Страница 36 из 65
Panienki i matrony, rozruszane nieco, obiegły Jaskra, piskliwie domagając się występu. Jaskier uśmiechał się nieszczerze i wymawiał, nieudolnie udając skromność. Geralt, pokonując zażenowanie, przemocą nieledwie dopchnął się do stołu.
Podstarzały jegomość, ostro pachnący octem, usunął się zaskakująco uprzejmie i ochoczo, o mało nie zwalając z ławy kilku sąsiadów. Geralt bez zwłoki wziął się za jedzenie i w mig ogołocił jedyny półmisek, do którego mógł dosięgnąć. Pachnący octem jegomość podsunął mu następny. Wiedźmin z wdzięczności wysłuchał w skupieniu długiej tyrady jegomościa, tyczącej się dzisiejszych czasów i dzisiejszej młodzieży. Jegomość z uporem określał swobodę obyczajową jako «rozwolnienie», Geralt miał więc niejakie trudności z zachowaniem powagi.
Essi stała pod ścianą, pod pękami jemioły, sama, strojąc lutnię. Wiedźmin widział, jak zbliża się do niej młodzieniec w brokatowym, wciętym kaftanie, jak mówi coś do poetki, uśmiechając się blado. Essi spojrzała na młodzieńca, lekko krzywiąc ładne usta, powiedziała szybko kilka słów. Młodzieniec skurczył się i odszedł spiesznie, a jego uszy, czerwone jak rubiny, gorzały w półmroku jeszcze długo.
— … obrzydliwość, hańba i srom — ciągnął jegomość pachnący octem. - Jedno wielkie rozwolnienie, panie.
— Prawda — przytaknął niepewnie Geralt, wycierając talerz chlebem.
— Uprasza się ciszy, cne panie, cni waszmościowie — zawołał Drouhard, wychodząc na środek sali. - Sły
Pa
Zobaczył, jak Essi przemyka za plecami stłoczonych w półkole słuchaczy Jaskra, jak ostrożnie znika w wyjściu na taras. Powodowany dziwnym impulsem wymknął się zręcznie zza stołu i wyszedł za nią.
Stała, pochylona, oparta łokciami o poręcz pomostu, wciągnęła głowę w drobne, uniesione ramiona. Patrzyła na zmarszczone morze, połyskujące od światła księżyca i płonących w porcie ogni. Pod stopą Geralta skrzypnęła deska. Essi wyprostowała się.
— Przepraszam, me chciałem przeszkadzać — powiedział drętwo, szukając na jej ustach owego nagłego skrzywienia, którym przed chwilą poczęstowała brokatowego młodzieńca.
— Nie przeszkadzasz mi — odrzekła, uśmiechnęła się, odrzuciła lok. - Nie szukam tu samotności, lecz świeżego powietrza. Tobie tez dokuczył dym i zaduch?
— Trochę. Ale bardziej dokucza mi świadomość, że cię uraziłem. Przyszedłem cię przeprosić, Essi, spróbować odzyskać szansę na miłą rozmowę.
— To tobie należą się przeprosiny — powiedziała, wpierając dłonie w balustradę. - Zareagowałam za ostro. Zawsze reaguję za ostro, nie umiem się opanować. Wybacz i daj mi drugą szansę. Na rozmowę.
Zbliżył się, oparł o poręcz tuż obok niej. Czuł bijące od niej ciepło, lekki zapach werbeny. Lubił zapach werbeny, chociaż zapach werbeny nie był zapachem bzu i agrestu.
— Z czym kojarzy ci się morze, Geralt? — spytała nagle.
— Z niepokojem — odpowiedział, prawie bez namysłu.
— Interesujące. A wydajesz się taki spokojny i opanowany.
— Nie powiedziałem, ze odczuwam niepokój. Pytałaś o skojarzenia.
— Skojarzenia są obrazem duszy. Wiem coś o tym, jestem poetką.
— A tobie, Essi, z czym się kojarzy morze? — spytał szybko, by położyć kres dywagacjom o niepokoju, który odczuwał.
— Z wiecznym ruchem — odpowiedziała me od razu. - Z odmianą. I z zagadką, z tajemnicą, z czymś, czego nie ogarniam, co mogłabym opisać na tysiąc sposobów, w tysiącu wierszy, nie docierając jednak do sedna, do istoty rzeczy. Tak, chyba z tym.
— A zatem — powiedział, czując, ze werbena coraz mocniej działa na niego. - To, co odczuwasz, również jest niepokojem. A wydajesz się taka spokojna i opanowana.
Odwróciła się ku niemu, odrzuciła złoty lok, utkwiła w nim swoje piękne oczy.
— Nie jestem ani spokojna, ani opanowana, Geralt. To stało się nagle, zupełnie nieoczekiwanie. Gest, który wykonał, a który miał być jedynie dotknięciem, lekkim dotknięciem jej ramion, przerodził się w mocny uścisk obu dłoni na jej cieniutkiej talii, w szybkie, choć nie gwałtowne przyciąganie jej bliżej, aż do raptownego, burzącego krew zetknięcia się ciał. Essi stężała nagle, wyprężyła się, wygięła silnie korpus do tyłu, wparła dłonie w jego dłonie, mocno, jak gdyby chciała zerwać, zepchnąć jego ręce z talii, ale zamiast tego chwyciła je tylko silnie, przechyliła głowę do przodu, rozchyliła usta, zawahała się.
