, że Fe

— Skądże.

Spomiędzy sięgających niskiego sklepienia regałów i półek z księgami rozległo się skrzypienie, a po chwili wyjechał stamtąd dziwaczny wehikuł. Był to wysoki fotel zaopatrzony w koła. Na fotelu siedział karzeł o ogromnej głowie, osadzonej — z pominięciem szyi — na nieproporcjonalnie wąskich ramionach. Karzeł nie miał obu nóg.

— Poznajcie się — powiedział Codringher. - Jakub Fe

— Wiedźmin Geralt z Rivii — dokończył z uśmiechem kaleka. — Domyśliłem się bez zbytniego trudu. Pracuję nad zagadnieniem od kilku miesięcy. Pozwólcie za mną, panowie.

Ruszyli za poskrzypującym fotelem w labirynt między regałami uginającymi się pod ciężarem tomów, których nie powstydziłaby się uniwersytecka biblioteka w Oxenfurcie. Inkunabuły, jak ocenił Geralt, musiały być gromadzone przez kilka pokoleń Codringherów i Fe

Środek pomieszczenia był szczególnie dobrze oświetlony, stał tu niski, dostępny z fotela na kółkach pulpit, na którym piętrzyły się księgi, zwoje pergaminu i welinu, papierzyska, butle inkaustu i tuszu, pęki piór i tysiączne zagadkowe utensylia. Nie wszystkie były zagadkowe. Geralt rozpoznał formy do fałszowania pieczęci i diamentową tarkę do usuwania zapisów z urzędowych dokumentów. Na środku pulpitu leżał mały kulowy arbalet repetier, a obok wyzierały spod aksamitnej tkaniny wielkie szkła powiększające, sporządzone ze szlifowanego kryształu górskiego. Takie szkła były rzadkością i kosztowały majątek.

— Znalazłeś coś nowego, Fe

— Niewiele — kaleka uśmiechnął się. Uśmiech miał miły i bardzo ujmujący. - Zawęziłem listę potencjalnych mocodawców Rience'a do dwudziestu ośmiu czarodziejów…

— To na razie zostawmy — przerwał prędko Codringher. - Na razie interesuje nas coś i

— Dziewczyna ma w żyłach krew królowej Calanthe — powiedział Fe

— O ile pamiętam — rzekł Geralt — w Cintrze prawo wyłącza kobiety z sukcesji.

— To prawda — potwierdził Fe

— Ale księżniczka nie żyje — rzekł szybko Codringher, obserwując zmiany, jakie na twarzy Geralta wywołały słowa uśmiechniętego karła. - Agenci dowiedzieli się o tym i zaprzestali poszukiwań.

— Na razie zaprzestali — wiedźmin z niemałym trudem zdobył się na spokój i chłodny ton. - Fałsz ma to do siebie, że wychodzi na jaw. Poza tym królewscy agenci to tylko jedna z partii biorących udział w tej grze. Agenci, sami to powiedzieliście, tropili Ciri, by pokrzyżować plany i

— Mamy pewną koncepcję — Fe

— W Cintrze kądziel nie dziedziczy — wyjaśnił Codringher, walcząc z kolejnym atakiem kaszlu. - Dziedziczy wyłącznie miecz.

— Dokładnie tak — potwierdził uczony legista. - Geralt przed chwilą sam to powiedział. To prastare prawo, nawet tej diablicy Calanthe nie udało się go unieważnić, a starała się.

— Próbowała obalić to prawo intrygą — rzekł z przekonaniem Codringher, wycierając wargi chustką. - Nielegalną intrygą. Wyjaśnij, Fe

— Calanthe była jedyną córką króla Dagorada i królowej Adalii. Po śmierci rodziców przeciwstawiła się arystokracji, widzącej w niej wyłącznie żonę dla nowego króla.

Chciała panować niepodzielnie, co najwyżej dla formy i podtrzymania dynastii, zgadzała, się na instytucję księcia małżonka, zasiadającego przy niej, ale znaczącego tyle co październa kukła. Stare rody oparły się temu. Calanthe miała do wyboru wojnę domową, abdykację na rzecz i

— A Calanthe — dodał Codringher — gwałtownie usiłowała zajść w ciążę i urodzić syna. Nic z tego nie wyszło. Urodziła córkę Pavettę, potem dwukrotnie poroniła i stało się jasne, że nie będzie miała więcej dzieci. Wszystkie plany wzięły w łeb. Ot, babska dola. Wielkie ambicje przekreśla zrujnowana macica.

Geralt skrzywił się.

— Jesteś obrzydliwie trywialny, Codringher.

— Wiem. Prawda też była trywialna. Bo Roegner zaczął się rozglądać za młodą królewną o odpowiednio szerokich biodrach, najlepiej z rodu o potwierdzonej płodności aż do praprababki wstecz. A Calanthe zaczął grunt umykać spod nóg. Każdy posiłek, każdy kielich wina mógł zawierać śmierć, każde polowanie mogło się skończyć nieszczęśliwym wypadkiem. Wiele świadczy o tym, że Lwica z Cintry przejęła wówczas inicjatywę. Roegner zmarł. W kraju szalała wówczas ospa i zgon króla nikogo nie zdziwił.

— Zaczynam rozumieć — rzekł wiedźmin, pozornie beznamiętnie — na czym opierać się będą wieści, które zamierzacie dyskretnie, acz szeroko rozpuścić. Ciri zostanie wnuczką trucicielki i mężobójczyni?

— Nie uprzedzaj faktów, Geralt. Mów dalej, Fe

— Calanthe — uśmiechnął się karzeł — uratowała życie, ale korona była coraz dalej. Gdy po śmierci Roegnera Lwica sięgnęła po władzę absolutną, arystokracja ponownie twardo oparła się łamaniu praw i tradycji. Na tronie Cintry miał zasiadać król, nie królowa. Postawiono sprawę jasno: gdy tylko mała Pavetta zacznie choć trochę przypominać kobietę, należy ją wydać za mąż za kogoś, kto zostanie nowym królem. Powtórne małżeństwo bezpłodnej królowej nie wchodziło w grę. Lwica z Cintry zrozumiała, że może liczyć co najwyżej na rolę królowej matki. Na domiar złego mężem Pavetty mógł zostać ktoś, kto by totalnie odsunął teściową od rządów.

— Będę znowu trywialny — ostrzegł Codringher. - Calanthe zwlekała z wydaniem Pavetty za mąż. Zniszczyła pierwszy projekt mariażu, gdy dziewczyna miała dziesięć lat, i drugi, gdy miała trzynaście. Arystokracja przejrzała plany i zażądała, by piętnaste urodziny Pavetty były jej ostatnimi panieńskimi urodzinami. Calanthe musiała wyrazić zgodę. Ale wcześniej osiągnęła to, na co liczyła. Pavetta za długo pozostawała pa

— Już mówiłeś. Nie powtarzaj się.