Страница 4 из 65
Czyż nie rozumiesz, dziadku? – a raczej nie: dziadku, bo przecież papież do nikogo, nawet do własnego rodzonego dziadka nie może mówić: dziadku; czyż zatem nie pojmujesz, Janie Nepomucenie (Janie Nepomucenie było bardzo dobre, mój wiecznie nawalony dziadek zasługiwał na szczyptę papieskiej surowości), czyż nie rozumiesz, Janie Nepomucenie, że ja naszej rodowej zasady nie tylko nie złamię, nie tylko będę jej wierny, ale ją wzmocnię, rozpowszechnię, być może nawet, jak mi się będzie chciało, uczynię ją jedną z zasad mojego pontyfikatu? I ona rozleje się na świat, i uczyni ludzkość bogatszą, czyli szczęśliwszą? Czyż nie rozumiesz, ziemski ojcze mojego ziemskiego ojca, że ja w licznych moich homiliach, orędziach, encyklikach i listach pasterskich przypominał będę naszą rodzi
Ja oczywiście wiem, Janie Nepomucenie, że w istocie i przez większość stuleci nasi przodkowie byli ciemnymi jak tabaka w rogu kmiotami, ale pod moim słowem – rzeczywistość się ugnie. Wiadomo, że nie jest tak jak było, ale jest tak, jak się napisało – a jak się coś napisało papieżowi, to już jest, że ho ho. Ja słowem swoim stworzę albo przynajmniej zasugeruję istnienie wielopokoleniowego rodu przedsiębiorców bo, poza wszystkim, przyda mi się to w celach dydaktycznych. Potem bowiem w trakcie pontyfikatu we wszystkich moich wystąpieniach, a specjalnie często podczas moich licznych pielgrzymek do Ojczyzny dawał będę w rozmaitej postaci przypowieść o ekonomicznym ocaleniu, o gospodarczym przetrwaniu, o podnoszeniu się z pieniężnego upadku. Będę mówił o zawsze przychodzącym po czasie klęski czasie – osiąganego, ma się rozumieć, w pocie czoła – zwycięstwa. O przychodzących po chudych latach biedy, nędzy i głodu tłustych latach sytości i bogactwa. O lekkomyślnych ojcach popadających w ruinę i o przedsiębiorczych synach pieczołowicie odtwarzających majątkowe substancje. O nieostrożnych młodzieńcaclj dławionych moskiewskim jarzmem i podatkowymi domiarami i o śpieszących im z pomocą przezornych starcach. Będę mówił o majątkach spalonych w pożogach woje
Z twojego losu, Janie Nepomucenie, uczynię szereg przypowieści wręcz ewangelicznych. Opowiem, jak w czasie wojny wywieziony na roboty do Niemiec romansowałeś z córką bauera, jak po wojnie trawiony wyrzutami sumienia (sypianie z bauerówną było wedle ciebie zdradą Polski) gorliwie włączyłeś się w budowę nowego ładu, opowiem, jakim byłeś antyklerykałem, jak darłeś mordę na babkę Joa
– Jestem kompletnie bez grosza! – ryczałeś na całe gardło, ryczałeś tak, jakbyś znów komuś zabraniał zostania papieżem. – Jestem kompletnie bez grosza! Czy ty, kobieto, potrafisz to pojąć!? Nie mam na chleb! Rozumiesz!? Nie mam grosza ani na chleb, ani na suchą bułkę! Pójdziemy z torbami! Wszyscy pójdziemy z torbami! I my pójdziemy z torbami! I nasze dzieci pójdą z torbami! I nasz wnuk pójdzie z torbami! Tak darłeś się, Janie Nepomucenie, i słuchali cię domownicy, i słuchała cię babka Joa
Stryj nasz, Karol Adolf, był na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku dyrektorem niewielkiej rzeźni w Granatowych Górach. Żył, jak na tamte czasy, niezmiernie dostatnio: mieszkał w pięknym, widnym domu, co dwa lata zmieniał samochód, co roku jeździł – tu się mylicie – nie do Bułgarii, a do Jugosławii. Codzie
Towarzysze z powiatu albo województwa, którzy często po swym trudzie odpoczywali w tutejszych pensjonatach, byli zachwyceni. Oto okazuje się, towarzysze, że nasza uspołeczniona gospodarka może produkować produkty najwyższej jakości. Wymiernym przykładem jest, towarzysze, towarzysz dyrektor Karol Adolf Wojewoda, który na swoim terenie osiąga znakomite rezultaty.
Towarzysze z powiatu albo województwa zapraszali do siebie stryja Karola Adolfa, pragnęli bliżej poznać tak operatywnego towarzysza dyrektora, biesiadowali wspólnie – bywało – do późnych godzin nocnych. Długotrwałe, coraz częstsze i coraz bardziej w swej huczności wyniszczające bankiety nie odciskały się wszakże zgubnym piętnem ani na pracy, ani na zdrowiu. Stryj Karol Adolf miał wielki i cudowny dar spalania alkoholu, niezmie
Słowem, okazało się (w wyniku żmudnego dochodzenia, rzecz jasna), że stryj Karol Adolf umyślnie wstawał codzie