— Po co… Po co to? — szepnęła. Jej oko było szeroko rozwarte, złoty lok spłynął na policzek.
Spokojnie i powoli przechylił głowę, zbliżył twarz i nagle szybko zwarli usta w pocałunku. Essi jednak nawet wtedy nie puściła jego dłoni obejmujących jej talię i nadal mocno wyginała plecy, unikając kontaktu ciał. Trwając tak, obracali się powoli, jak w tańcu. Całowała go chętnie, z wprawą. I długo.
Potem zręcznie i bez wysiłku oswobodziła się od jego rąk, odwróciła, znowu oparła o balustradę, wciągnęła głowę w ramiona. Geralt poczuł się nagle przeraźliwie, nieopisanie głupio. Uczucie to powstrzymało go przed zbliżeniem się do niej, przed objęciem jej zgarbionych pleców.
— Dlaczego? — spytała chłodno, nie odwracając się. - Dlaczego to zrobiłeś?
Spojrzała na niego kątem oka i wiedźmin zrozumiał nagle, że się pomylił. Nagle wiedział, że fałsz, kłamstwo, udawanie i brawura powiodą go prosto na trzęsawisko, na którym między nim a otchłanią będą już tylko sprężynujące, zbite w cienki kożuch trawy i mchy, gotowe w każdej chwili ustąpić, pęknąć, zerwać się.
— Dlaczego? — powtórzyła. Nie odpowiedział.
— Szukasz kobiety na tę noc?
Nie odpowiedział. Essi odwróciła się powoli, dotknęła jego ramienia.
— Wróćmy na salę — powiedziała swobodnie, ale nie zwiodła go ta swoboda, wyczuwał, jak bardzo jest spięta. - Nie rób takiej miny. Nic się nie stało. A to, że ja nie szukam mężczyzny na tę noc, to przecież nie twoja wina. Prawda?
— Essi…
— Wracajmy, Geralt. Jaskier bisował już trzy razy. Kolej na mnie. Chodź, zaśpiewam…
Spojrzała na niego dziwnie i dmuchnięciem odrzuciła lok z oka.
— Zaśpiewam dla ciebie.
IV
— Oho — wiedźmin udał zdziwienie. - Jesteś jednak? Myślałem, że nie wrócisz na noc.
Jaskier zamknął drzwi na skobel, powiesił na kołku lutnię i kapelusik z piórkiem egreta, zdjął kubrak, otrzepał go i ułożył na workach, leżących w kącie izdebki. Poza tymi workami, cebrem i ogromnym, wypchanym grochowinami sie
— A dlaczegóż to — spytał Jaskier, zdejmując buty — myślałeś, że nie wrócę na noc?
— Myślałem — wiedźmin uniósł się na łokciu, chrzęszcząc grochowinami — że pójdziesz śpiewać serenady pod oknem pa
— Ha, ha — zaśmiał się bard. - Aleś ty prymitywnie głupi. Nic nie pojąłeś. Veverka? Za nic sobie mam Veverkę. Chciałem jeno wywołać ukłucie zazdrości u pa
Jaskier zwalił się na sie
— Czegoś się tak nabzdyczył? - spytał poeta. - Przeszkadza ci, że się zalecam do dziewczyn? Od kiedy? Zostałeś może druidem i ślubowałeś czystość? A może…
— Przestań tokować. Jestem zmęczony. Nie zauważyłeś, że po raz pierwszy od dwóch tygodni mamy se
— Dla mnie — rozmarzył się Jaskier — sie
Geralt jęknął głucho, jak zawsze, gdy Jaskra opadała nocna gadatliwość.
— Niepełne szczęście — ciągnął bard, zasłuchany we własny głos — to jak… Jak przerwany pocałunek… Dlaczego zgrzytasz zębami, można wiedzieć?
— Jesteś potwornie nudny, Jaskier. Nic, tylko sie
Powiedział za dużo i nie wyziębił dostatecznie głosu. A Jaskier rozszyfrował go z łatwością i bezbłędnie.
— Aha — rzekł spokojnie. - Essi Daven, zwana Oczko. Śliczne oczko Oczka zatrzymało się na wiedźminie i narobiło w wiedźminie zamieszania. Wiedźmin zachował się wobec Oczka jak żaczek wobec królewny. I zamiast winić siebie, wini ją i szuka w niej ciemnych stron.
— Bredzisz, Jaskier.
— Nie, mój drogi. Essi zrobiła na tobie wrażenie, nie ukryjesz tego. Nie widzę w tym zresztą niczego zdrożnego. Ale uważaj, nie popełnij błędu. Ona nie jest taka, jak myślisz. Jeżeli jej talent ma ciemne strony, to na pewno nie takie, jak sobie wyobrażasz.
— Domniemywam — rzekł wiedźmin, panując nad głosem — że znasz ją bardzo dobrze.
— Dosyć dobrze. Ale nie tak, jak myślisz. Nie tak.
— Dość oryginalne, jak na ciebie, przyznasz.
— Głupi jesteś — bard przeciągnął się, podłożył obie dłonie pod kark. - Znam Pacynkę prawie od dziecka. Jest dla mnie… no… Jak młodsza siostra. Powtarzam, nie popełnij wobec niej głupiego błędu. Wyrządziłbyś jej tym wielką przykrość, bo i ty zrobiłeś na niej wrażenie. Przyznaj się, masz na nią ochotę?