Страница 44 из 65
– Jeden. Jeden był taki przypadek. Zobaczyłam faceta i pomyślałam: Chryste Panie! On wygląda jak mój mąż. Ale on nie został moim mężem. Był już żonaty i kochał żonę. Nie został moim mężem. Moim mężem został facet, który w ogóle nie wyglądał na mojego męża. I nic dobrego z tego nie wyszło.
– Ja nie jestem żonaty i nikogo nie kocham.
– Czyli ożenisz się ze mną?
– A kiedy by to miało być?
Zapadła rytualna, a może nawet trochę od rytualnej dłuższa chwila ciszy, gra nie była ostra, ale najwyraźniej oboje nie sprostaliśmy i takiemu tempu.
– No proszę – Pietia po minucie odezwała się głosem tak zmienionym, że ciarki przeszły mi po plecach – no proszę, doczekałam się, żenicha dażdała, doczekałam narzeczonego… Skoro tak, to teraz twoja kolej.
– Moja kolej? Na co?
– Słuchaj, zawsze byłeś dobrym, a nawet bardzo dobrym uczniem, ale nigdy – delikatnie mówiąc, nie byłeś uczniem przesadnie lotnym. To ci jakby zostało. Skoro zostałeś moim narzeczonym i w ogóle masz niebawem zamiar jadać ze mną na śniadanie tropikalne musli z waniliowym danone, to musisz teraz przedstawić swoją wersję naszej historii. Co ty o mnie wtedy myślałeś? Zauważałeś mnie w ogóle? Byłam dla ciebie tylko panią od rosyjskiego? Coś jeszcze przychodziło ci do głowy?
Była pani nie tylko panią od rosyjskiego, l nie tylko dla mnie. Pani mi się bardzo podobała. Pani nam wszystkim strasznie się podobała. Budziła w nas pani potworne żądze, bez przerwy snuliśmy wyuzdane wizje, co będziemy z panią robić, i co pani, kiedy wreszcie zabierzemy panią w jakieś ustro
Nie miałem pewności, ale intuicyjnie czułem, że trzeba czymś w tym stylu polecieć. Nie wiadomo skąd wiedziałem, że nie obrażą jej nawet najbardziej świńskie szczegóły. Dla pełni efektu postanowiłem jej nie tylko opowiedzieć, jak było, było ostro, ale aż tak ostro nie było, podobała się nam, była piękna, ale aż takich szałów, żeby majtki pod sufitem latały, nie było, więc dla pełni, a raczej dla wzmożenia efektu postanowiłem to i owo dodać. Próbowałem przypomnieć sobie jakieś filmy albo książki zawierające sceny fascynowania się przez uczniów ponętnymi nauczycielkami, ale nic nie przychodziło mi do głowy, świetnie nadającej się do tego celu „Maleny" z Moniką Bellucci jeszcze nie wyświetlali w kinach, słowem, nie przychodził mi do głowy żaden cytat, za pomocą którego mógłbym jeszcze bardziej wzmóc naturalizm dalszego ciągu mojej wersji wydarzeń. Zamilkłem i gorączkowo kombinowałem, jaką jeszcze perwersyjną scenę z udziałem pani od rosyjskiego wymyślić. I
– Żenicha dażdała… Proszę, wreszcie, wreszcie… Żal człowiekowi będzie umierać i ciebie zostawiać. Nie zwracałeś na mnie uwagi, latałeś za Esmeraldą… Swoją drogą ciekawe, co się nią dzieje. Masz z nią jakiś kontakt? Nie? W końcu była tak zdolna, że powoli powi
Kiedy teraz po przeszło dwu latach zapisuję w „Dzie
Przytknąłem magnetyczny pasek do ucha niczym muszlę morską i w jego gęstych labiryntach słyszałem szelest twojej sukni, stukot twoich obcasów, brzęk filiżanki, słyszałem wnętrze dwupokojowego mieszkania, słyszałem zasuszone bukiety wiszące na ścianach, powieść współczesną leżącą na dywanie, wczorajsze gazety, pustą popielniczkę, twoją dżinsową spódnicę wiszącą na krześle. Słyszałem operowy głos twojej karty bankomatowej, czułem jej narkotyczny zapach i wodnisty smak. Pożerałem ją, pożerałem magnetyczny pasek i płomienisty napis: Bank Towarzystwa Ziemi Hetejskiej. Już nie ślady linii papilarnych, ale ślady całej twojej skóry zlizywałem z tytanowej powierzchni, ślady wygolonych pach, które – już wtedy wiedziałem, ale nie umiałem nazwać – musiały być śladami pach mojej pani od rosyjskiego, ślady doskonale wydepilowanych łydek, które musiały być łydkami mojej rusycystki, ślady boskich, bez śladu cellulitu ud, które musiały być twoimi udami, ciebie samą w gęstych i magnetycznych labiryntach wyraźnie słyszałem, miałaś na sobie błękitną bluzkę i wpadający w odcień szarości rudawy sweter, bluzka wychodziła górą, dwa proporce kołnierzyka ułożone były jak trzeba i dołem też błękitna bluzka dwukrotnie była wypuszczona na wierzch, moje ręce – czułem – jeśli nie wstąpią pod błękit bluzki i pod wpadający w odcień szarości rudawy sweter, moje ręce zostaną obcięte przez kata. Umrę, jak pani nie pomacam – uświadomiłem sobie nagle z całą wyraźnością i pognałem jak na skrzydłach w jedyne miejsce, gdzie był cień szansy, żeby panią spotkać. Złoty obłok płynął nad obitym papą dachem Banku Towarzystwa Ziemi Hetejskiej na tyłach Ząbkowskiej. W bankomatowym przedsionku nikogo nie było, pod samym bankomatem, na ziemi, na lastryko leżała warstwa błotnego kurzu, pani obcasy przed kwadransem to błoto rozczyniały, słyszałem dobrze, słyszałem, jak pani spanikowana zgubą krew przed kwadransem spłynęła w dół brzucha, i chciałem w błoto pod bankomatem Banku Towarzystwa Ziemi Hetejskiej na tyłach Ząbkowskiej runąć i kieszenie tym błotem napełnić. Twoje stopy,