Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 35 из 44

Cudze pisanie

Człowiek pióra zostawał sam, żadna z potencjalnych kobiet jego życia nie była kobietą je- go życia, odchodziły jedna po drugiej, zabierały swe kunsztowne rękopisy i pachnące perfu- mami wydruki komputerowe, przepadały bez wieści.

Wszystkie kobiety człowieka pióra również pisały. Było to potworne. Człowiek pióra czuł się zawsze zagrożony przez cudze pisanie, ale zagrożenie, jakie w człowieku pióra wzbudzali i

Człowiek pióra unikał cudzego pisania, nie czytał książek i

Człowiek pióra w poszukiwaniu kobiety swego życia zawierał liczne znajomości z poten- cjalnymi kobietami swego życia i tak się rozpaczliwie i nieubłaganie składało, że wszystkie potencjalne kobiety życia człowieka pióra również pisały. Twierdziły wprawdzie z całkowitą, choć niezależną od siebie zgodnością, iż pisały od dawna, iż pisały już grubo wcześniej, iż przelewały swe myśli na papier na długo przed zawarciem znajomości z człowiekiem pióra, ale on w to raczej nie wierzył. Był pewien, że osobiście natchnął je weną. W jego pewności była pycha, ale był też wstręt. Kiedy patrzył na zaczernione przez nie kartki, wydawało mu się, że papier pokryty jest ślepymi znakami ospy. Tekstów pisanych przez potencjalne kobiety życia niepodobna było uniknąć. Przysyłały je listami poleconymi, zostawiały za framugą drzwi, cichcem wtykały do kieszeni marynarki, szczegółowo sprawdzały znajomość rękopi- sów, domagały się wnikliwych i pochlebnych omówień, osobiście czytały obszerne fragmenty na głos, czytały przez telefon, czytały w kawiarni i czytały w łóżku. Nad ciemnymi dachami miasta przetaczała się wichura szczurzej sierści, wapie

Ostatnia potencjalna kobieta życia człowieka pióra pisała nowele opiewające świat bez- powrotnie utraconego dzieciństwa. Bezbrzeżny smutek tych opowiadań potęgowała umiesz- czona w bez mała każdym z nich, mniej lub bardziej zawoalowana refleksja, iż bezpowrotnie utracone dzieciństwo było w dodatku puste, ponieważ ostatnia potencjalna kobieta nie znała wówczas człowieka pióra, nie był on, niestety, towarzyszem jej dziecięcych zabaw.

Przedostatnia prowadziła dzie

Trzecia od końca potencjalna kobieta życia człowieka pióra pisała doń wielostronicowe li- sty, w których dokonywała morderczo – drobiazgowej wiwisekcji ich związku. Lektura tych dusznych traktatów wpędzała człowieka pióra w makabryczne depresje, aby zażegnać ból świata, sięgał on wówczas po kieliszek. Czwarta od końca pisała kompletnie niezrozumiałe cykle próz poetyckich.

Piąta od końca, w masywnym jak tom dzieł zebranych kalendarzu, relacjonowała swe buj- ne życie towarzyskie, przyjęcia, bankiety, imprezy, kto z kim przyszedł i kto z kim wyszedł, kto się upił i jakie miały miejsce skandale, zapisywała nazwy knajp i jakie trunki, i jakie drin- ki sama popijała, a raczyła się zdrowo – prawdę powiedziawszy, jak na kruchą, eteryczną blondynkę, chlała jak zwierzę. Wiele zapisów w masywnym kalendarzu uczynionych było chybotliwym pismem, były tam niejasne refleksje euforycznie idące przez głowę po kilku popołudniowych, dyskretnych, ale bardzo tęgich łykach, były tam też często litanijne zdania ściśle wyszczególniające pora

Szósta od końca potencjalna kobieta człowieka pióra też coś pisała, niechybnie musiała coś pisać, dziś już wszakże nie wiadomo, jaki ściśle uprawiała gatunek literacki, pisarstwo jej uległo całkowitemu zapomnieniu.

Był koniec tysiąclecia, człowiek pióra zostawał sam, kobiety opuszczały go jedna po dru- giej. Jeszcze na tydzień przed rozstaniem z podobnym, choć niezależnym od siebie nostal- gicznym entuzjazmem wyznawały człowiekowi pióra, iż marzą o wspólnej podróży do We- necji, parę dni zaś później odchodziły bez słowa.

