Страница 56 из 65
Zabił nas definitywnie, kiedy powiedział: – Zrób to. Zrób to, bo tylko po tym zmartwychwstanę. Nie mogę bez końca wyobrażać sobie, jak to robiłaś, muszę zobaczyć, jak to robisz. Jak zobaczę, jak to robisz, cały ten koszmar zlezie ze mnie. Zrób to.
– OK – odpowiedziałam. – Zrobię to, jeśli ma ci to pomóc, jeśli tylko to ci pomoże, jeśli ma to nas uratować, zrobię to. – Jakże ja byłam pełna podziwu dla samej siebie, że tak głęboko wszystkie jego stany i potrzeby rozumiem. Potrzebował mocnych wrażeń i należało mu je dawać, należało mu ich dostarczać – należało robić wszystko, żeby znowu nie zaczął brać. Należało jego głód brania kanalizować, zastępować czym się da. Wyuzdanym seksem? Proszę bardzo. Byłam gotowa do wszelakich poświęceń. -
OK. Zrobię to. Zrobię to dla ciebie. Jeśli da ci to ulgę, jeśli cię to ocali, zrobię to. Mam nadzieję, że tylko o to ci chodzi. O ulgę i ratunek. Z kim mam to zrobić? Z tamtym facetem? Chcesz, żebyśmy go odszukali? Nie mam do niego telefonu.
To akurat nie była prawda, gdzieś miałam zapisany telefon Polaroida, ale przecież wiedziałam, że o ile w ogóle ta chora idea zostanie wcielona w życie, to, że tak powiem, oryginał zostanie zastąpiony kopią, aktor – kaskaderem, Polaroid – kimkolwiek. Obecności oryginalnego Polaroida w tym rzekomo terapeutycznym baleciku muzyk rockowy mógłby nie wytrzymać psychicznie.
– Nie, to nie może być tamten facet – powiedział mój ukochany – mógłbym nie wytrzymać psychicznie. To musi być ktoś i
Kto? No właśnie: Kto? Łatwo zapytać, trudniej odpowiedzieć. Łatwo szukać, trudniej znaleźć. Jak i gdzie znaleźć kogoś, z kim będę to robić i kto będzie spełniał moje warunki? Bo ja postawiłam pewne warunki. Pierwszy był taki, że musi to być ktoś absolutnie obcy, ktoś, kogo nigdy przedtem nie widziałam i nigdy potem nie zobaczę. On, rzecz jasna, przystał na ten warunek, przystałby na każdy warunek, byle zdjąć to z siebie, a też, jak myślę, żeby jednak doznać mocnych wrażeń, żeby jakimś cudem pozbierać i napiąć spopielone nerwy. Mówiłam ci, Patryku, on już był w całkowitej rozsypce, potrzebował coraz większych dawek. Coraz większych dawek wszystkiego: prochów, wódy, seksu, w ogóle świata. Przystał na mój warunek i trochę się pogrzebał organizacyjnie. Bo rozumiesz, to było na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy na ziemiach polskich dopiero powstawały burdele, a burdeli świadczących usługi dla pań chyba jeszcze nie było w ogóle. A to byłoby najlepsze, to by mi pasowało i to by mnie nawet trochę kręciło: zrobić to z kimś, komu się za to zapłaci. Ale jak mówię: były i
No więc zaczęło się sły
Skróciłam jego męki. Zadzwoniłam do Polaroida i opowiedziałam mu o wszystkim. Śmiał się i powiedział, że oczywiście z przyjemnością. Kazałam mu wtedy a wtedy być w TamTamie na Foksal. Miał, jak będziemy przy deserze, podejść i poprosić o autograf. Mój ukochany oczywiście w pierwszej chwili nie zauważył, że ktoś, kogo od dawna rozpaczliwie szuka, sam mu z nieba spada. Oczywiście o tym, że jest to w dodatku ten ktoś co do joty i we własnej osobie, że jest to oryginał nie kopia, aktor nie kaskader – nie wiedział. I dobrze. Po co mu ta wiedza. – Może zaprosisz pana na piwo – musiałam interweniować. – Może tego pana zaprosisz na piwo. Dopiero wtedy się połapał. Oczywiście absolutnie upojony perspektywą rychłego spełnienia już na miejscu w TamTamie daleko przekroczył wyznaczone normy, a potem w domu uwalił się w trupa. Spał w fotelu. Patrzyliśmy na niego z Polaroidem w absolutnej ciszy. Czułam zapach piekła. Czułam zapach jego snu. Podoljno właśnie piekło mu się śniło. Lodowate czeluście, zimne ognie i nieruchome sylwetki. Tak do dziś opowiada na spotkaniach Ruchu Rozbudzonych Chrześcijan. Śniło mi się piekło, a kiedy ocknąłem się rano, ujrzałem siedzącego na brzegu hotelowego łóżka Pana Jezusa. Ja, niestety, nie doczekałam ani Pana Jezusa, ani jego nawrócenia, ani poranka. Spał w fotelu, ślina wypływała mu z ust. Nagle pomyślałam, że nie chcę go więcej widzieć ani słyszeć. Wyszliśmy z pokoju. Polaroid zawiózł mnie na dworzec. Jechałam do rodziców. Z obu stron biegły równiny. Wschodziło słońce. Zaczynały się ciemności.