Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 35 из 127

Perukarka

W zeszłym roku Marta pokazała mi swój kuferek perukarki. Trzyma go w pokoju pod oknem. Jest wyłożony od środka starymi gazetami i w te gazety zawinięte są wszystkie potrzebne przyrządy. Na przykład pletniaki i kartacz. Ma tam też gotowe peruki nałożone na drewniane główki, schowane w celofan, żeby nie dostały się do nich nawet najmniejsze drobinki kurzu, i oczywiście trzyma tam pasma włosów, jeszcze nie przerobione, nie wyczesane, przygotowane dopiero do zamiany w perukę. Odwijała je z gazet i mówiła:

– Dotknij, jakie są miękkie i żywe. Włosy żyją nawet po ścięciu. Nie rosną wprawdzie, ale wciąż żyją oddychają. Są jak ludzie, których ciała przestały już rosnąć, ale to przecież nie znaczy, że umarli.

Aleja nie śmiałam wziąć ich do ręki. Myślę, że się brzydziłam.

Skąd je wzięłaś? – zapytałam, a ona powiedziała, że miała znajomego fryzjera, który już nie żyje. Zostawiał jej najpiękniejsze warkocze dziewcząt, którym znudziła się fryzura topielic. Podnosił je dla Marty z podłogi, owijał w papier i trzymał w szufladach fryzjerskich stolików, żeby je potem jej wręczyć jak prezent. Czasem nawet zbierał Marcie zamówienia na peruki od kobiet, które straciły włosy z powodu choroby czy starości. Albo od mężczyzn. Ich łysina dotyka częściej, choć może mniej boleśnie. Marta mówiła, że włos, który rośnie, zbiera myśli człowieka. Kumuluje je w sobie w postaci bliżej nieokreślonych cząsteczek. Jeżeli więc chce się o czymś zapomnieć, zmienić, zacząć od początku, trzeba obciąć włosy i zakopać w ziemi.

Co z tymi, którzy wkładają na głowę perukę zrobioną z czyichś włosów? – zapytałam.

To wymaga odwagi – powiedziała Marta – trzeba wziąć na siebie myśli człowieka, od którego pochodzą włosy. Trzeba być gotowym na czyjeś myśli, samemu trzeba być silnym i odpornym. I nie można nosić peruki cały czas, trzeba z tym uważać.

Marta robiła kiedyś wiele peruk, pięć, sześć rocznie. Prawie zawsze na konkretne zamówienia. Dobierała włosy do zamawiającego, ich fakturę i kolor, bo kiedyś nie było możliwości farbowania. Układała pasma w tę samą stronę, potem moczyła je w wodzie z mydłem, żeby je odtłuścić i wyczyścić. Gdy wyschły, zawijała pasma na palec i rzucała na czesadło. W czasie czesania pojedyncze krótsze włosy odpadały. Zostawało jej w ręku pasmo czyste, lśniące, równiutkie jak świeżo skoszona trawa. Potem używała kartacza, czyli dwóch płytek ze szczotką która przytrzymywała pasma. Z kartacza Marta wyciągała cieniutkie pasemka, kilka włosków, jak te, które czasami opadają na oczy i które niecierpliwie się odgarnia. Takie pasmo wiązała na niciach pletni. Pokazała mi to. Włosy były nizane specjalnymi węzłami na nici, jak frędzle. Długie pasma musiały być wiązane podwójnie, a nawet potrójnie. Takie grzywki bez czoła Marta rozciągała potem w pokoju, żeby włosy nie pogniotły się i nie połamały. Od tego momentu zaczynało się robienie peruki. Po to są właśnie wieczory, żeby splatać nici przysupełkowanych włosów w przestrze

Marta miała jeszcze kilka drewnianych głów, wypolerowanych przez nieusta

Marta mówiła, że kiedyś wszystkie kobiety chciały mieć przedziałki, proste i zdrowe, różowy znak wśród włosów równoległy do linii nosa. Żeby zrobić przedziałek w peruce, trzeba ją podkleić delikatną jedwabną siateczką albo młyńską gazą. Przez jej maleńkie oczka przeciągać pojedyncze włosy i wiązać je pod spodem jak mikroskopijną siatkę. Tamburowanie jest najbardziej czasochło

Marta nie zdążyła mi powiedzieć wszystkiego. Potem przyszedł czas zajmowania się płynącą z gór wodą kierowania jej strumyczkami poza domy, żeby nie podmywała fundamentów. Wzmacniania brzegów stawu, zanim w noc powodzi woda zniszczy je raz na zawsze. Albo suszenia przemoczonych butów i spodni. Tylko raz Marta pozwoliła mi przymierzyć jedną z nich – ciemną i skręconą. Przeglądnęłam się w lustrze; byłam młodsza i bardziej wyraźna, ale obca sobie. – Wyglądasz jak nie ty – powiedziała.

Wtedy przyszło mi do głowy, żeby poprosić Martę o specjalną perukę dla mnie. Niechby Marta przyjrzała się mojej twarzy, zapisała ją w swojej perukarskiej pamięci. Niechby obmierzyła mi głowę, uwieczniła ją w swoim zeszycie, dodała do i