Страница 16 из 63
— Wody, prędzej! Pa
— Moja biedna Muszka! — zawyła nagle przekupka, schylona nad tym, co zostało z kudłatego kundla. - Moja psinka nieszczęsna! Ludzieeee! Łapcie tę dziewkę, tę szelmę, co smoka ozeźliła! Gdzie ona? Chwytajcie ją! To nie zwierzołap, to ona wszystkiemu wi
Strażnicy miejscy, wspomagani przez licznych ochotników, jęli przepychać się wśród tłumu i rozglądać. Ciri opanowała zawroty głowy.
— Fabio — szepnęła. - Rozdzielamy się. Spotkamy się za chwilę w tej uliczce, którą przyszliśmy. Idź. A gdyby ktoś cię zatrzymał i pytał o mnie, to nie znasz mnie i nie wiesz, kim jestem.
— Ale… Ciri…
— Idź!
Ścisnęła w pięści amulet Ye
— Kie licho? — zdumiał się jeden z nich, patrząc, wydawałoby się, wprost na Ciri. - Gdzie ona? Dopierom co ją widział…
— Tam, tam! — krzyknął drugi, wskazując w przeciwnym kierunku.
Ciri odwróciła się i odeszła, wciąż lekko oszołomiona i osłabiona uderzeniem adrenaliny i aktywizacją amuletu. Amulet działał tak, jak powinien działać — absolutnie nikt jej nie dostrzegał i nikt nie zwracał na nią uwagi. Absolutnie nikt. W rezultacie zanim wydostała się z tłoku, została niezliczoną ilość razy potrącona, podeptana i kopnięta. Cudem uniknęła zmiażdżenia zrzucaną z wozu skrzynią. O mało nie wybito jej oka widłami. Zaklęcia, jak się okazywało, miały swoje dobre i złe strony — i tyleż zalet, co wad.
Działanie amuletu nie trwało długo. Ciri nie miała dość mocy, by nad nim zapanować i przedłużyć czas trwania zaklęcia. Szczęściem czar przestał działać we właściwym momencie — gdy wydostała się z tłumu i zobaczyła Fabia czekającego na nią w uliczce.
— Ojej — powiedział chłopiec. - Ojej, Ciri. Jesteś. Niepokoiłem się…
— Niepotrzebnie. Chodźmy, szybciej. Południe już minęło, muszę wracać.
— Nieźle poradziłaś sobie z tym potworem — chłopiec spojrzał na nią z podziwem. - Ależ szybko się zwijałaś! Gdzie ty się tego nauczyłaś?
— Czego? Wiwernę zabił giermek.
— Nieprawda. Widziałem…
— Nic nie widziałeś! Proszę cię, Fabio, ani słowa nikomu. Nikomu. A zwłaszcza pani Ye
Zamilkła.
— Ci tam — wskazała za siebie, w stronę rynku — mieli rację. To ja rozdrażniłam wiwernę… To przeze mnie…
— To nie przez ciebie — zaprzeczył z przekonaniem Fabio. - Klatka była zbutwiała i zbita byle jak. Mogła pęknąć w każdej chwili, za godzinę, jutro, pojutrze… Lepiej, że to teraz było, bo uratowałaś…
— Giermek uratował! - wrzasnęła Ciri. - Giermek! Wbij to sobie do głowy nareszcie! Mówię ci, jeżeli mnie zdradzisz, zmienię cię w… W coś okropnego! Ja znam czary! Zaczaruję cię…
— Ejże — rozległo się zza ich pleców. - Dość tego dobrego!
Jedna z idących za nimi kobiet miała ciemne, gładko uczesane włosy, błyszczące oczy i wąskie wargi. Nosiła narzucony na ramiona krótki płaszcz z fioletowej kamchy, oprymowany futrem z popielic.
— Dlaczego nie jesteś w szkole, adeptko? — spytała zimnym, dźwięcznym głosem, mierząc Ciri przenikliwym spojrzeniem.
— Zaczekaj, Tissaia — powiedziała druga kobieta, młodsza, jasnowłosa i wysoka, w zielonej, mocno wydekoltowanej sukni. - Ja jej nie znam. Ona chyba nie jest…
— Jest — przerwała ciemnowłosa. - Jestem pewna, że to jedna z twoich dziewcząt, Rita. Nie znasz przecież wszystkich. To jedna z tych, które wymknęły się z Loxii podczas bałaganu przy zmianie kwater. I zaraz nam to sama przyzna. No, adeptko, czekam.
— Co? — zmarszczyła się Ciri.
