Страница 78 из 127
Kto napisał żywot świętej i skąd to wiedział
Jakiś młody kleryk wziął od niego wszystkie papiery i kazał przyjść wieczorem, kiedy to bez słowa pokazał mu pokój, jaki miał teraz zajmować, czekając na decyzję rady. Pokój był ciemny i wilgotny, z jego okna zobaczył rzekę i biedne domki na brzegu. W pewnym sensie pokój przypominał jego celę w klasztorze -wąskie łóżko, naprzeciwko niego stół i krzesło, a zamiast baraniego dywanika, klęcznik. Zaraz na nim ukląkł i próbował się modlić, ale Kummernis nie chciała przyjść do klęcznika. Paschalis myślał raczej o gładkich zdobieniach mebla niż o świętej, więc w końcu ukląkł na kamie
Następnego dnia ten sam kleryk zawiadomił go, że dokumenty są właśnie czytane przez biskupa, więc audiencja będzie jutro. Następnego dnia powiedział mu to samo. I następnego też. Paschalis mieszkał więc w biskupim pałacu i miał czas na zobaczenie miasta.
Widział ogromną liczbę ludzi; wydawało mu się nieprawdopodobne, jak wielu ich żyło w jednym miejscu. Dziwiło, że nie wszyscy znają się nawzajem. Mijali się na ulicy obojętnie i nie patrzyli na siebie. Chodził po tym dziwnym mieście od rana do wieczora, aż paski od sandałów poraniły mu skórę. Widział handlarzy na rynku, przy kramach wypełnionych wszelkim dobrem. Trudno było spamiętać, do czego miały służyć te wszystkie rzeczy. Widział dzieci bawiące się wprost na ulicy, zmęczone gwarem i upałem zwierzęta, drewniane, pomalowane jaskrawo posągi w kościołach, które do złudzenia przypominały ludzi. Ale najbardziej fascynowały go kobiety. Tutaj w mieście były jeszcze bardziej wyraźne, konkretne i namacalne. Kiedy modlił się w kościele, rozpoznawał ich obecność po szelestach sukien i delikatnym stuku obcasów. Ukradkiem więc przyglądał się każdemu szczegółowi ich stroju, pasmom włosów, splotom warkoczy, linii ramion, pły
Przy jednej z ulic nad rzeką znalazł dom, przed którym wystawały zawsze młode dziewczyny z sukienkami zawiniętymi po kolana. Troczki ich koszul, jakby nieumyślnie rozwiązały się i obnażały chude dekolty. Paschalis przechodził tamtędy kilka razy dzie
„Wszystko to jest bardzo pouczające i podnoszące na duchu. Pięknie spisałeś historię życia tej niezwykłej kobiety, lecz wiele rzeczy niepokoi nas w jej pismach”. Tak zaczął człowiek w czarno-białym habicie. Potem rozłożył przed sobą papiery i przez chwilę wodził po nich wzrokiem. Biskup patrzył przez okno odwrócony do nich plecami.
„Co znaczą na przykład takie słowa:»Widziałam to. Było nieskończone i potężne, lecz nie wszędzie było takie samo. Istniało też jakieś bliżej i jakieś dalej od Niego. Na peryferiach swoich zamarzało, zastygało jak pły
„To było o Bogu”, powiedział Paschalis, ale biskup nie zareagował. Biało-czarny zako
„Rozumiem, że to może być poetycka metafora, ale przyznasz, chłopcze, nieco ryzykowna. Matka przełożona powi
Karta zapełniona równym pismem Paschalisa sfrunęła na podłogę.
„Wiem, że mieszkasz we mnie. Widzę Cię w sobie – przejawiasz się we mnie tym wszystkim, czemu mogę zaufać – rytmom, przypływom i odpływom, pulsowaniu i zanikaniu. Należę do słońca i księżyca, należę bowiem do Ciebie, należę do świata roślin i zwierząt, należę bowiem do Ciebie. Kiedy księżyc co miesiąc porusza we mnie krew, wiem, że jestem Twoja, że zaprosiłeś mnie do swego stołu, by skosztować smaku życia. Kiedy każdej jesieni moje ciało okrągleje i przybiera, staję się jak dzika gęś, jak sarna, których ciało więcej wie o naturze świata niż najmądrzejszy z ludzi. Obdarzasz mnie wielką siłą żeby przetrwać noc”.
„Słońca i księżyca”, powtórzył nagle biskup i to były jedyne słowa, jakie wypowiedział w czasie tego spotkania.
