Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 127

Kto napisał żywot świętej i skąd to wiedział

Urodził się jakiś niedoskonały, bo od kiedy pamiętał, było mu w sobie źle, jakby pomylił się w narodzinach i wybrał nie to ciało, nie to miejsce, nie ten czas.

Miał pięciu młodszych braci i jednego starszego, który po śmierci ojca zajmował się rozdzielaniem pracy w gospodarstwie i egzekwowaniem wyników. Joha

Jednak któregoś roku przyszła wcześnie ostra zima i nie zdążyli zebrać ostatniego siana, a na drzewach pozamarzały owoce. I było jasne, że tym, kto powinien pójść do braciszków, jest Joha

I kiedy tak patrzył, to wyobrażał sobie, że jest w tym obrazie, w samym środku sceny. Ma za sobą otwartą przestrzeń, którą wieńczą na horyzoncie ośnieżone szczyty gór. Bliżej leży miasto z potężną wieżą i murami z czerwonej cegły. Wydeptane ścieżki ze wszystkich stron prowadzą do bram miasta. Obok niego, na wyciągnięcie ręki, siedzi Matka Boska z Dzieciątkiem; jasne, gładkie nóżki Zbawiciela spoczywają na purpurowej szacie sukni. Nad nią w powietrzu wiszą dwa anioły, bez ruchu, z rozpostartymi skrzydłami, jak ogromne ważki. Paschalis jest świętą Katarzyną albo świętą Apolonią – długo nie mógł się zdecydować. W każdym razie jest jedną z nich. Ma długie włosy, które spływają mu po plecach. Suknia ciasno opina mu krągłe piersi i delikatnymi, cudownymi falami spływa do ziemi. Naga skóra nóg czuje miękkie pieszczoty materiału. Ogarniała go wtedy jakaś rozkosz, przymykał oczy i zapominał, że klęczy na zimnej posadzce kaplicy w swoim brązowym habicie.

Brat Paschalis ma piękną twarz – krótko ostrzyżone po zako

Tak go ujrzał brat Celestyn, kamerariusz, który oprócz życia duchowego zapewniał braciom dostatek materialny. Brat Celestyn zawołał do siebie Paschalisa i powiedział po prostu: „Podobasz mi się. Masz prawdziwe powołanie do zako

I Paschalis został jego kolejnym zastępcą, trzecim czy czwartym. Przynosił lampy do dormitorium, rozwieszał ręczniki i sprawował nadzór nad brzytwami. Następnej zimy Paschalis zaczął uczyć się czytać i teraz dbał o lampy wskryptorium. Brat Celestyn sam sprawdzał postępy wczytaniu i po nonie kazał mu przychodzić do siebie i czytać wskazane fragmenty. Słuchał, przemierzając celę od ściany do ściany, albo stawał odwrócony do okna. Paschalis widział wtedy jego masywne plecy i pięty obleczone w wełniane pończochy. „Czytasz coraz lepiej”, mówił zwierzchnik i podchodził, żeby kciukiem nieuważnie pogładzić jego wygolony kark. Ta pieszczota nie była Paschalisowi nieprzyjemna. W końcu w czasie któregoś czytania Celestyn podszedł do niego i wsunął mu rękę pod habit. „Masz gładkie plecy jak dziewczyna. Wyrosłeś na dorodnego młodzieńca”. Paschalis znalazł się nagi w jego łóżku, gdzie pod wełnianym kocem ukryte były tak delikatne prześcieradła, że zawstydzały skórę. W tej gładkiej pościeli pozwolił robić ze swoim ciałem wszystko, czego tylko brat Celestyn zechciał. Nie było to ani przyjemne, ani nieprzyjemne. Od tej pory habit Paschalisa nie pachniał już ziołami, ale kurzem, papierem książek i dziwnym, cierpkim zapachem obcego, męskiego ciała.

Kiedyś, gdy leżeli obok siebie zmęczeni miłością i własnymi ciałami, Paschalis zwierzył się Celestynowi z tego, że chciałby być kim i

I

Ponieważ w klasztorze przeszłość niewiele różni się od przyszłości, ponieważ niewiele zmienia się w czasie i w życiu ludzi, może z wyjątkiem kolorów pór roku, żyje się w ciągłym teraz. Żyje się w chwili, która na zewnątrz byłaby ledwie momentem, lecz tu ta chwila nigdzie nie zaczyna się i nigdzie nie kończy. I gdyby nie mądrość ludzkiego ciała, które nigdy nie traci z oczu ostatecznego celu, życie w klasztorze mogłoby być nieśmiertelne.

Paschalisa otaczał zewsząd se

Paschalis, jak wszyscy, wstawał o świcie, przemywał twarz wodą i wkładał habit. Zaraz potem wchodził w miękki rytm modlitwy i pracy, w szepczące przetasowania ciemnych postaci mnichów, amfilad i krużganków.

Brat Celestyn był mu ojcem, kochankiem i przyjacielem. Nauczył go wielu rzeczy i zaopatrzył w rzadki klasztorny przywilej – comiesięczną wyprawę ze świeżym mięsem do siostrzanego klasztoru żeńskiego. I był to wielki prezent dla Paschalisa: widoki przestrzeni tak wielkiej, tak potężnej, że klasztorne krużganki i labirynty wydawały się chore i skarlałe. Wyjeżdżali jeszcze przed świtem, żeby koło południa znaleźć się przed kuche