Ostatnia, pulchna rozwódka w średnim wieku, która w porach lunchu z niesłychanym za- pałem oddawała mu gasnące blaski swego epickiego ciała, nagle jakby na powrót tknięta grotem fanatycznej pasji zawodowo – zarobkowej powróciła do swego pozazmysłowego ży- cia, od rana do wieczora wypełnionego zajadłą działalnością gospodarczą. Spędzali z sobą trzy pory lunchu w tygodniu: w poniedziałek, czwartek i piątek i teraz nagle przestali się wi- dywać w ogóle. Człowiekowi pióra wydawało się, że uczynili to za obopólną zgodą i ku obo- pólnej uldze, on w każdym razie odczuwał ulgę, odczuwał ulgę, ponieważ nie będzie więcej musiał czytać opowiadań opiewających przepadłe dzieciństwo, odczuwał ulgę, ponieważ wy- dawało mu się, że znów będzie mógł całymi dniami pisać. We wtorki, środy i soboty starał się wprawdzie pisać ze zdwojonym natchnieniem, zaś w poniedziałki, czwartki i piątki wstawał trochę wcześniej, aby zdążyć wykonać przed porą lunchu dopołudniowe pensum, ale było to męczące i burzyło harmonię życia codzie

„Seks w porze lunchu z uprawiającą działalność gospodarczą rozwódką w średnim wieku wiedzie do chaosu”.

Przedostatnia potencjalna kobieta życia człowieka pióra, prowadząca drobiazgowy dzien- nik długonoga reporterka miejskiej popołudniówki, otrzymała ofertę atrakcyjnej pracy na Wybrzeżu i wyjechała – zdaniem człowieka pióra – z osobliwym i nieco nadmiernym pośpie- chem. Przypuszczał, że natychmiast po jej wyjeździe zasypią go stosy miłosnej koresponden- cji, był pewien codzie

Trzecia od końca, pisząca zabójcze listy studentka filmoznawstwa o nieco rozmazanych od ciągłego wgapiania się w ekran pięknych granatowych źrenicach, przestała spotykać się z człowiekiem pióra, ponieważ w ogóle przestała się spotykać z kimkolwiek. Swymi pięknymi i lekko przyślepłymi oczami jęła wypatrywać prawdziwej miłości. Rychło zresztą znalazła prawdziwą miłość, zaręczyła się i całkowicie pogrążyła w regularnym i dynamicznym zrywa- niu i odnawianiu zaręczyn.

Czwarta od końca, urzędniczka krakowskiej filii Banku Anglo – Amerykańskiego, mak- symalnie uporządkowała swe życie i jej czas wypełniony teraz pływaniem, joggingiem, ćwi- czeniami na siłowni, nauką języków obcych, stara

„Dążyliśmy do doskonałości – pisał człowiek pióra – dążyliśmy do absolutu, pomimo iż jeśli idzie o spełnienie wzajemnej skło

Człowiek pióra był rad z artystycznej jakości zapisanej wizji, nigdy wszakże nie włączył jej do żadnej ze swych książek. Bał się, iż urzędniczka krakowskiej filii Banku Anglo – Ame- rykańskiego, kartkująca w księgarni jakiś jego utwór, natknie się na tę scenę, rozpozna samą siebie i wzruszona jego uwieczniającą w druku miłosną pasją, postanowi wrócić. On zaś prze- cież, napisawszy kilka zdań pod wpływem tęsknoty, po ich napisaniu natychmiast przestał tęsknić.

Piąta od końca potencjalna kobieta życia człowieka pióra definitywnie rzuciła alkohol i zo- stała abstynentką. Ponieważ on ani definitywnie, ani fragmentarycznie nie rzucił alkoholu, przeciwnie, popijał coraz radykalniej, makabryczne depresje, pod pretekstem których sięgał po kieliszek, powtarzały się coraz częściej, rozstali się w sposób naturalny i prawie niezauwa- żalny. Było to wyskokowe zauroczenie, miłość pijacka. Człowiek pióra uświadamiał sobie, iż na dobrą sprawę dokładnie nawet nie wie, jak wyglądała jego piąta od końca potencjalna ko- bieta, widywał ją zawsze w wódczanej malignie. Nie pamiętał, kiedy ujrzał ją po raz pierw- szy, nie pamiętał, kiedy ją poznał; nie mógł pamiętać, był wtedy studzie