Страница 62 из 127
Zapach
Wszystko, co złe, zdarza się zimą. Zimą R. miał wypadek. Na białych górskich zakrętach wpadł w poślizg i wleciał na ciężarówkę. Głową uderzył w kierownicę, złamał nos. Długi niklowany pysk samochodu uratował mu życie. O takich wypadkach mówi się, że nic się nie stało.
A jednak stało się. Od tej pory R. czuł dziwny zapach, chociaż nos zrósł mu się prawidłowo i nie widać już było szwów. R. mówił, że ten zapach pojawiał się znienacka, falami, w różnym natężeniu. Najbardziej czuł go w jednym miejscu, gdzie schodzi się do stawu. Rosły tam pokrzywy, a w nich jesion, więc R. obwąchiwał liście pokrzyw i korę drzewa, lecz nie znajdował tam nic. Myślał nawet, że może woda tak pachnie – ni przyjemnie, ni przykro, trochę słodko i troszeczkę cierpko. Ale to nie była także woda. Raz znalazł ten zapach w kieliszku koniaku. Potem w kawie i na swetrze, który długo leżał w zimowej szafie. W końcu odkrył, że ten zapach nie jest cechą rzeczy, nie przedmioty są jego źródłem, że właściwie on nie ma źródła, tylko przyczepia się do rzeczy na chwilę, na jeden, przypadkowy raz i dlatego tak trudno go nazwać. Nie jest podobny do niczego, mówił raz R., a potem wydawało mu się, że właśnie odwrotnie, że jest we wszystkich i
Dlatego widywałam R., jak często zatrzymywał się w środku tego, co robił, i węszył. Jego twarz stawała się skupiona. Obwąchiwał sobie dłonie i nagle w środku rozmowy zaczynał wąchać urwany guzik. Albo rozcierał w palcach listki piołunu i już mu się wydawało, że odkrył. Ale to zawsze nie było to.
Oboje domyślaliśmy się, że to jest zapach śmierci. Że R. poczuł ją wtedy, gdy jego samochód uderzał w tira, w tym krótkim, nieprawdopodobnym momencie, kiedy wszystko może się zdarzyć i nie ma żadnego odwołania, w momencie o wielkiej potencji, w ułamku sekundy, który jest brzemie