Nie wiadomo, dlaczego Paschalis zrozumiał, że wszystko przepadło, i wyciągnął z kieszeni swój ostatni argument – drewniany krzyżyk z półnagim ciałem kobiety o twarzy Chrystusa. „Można to kupić wszędzie”, powiedział. „Wierni pielgrzymują do Albendorfu po jej błogosławieństwo”.
Położył krzyżyk na zapisanych kartkach papieru. Biskup i zako
„Co za niesmaczne dziwactwo”, skrzywił się zako
Wziął krzyżyk w dwa palce z widocznym wstrętem i oddał go Paschalisowi.
„Doceniamy trud, jaki włożyłeś w spisanie żywota tej kobiety. Całym sercem ufamy też matce Anieli, ale pomimo dobrych chęci, nie rozumiemy, jakie znaczenie dla wiernych mogłaby mieć ta historia. Widzisz, żyjemy wczasach zamętu. Ludzie utracili bojaźń Bożą i wydaje się im, że sami mogą dyktować warunki
Bogu, wciągać wiarę w swoje przyziemne, ludzkie przypadłości. Nie muszę dawać ci przykładów tych wszystkich odszczepieńców, w jakich obrodziła nasza ziemia. Naszym zadaniem staje się obrona czystości wiary. Mamy wiele uznanych świętych, które upierały się przy prawdziwej wierze i tym samym wydały się na męczeńską śmierć. Święta Agata, która odmówiła ręki pogańskiemu królowi Sycylii… Obcięto jej piersi.
Święta Katarzyna Aleksandryjska, rozerwana końmi i ścięta, albo Apollonia, ostoja wiary w czasie prześladowań. Przywiązano ją do słupa i wyrywano jej wszystkie zęby, jeden po drugim. Albo święta Fina, która sparaliżowana, sama potęgowała swoje męki, śpiąc na kamie
Biskup nagle podniósł głowę i spojrzał z przyganą na zako
„To wszystko jest z życia wzięte”, zaczął znowu zako
Zako
Paschalis zanurzył się w miasto i do wieczora przeszedł chyba wszystkie jego ulice. Jego nogi wciąż jeszcze spodziewały się podróży do Rzymu, były gotowe do drogi, musiał więc chodzić i chodzić, żeby im ulżyć. Mógł jeszcze na tę noc przed powrotem iść do pałacu biskupa, gdzie dostałby nocleg i kolację, ale nie chciał.
„Gówno”, powiedział do siebie pierwszy raz w życiu i w tej samej chwili zobaczył, że znalazł się na nadbrzeżnej ulicy. Od rzeki płynął chłód i zapach wody. Paschalis stał przed karczmą. Ludzie wchodzili i wychodzili, otwierali drzwi i wtedy owiewało go duszne, kwaśne ciepło ludzkich ciał.
Ktoś dotknął jego rękawa i Paschalis zobaczył koło siebie jedną z dziewczyn, które za dnia wyraźnie odbijały się swoimi czerwonymi ustami i policzkami od szarych kamie
„Masz pieniądze?”, zapytała go i zapaliła świece.
Poruszył sakiewką przywiązaną pod habitem; zadźwięczały monety. Izba była rzeczywiście mała. Na podłodze pod ścianą leżał materac wypchany słomą. Paschalis postawił przy drzwiach swoją torbę z papierami, a dziewczyna położyła się na materacu i podciągnęła pod brodę spódnicę. Zobaczył rozrzucone na bok nogi w dziurawych pończochach i czarną plamę między nimi. Stał nad tym leżącym ciałem i nie wiedział, co zrobić.
„No, braciszku, na co czekasz?”, zaśmiała się dziewczyna.
„Chciałbym się na tobie położyć”, wykrztusił przez ściśnięte gardło.
„Coś takiego, chciałbyś się na mnie położyć!”, wykrzyknęła dziewczyna, udając zdziwienie.
Paschalis uklęknął i delikatnie opadł na nią. Leżał tak chwilę, bojąc się oddychać.
„No i co dalej?”, zapytała dziewczyna.
Wziął jej ręce i rozłożył je szeroko. Palce dotknęły wnętrza jej dłoni – było twarde i szorstkie. Twarzą dotykał jej włosów, pachniały smażonym tłuszczem. Dziewczyna leżała pod nim nieruchomo, czuł, jak miarowo oddycha.
„Może nie jest tu za ciepło, ale lepiej by było, żebyś się rozebrał”, powiedziała nagle spokojnie.
Zastanowił się, potem podniósł i zaczął zdejmować ubranie. Ona szybko wysunęła się z sukienki. Teraz dotykali się nagą skórą. Wsłuchiwał się w jej oddech. Skórą brzucha czuł łaskotanie jej szorstkich włosów.