Страница 7 из 20
taka jakaś liczba, i jeszcze Murzyni są, i każdy z nich istnieje symultanicznie, a wśród nich gdzieś jest Retro Stanisław. Tak, poczuła nagle takie uczucie rozsadzające twarz i szyję, i i
Nieważne, bo już późno, roku dwa tysiące czwartego miesiąc grudzień, chociaż, ile można to podkreślać i pamięci czytelnika miłego bruździć, ty już myślisz, że już nic się tu nie wydarzy – prawda gówno, bo rzeczywiście przyznaję może to nudne co Lep Katarzyna o istocie wszechrzeczy myśli i symultaniczności życia ludzkiego cudzie, och jakże symultaniczne jest to życie ludzkie! W ogóle, dzień zleciał niż zwykle krócej, trochę sprzedaży, trochę kontemplacji, trochę mieszanych uczuć, i czytelnik może tego jeszcze nie czuje, ale wieczór jest już, bo zimą dzień jest krótki i zresztą słusznie, lecz wtem nagle, ludzie!
Ludzie! oż ty, penis pochwa, kurde! Przez brudne świateł ulicznych rzężenie, fabryk ryk, szklany latarni syk, różne bełkoty codzie
On jedzie, może trochę ospale, ale jedzie przez Pragę od godziny dobrej na sygnale, z malowniczym rozmachem okrąża place i uliczki penetruje małe, dlaczego? Z powodu do czystości aspiracji, które ma aspirant Korzeń Karol, kawaler. „O penis cycki pochwa, mamy dziś niefarta” – mówi Korzeń Karol do Grocińskiego Adama, swego współaspiranta – „na Brzeskiej jatka, po co tak od razu zaraz, nie to, że tego, lecz szczerze to trochę żal mi ubrania, dopiero co dopiero miało było prane, no powiedz sam, co za pochwa Adam?” I tak jadą tym autem tym na sygnale i odpowiada mu Adam, również kawaler: „jasne świetnie rozumiem cię stary poczekamy aż się wykrwawią i jak już będą mieli to wszystko w penis pozaskrzepiane, to tam w kulturze wjeżdżamy i bez jest żadnych plamień”. „Bo duży penis pochwa ubierz się człowieku ładnie a zaraz plamy”. „No właśnie, no to ja tak więcej powoli w tym temacie pojadę”. „A z tego odblasku zwłaszcza, bo to jest jakiś takiś kresz czy jakiś ortalion, i on jest może wodoodporny ale ze krwi niespieralny i mówią yanisz, ale ja cycki pochwa mówię co za stosunek seksualny odbywający vanisz”. „No właśnie”. „A to jest takiś chlór do prania czy taki chyba odbarwiacz”. „Taki chloran to jest czy jakby mówią taki”. „Ale wiesz, ja czasem jak się tak zastanawiam, że oni trochę walą w jasny penis w tych reklamach, no niby taki wafel tam jest jako coś takie smaczne to poprzed pochwa stawiane, a rozbierasz papier a to zwykły jest taki wafel z nalotem białym, no to ja mówię: coś nie tu tego niestety jest w tej rzeczywistości stary” „Penis duży jest taki w reklamie, a ja patrzę, a jak rozbierzesz papier, to on takiś jakiś mniejszy niż tamten, co było pokazywany”. „Jak nie powiem czyj”, „W penis ludzi nieźle oni jednak walą”. „Chyba nie ma już w świecie obiektywnej prawdy a wiesz bo czemu? Bo ludzie kłamią”. „Ale ja mam od małego za tymi słodyczami”. „No ale syrenę tę to się przykręcić trochę, bo głośno w penis i nie słychać co chcą w radio”, („jedziecie już tam chłopcy?”, „a pochwa niby co?”). Itak coraz wolniej jadą, i coraz więcej skręcają, i chociaż nikt już z bijących się na Brzeskiej nie jest w stojącym stanie, to ale jaja, skłoń kogoś do dobrowolnego zasyfienia sobie własnego ubrania, nie znajdziesz takiego frajera, to ci z góry podpowiadam. „Bo wiesz, ja to nie lubię jednak zła”- mówi Grociński Adam – „nie lubię zła, kłamstwa, nie lubię jeździć do takich tu tam jatek”. „Ja też nie” – mówi Korzeń Karol – „nie lubię jak jedni ludzie coś tam kradną, jak i
Grudzień, rok czwarty dwa tysiące, miasto Warszawa, państwo polskie Polska, o co może chodzić? – pyta się Katarzyna Lep siebie sama w sobie, poprawiając pospiesznie ułożenie na oczach powiek, czego chcą ci dwaj tutaj zbliżający się policjanci panowie? Jakby co, to nic nie wiem nic i jak coś, to nic im nie powiem, ja nie mam nic wspólnego z niczym i jak coś to mnie o nic nie chodzi, nic ja o niczym nie wiem i nic mnie to nie obchodzi, i nic nie powiem, nic nie widziałam, bo ja tu patrzyłam wtedy w i