Kobieta zacisnęła wąskie wargi, poprawiła mankiety rękawiczek.
— Komu ukradłaś amulet kamuflujący? A może ktoś ci go dał?
— Co?
— Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości, adeptko. Twoje imię, klasa, imię preceptorki. Prędko!
— Co?
— Udajesz głupią, adeptko? Imię! Jak się nazywasz? Ciri zacisnęła zęby, a jej oczy zapaliły się zielonym żarem.
— A
Kobieta uniosła rękę i Ciri natychmiast zrozumiała cały ogrom pomyłki. Ye
Fabio krzyknął głucho i rzucił się w jej stronę, ale druga kobieta, ta jasnowłosa, chwyciła go za kołnierz i osadziła w miejscu. Chłopiec targnął się, ale ramię kobiety było jak z żelaza. Ciri nie mogła nawet drgnąć. Miała wrażenie, że powoli wrasta w ziemię. Ciemnowłosa pochyliła się i utkwiła w niej błyszczące oczy.
— Nie jestem zwole
— Nie! — krzyknął Fabio. - Nie rób jej krzywdy, wielmożna pani! Ja jestem klerkiem w banku pana Molnara Giancardiego, a ta panienka jest…
— Zamknij się! - wrzasnęła Ciri. - Zam… Zaklęcie kneblujące było rzucone szybko i brutalnie. Poczuła w ustach krew.
— No? — ponagliła Fabia ta jasnowłosa, puszczając i pieszczotliwym ruchem wygładzając zmięty kołnierz chłopca.
— Mów. Kim jest ta harda panienka?
Margarita Laux-Antille z pluskiem wynurzyła się z basenu, rozbryzgując wodę. Ciii nie mogła się powstrzymać, by się nie przyglądać. Widziała nagą Ye
Czarodziejka chwyciła ceber z zimną wodą i wylała go sobie na biust, klnąc przy tym nieprzyzwoicie i otrząsając się.
— Hej, dziewczyno — skinęła na Ciri. - Bądź tak dobra i podaj mi ręcznik. No, przestań się wreszcie na mnie boczyć.
Ciri fuknęła z cicha, nadal obrażona. Gdy Pabio zdradził, kim jest, czarodziejki wlokły ją przemocą przez pół miasta, wystawiając na pośmiewisko. W banku Giancardiego sprawa, rzecz jasna, wyjaśniła się natychmiast. Czarodziejki przeprosiły Ye
Czarodziejki przeprosiły Ye
Ye
Ciri podała czarodziejce ręcznik. Margarita delikatnie uszczypnęła ją w policzek. Ciri znowu fuknęła i z pluskiem wskoczyła do basenu, do pachnącej rozmarynem wody.
— Pływa jak mała foczka — zaśmiała się Margarita, wyciągając się obok Ye
— W tym celu ją tu przywiozłam.
— Na który rok mam ją przyjąć? Zna podstawy?
— Zna. Ale niech zacznie jak wszystkie, od freblówki. Nie zaszkodzi jej to.
— Mądrze — powiedziała Tissaia de Vries, zajęta poprawianiem ustawienia pucharków na marmurowym, pokrytym warstewką skroplonej pary blacie stołu. - Mądrze, Ye
Ciri wyskoczyła z basenu, siadła na brzegu cembrowiny, wyżymając włosy i pluszcząc nogami w wodzie. Ye
— Uniżenie przepraszam wielmożne damy! — zawołał nagle z góry niewidoczny właściciel zajazdu. - Raczcie wybaczyć, że śmiem przeszkadzać, ale… Jakiś oficer pragnie pilnie widzieć panią de Vries! Mówi, że to nie cierpi zwłoki!
Margarita Laux-Antille zachichotała i mrugnęła do Ye
— Niech oficer wejdzie! — krzyknęła Margarita, powstrzymując śmiech. - Zapraszamy! Jesteśmy gotowe!
— Jak dzieci — westchnęła Tissaia de Vries, kręcąc głową. - Okryj się, Ciri.
Oficer wszedł, ale figiel czarodziejek całkowicie spalił na panewce. Oficer nie zmieszał się na ich widok, nie zaczerwienił, nie otworzył ust, nie wybałuszył oczu. Bo oficer był kobietą. Wysoką, smukłą kobietą z grubym czarnym warkoczem i mieczem u boku.
— Pani — powiedziała sucho kobieta, z chrzęstem kolczugi kłaniając się lekko w stronę Tissai de Vries. - Melduję wykonanie twych poleceń. Proszę o pozwolenie na powrót do garnizonu.