Страница 38 из 63
— Tissaia, nie! — krzyknęła rozpaczliwie Triss. - Nie rób tego!
— Nie wejdą tu — powiedziała arcymistrzyni, nie odwracając głowy. - Tu jest Garstang na wyspie Thanedd. Nikt tu nie zapraszał królewskich pachołków wykonujących rozkazy ich krótkowzrocznych władców!
— Zabijasz ich!
— Milcz, Triss Merigold! Zamach na jedność Bractwa nie udał się, wyspą wciąż włada Kapituła! Wara królom od spraw Kapituły! To nasz konflikt i my sami go rozwiążemy! Rozwiążemy nasze sprawy, a potem położymy kres tej idiotycznej wojnie! Bo to my, czarodzieje, ponosimy odpowiedzialność za losy świata!
Z jej dłoni wystrzelił kolejny kulisty piorun, zwielokrotnione echo eksplozji przetoczyło się wśród kolumn i kamie
— Precz! — krzyknęła znowu. - Nie wejdziecie tu! Precz!
Wrzaski z dołu cichły. Geralt zrozumiał, że oblegający cofnęli się od schodów, zrejterowali. Sylwetka Tissai rozmazała się w jego oczach. To nie była magia. To on tracił przytomność.
— Uciekaj stąd, Triss Merigold — usłyszał słowa czarodziejki dobiegające z daleka, jak zza ściany. - Filippa Eilhart już uciekła, uleciała na sowich skrzydłach. Byłaś jej wspólniczką w tym niecnym spisku, powi
— Nie zostawię Geralta… — jęknęła Triss. - On nie może wpaść w ręce Redańczyków… Jest ciężko ra
Ciemność. Przenikliwe zimno. Z daleka, zza kamie
— Pomogę ci.