Страница 29 из 63
Myślał dla niej. Ye
— Dom? — spytała nagle Ye
Milczał. Był zły na siebie. Myśląc dla niej, niechcący pozwolił jej odczytać myśl o niej.
- Ładne marzenie — Ye
Wiedźmin milczał. Czarodziejka chrząknęła cicho.
— Przepraszam cię — powiedziała po chwili. Uniósł się na łokciu, pochylił, pocałował ją. Poruszyła się gwałtownie, objęła go. W milczeniu.
— Powiedz coś.
— Nie chciałbym cię stracić, Yen.
— Przecież mnie masz.
— Ta noc się skończy.
— Wszystko się kończy.
Nie, pomyślał. Nie chcę, by tak było. Jestem zmęczony. Zbyt zmęczony, by akceptować perspektywę końców, które są początkami, od których trzeba wszystko zaczynać od nowa. Ja chciałbym…
— Nie mów — szybkim ruchem położyła mu palce na wargach. - Nie mów mi, czego chciałbyś i czego pragniesz. Bo może okazać się, że nie będę mogła spełnić twych pragnień, a to sprawi mi ból.
— A czego ty pragniesz, Yen? O czym marzysz?
— Tylko o rzeczach osiągalnych.
— A ja?
— Ciebie już mam.
Milczał długo. I doczekał chwili, gdy ona przerwała milczenie.
— Geralt?
— Mhm?
— Kochaj mnie, proszę.
Początkowo, nasyceni sobą, oboje pełni byli fantazji i inwencji, pomysłowi, odkrywczy i spragnieni nowego. Jak zwykle, rychło okazało się, że to zarazem za dużo i za mało. Zrozumieli to jednocześnie i ponownie okazali sobie miłość.
Gdy Geralt oprzytomniał, księżyc nadal był na swoim miejscu. Cykady grały zajadle, jak gdyby i one chciały szaleństwem i zapamiętaniem zwalczyć niepokój i strach. Z pobliskiego okna w lewym skrzydle Aretuzy ktoś spragniony snu wrzeszczał i pomstował srodze, domagając się ciszy. Z okna z drugiej strony ktoś i
— Och, Yen… — szepnął wiedźmin z wyrzutem.
— Miałam powód… — pocałowała go, a potem wtuliła policzek w poduszkę. - Miałam powód, żeby krzyczeć. Więc krzyczałam. Tego nie powi