Страница 24 из 47
Zrozumienie przyszło nagle. Stanisława to tylko klucz. Element, który w mózgu budzi i
Poganiał konia, od wielu godzin przedzierając się na południe. Szwedzi wtargnęli na ten teren wczoraj. Błękitne, wiose
Wyjechał na wzgórze i naraz zatrzymał się zdumiony. Pod nim, w dolinie, stało co najmniej trzydzieści szubienic. Z belek zwisały trupy szwedzkich oficerów. Ściągnięto im buty, od mundurów oderwano koronkowe kołnierze. Ciała chwiały się na lekkim wietrze, na twarzach zastygł grymas bólu, wybałuszone oczy patrzyły już w wieczność, ale pozostało w nich zdumienie. Przy drodze wbito słup opatrzony drewnianą tablicą. Podjechał do niego wolno, zaciekawiony. Napis wykonany czarną farbą nie zdążył jeszcze dobrze wyschnąć:
TU ZACZYNAJĄ SIĘ DOBRA RODZINY KRUSZEWSKICH.
TAK KOŃCZĄ CI, KTÓRZY WKRACZAJĄ NA TĘ ZIEMIĘ NIEPROSZENI.
Spojrzał na ciała dyndające na sznurach. Tylko niektórych wzięto żywcem. Rzut oka na rany powiedział mu wszystko. Grube, pospiesznie wykonane bełty kusz nie miały nawet stalowych grotów. Ich końce opalono tylko nad ogniem. Kruszewscy najwidoczniej wyszkolili w strzelaniu wszystkich swoich chłopów i wzięli Szwedów z zaskoczenia… Trzydziestu rajtarów, a przeciw nim może osiemdziesięciu kmiotków uzbrojonych w drągi i dzidy, kusze i łuki. Myślących tylko o tym, że przy każdym zabitym Szwedzie znajdą wypchaną sakiewkę, manierkę z wódką, srebrne guziki i skórzane buty, Pistolet wart kilkadziesiąt dukatów oraz masę i
Dość! Mistrz szarpnął się, przerywając trans. Już wiedział. Coś lub ktoś kieruje jego myśli tam, gdzie chce. A po co? To jasne. Chce poznać sekret produkcji kamienia filozoficznego. Ktoś wdziera się do jego mózgu jak haker włamujący się do pamięci komputera!
Przez długie lata nabrał przekonania, że telepatia nie istnieje. Spotkanie z Arminiusem zachwiało jego pewność siebie. Stary łowca był w stanie odszukać wampiry dzięki temu, że ich myśli najczęściej obsesyjnie krążyły wokół picia krwi. I Sędziwój doszedł do wniosku, że to jest granica ludzkich możliwości. A tu proszę…
No i ma problem. Jak obronić się przed tego rodzaju atakiem? Nagle dziwny zamęt w myślach zniknął. Wróg wycofał się, mając nadzieję, że nie został wykryty…
Kruszewskie wykończone upałem poszły spać. Księżniczka poczytała sobie przez jakiś czas, ale oczy strasznie się jej kleiły, więc poszła w ich ślady. Ale, o dziwo, nie mogła zasnąć. Ledwie przyłożyła głowę do poduszki, przypomniała sobie pora
Gdzieś daleko zagrzmiało. Monika usiadła na tapczanie i potrząsnęła głową. Oż, do diabła, co jej się ubzdurało? Jak żyje, nie popatrzyła na i
Na wpół świadomie ruszyła przed siebie. Noc była tak przyjemnie chłodna… Bose stopy zaklaskały po błocie, deszcz szybko przemoczył nocną koszulę na wylot. Szła powoli, właściwie spacerowała. Minęła sąg belek przygotowanych do budowy kurnika, w mroku zamajaczył samochód Ukraińców. Zrobiła krok w tamtą stronę i nagle poczuła, jak włosy stają jej dęba.
Ciało ogarnął dziwny paraliż, poczuła zawrót głowy, smak krwi w ustach, zatoczyła się i usiadła prosto w błoto. Co, do licha? Nadepnęła odizolowany kabel pod napięciem? Nie, niemożliwe. Tu nie ma prądu, jedynym jego źródłem jest generator w szopie, ale on przecież został na noc wyłączony…
Wstała i na próbę wyciągnęła rękę w kierunku samochodu. Nic. Ale gdy spróbowała postąpić krok -znowu to samo. Zlewne poty, ból głowy, nudności., Cofnęła się bardziej zdziwiona niż zła. To coś na ziemi. Magiczny krąg? Pole siły? Bzdury! Pochyliła się i korzystając ze swojego kociego wzroku, stara
– Do licha – mruknęła. – A cóż to takiego?
– Obereh. - Pawło odezwał się zza sągu. – Po polsku chyba mówi się na to talizman. Położyliśmy sobie kilka wokoło samochodu, na wypadek gdyby się jakieś wampiry po nocy tłukły…
– Co to za magia? – Wytrzeszczyła oczy.
– Huculska – wyjaśnił z prostotą. – Może i ludowa, ale chyba działa…
Zapalił latarkę.
– Gorąco mi się zrobiło i wyszłam się tylko przewietrzyć – oświadczyła z godnością.
– Bardzo gorąco. – Uśmiechnął się z lekką kpiną, patrząc na jej cienki i przemoczony strój. – Wracaj do domu, cielaczku, i uważaj, bo następnym razem może ci się przytrafić coś dużo gorszego… – Dla podkreślenia swoich słów położył dłoń na sterczącej zza paska kolbie samopału.
Zawróciła bez słowa. Wzięła szybki prysznic, żeby zmyć błoto, i wdrapała się na swoje poddasze. Deszcz otrzeźwił ją, przywrócił zdolność logicznego myślenia. Założyła grubą piżamę i położyła się do łóżka.
Nadal nie mogła zasnąć. Alchemik sądził, że jej wampiryzm to tylko poważna anomalia genetyczna. Jakiś czy
Ona też. Była przekonana, że wampiryzm da się wyjaśnić na gruncie biologii. Owszem, srebro ją parzy, jego związki są dla niej bardzo toksyczne, ale u zwykłych ludzi też zdarzają się alergicy! Sądziła, że magia jej nie dotyczy. Była w stanie chodzić do kościoła czy cerkwi i nie działo się nic niepokojącego. Woda święcona nie wypalała jej dziur w skórze.
Dziś nauczyła się czegoś nowego. Aby ją zatrzymać i obezwładnić, wystarczy kawałek sznurka ozdobiony góralskimi supełkami… Zrozumiała, że są takie chwile, kiedy trzeba zadać sobie pytanie: kim jestem?