Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 45 из 62

— W Montecalvo — odrzekła zimno Francesca — dowiesz się, dlaczego.

— Wolałabym zaraz.

— Powiedz jej — mruknęła Ida Emean.

— Chodzi o Ciri — powiedziała po chwili zastanowienia Francesca, unosząc na Ye

— Loża interesuje się nią, a nikt nie zna tej dziewczyny tak dobrze jak ty. Reszty dowiesz się na miejscu.

— Zgoda — Ye

— Margarita Laux-Antille, Triss Merigold i Keira Metz. Sheala de Tancarville z Koviru. Sabrina Glevissig. I dwie czarodziejki z Nilfgaardu.

— Internacjonalna rzeczpospolita babska?

— Można to tak nazwać.

— One zapewne wciąż uważają mnie za wspólniczkę Vilgefortza. Zaakceptują mnie?

— Zaakceptowały mnie. O resztę postarasz się sama. Będziesz poproszona o zrelacjonowanie twych związków z Ciri. Od samego początku, który za sprawą twego wiedźmina miał miejsce przed piętnastoma laty w Cintrze, aż do wydarzeń sprzed półtora miesiąca. Szczerość i prawdomówność będą absolutnie konieczne. I potwierdzą lojalność wobec konwentu.

— Kto powiedział, że jest co potwierdzać? Nie za wcześnie mówić o lojalności? Nie znam nawet statutu i programu tej damskiej międzynarodówki…

— Ye

— Domyślam, się, jaki.

— Dobrze się domyślasz. Ale wciąż jest to wybór wolny. Ze swej strony gorąco jednak namawiam, byś wybrała lożę. Wierz mi, w ten sposób pomożesz twojej Ciri o wiele skuteczniej, niż rzucając się na oślep w wir wydarzeń, na co, jak mniemam, masz wielką ochotę. Ciri grozi śmierć. Uratować może ją tylko nasze solidarne działanie. Gdy wysłuchasz tego, co będzie powiedziane w Montecalvo, przekonasz się, że mówiłam prawdę… Ye

— Nie — pokręciła głową Ye

— Chciałabym lojalnie cię uprzedzić, moja droga.

Wszystkie stacjonarne portale Montecalvo mają blokadę paczącą. Każdy, kto bez przyzwolenia Filippy chciałby tam wejść albo stamtąd wyjść, ląduje w loszku o ścianach wyłożonych dwimerytem. Własnego teleportu nie otworzysz, nie dysponując komponentami. Twojej gwiazdy nie chcę ci odbierać, bo musisz być w pełni władz umysłowych. Ale jeżeli spróbujesz figli… Ye

— Dzięki za ostrzeżenie. Ale słowa nie dam ci i tak.

Fringilla Vigo nadrabiała miną, ale była zdenerwowana i spięta. Sama niejednokrotnie ganiła młodych nilfgaardzkich magików za bezkrytyczne uleganie stereotypowym opiniom i wyobrażeniom, sama regularnie wyśmiewała trywialny, namalowany przez plotkę i propagandę wizerunek typowej czarodziejki z Północy — sztucznie pięknej, aroganckiej, próżnej i zepsutej do granic perwersji, a często i poza te granice. Teraz jednak, im bardziej kolejne przesiadki w teleportach przybliżały ją do zamku Montecalvo, tym silniej szarpała nią niepewność, co też zastanie na miejscu zjazdu tajemniczej loży. I co ją tam czeka. Rozbrykana imaginacja podsuwała obrazy zabójczo urodziwych kobiet z diamentowymi koliami na obnażonych piersiach z ukarminowanymi sutkami, kobiet o wilgotnych ustach i oczach błyszczących od alkoholu i narkotyków. Oczyma wyobraźni Fringilla widziała już, jak obrady sekretnego konwentu zamieniają się w dziką i rozpasaną orgię z użyciem frenetycznej muzyki, afrodyzjaków, niewolników pici obojga i wyszukanych akcesoriów.

Ostatni teleport zostawił ją między dwiema kolumnami z czarnego marmuru, z suchością w ustach, łzawiącym wiatrem magii w oczach i ręką kurczowo zaciśniętą na szmaragdowym naszyjniku, wypełniającym karo dekoltu. Obok zmaterializowała się Assire var Anahid, takie zauważalnie zdenerwowana. Fringilla miała jednak podstawy przypuszczać, że przyjaciółkę peszy nowy i nietypowy dla niej strój: niewymyślna, ale bardzo elegancka suknia w kolorze hiacyntu, uzupełniona malutką i skromną kolią z aleksandrytów.

Zdenerwowanie prysło momentalnie. W wielkiej, jasnej od magicznych lampionów sali było chłodno i cicho. Nigdzie nie dało się zauważyć nagiego Murzyna, walącego w bęben, ani pląsających na stole dziewcząt z cekinami na wzgórkach łonowych, nie wyczuwało się zapachu haszyszu i kantarydy. Nilfgaardzkie czarodziejki zostały natychmiast powitane przez Filippę Eilhart, panią zamku, strojną, poważną, uprzejmą i rzeczową. I

Oczekiwanie na i

Teleport między kolumnami rozbłysnął i słyszalnie zawibrował. Na twarzy Sabriny Glevissig odmalowało się bezbrzeżne zdumienie. Keira Metz upuściła na lód ostrygę i nóż. Triss stłumiła westchnienie.

Z portalu wyłoniły się trzy czarodziejki. Trzy elfki. Jedna o włosach w kolorze ciemnego złota, jedna cynobroruda i jedna kruczoczarna.

— Witaj, Francesca — powiedziała Filippa. W jej głosie nie słychać było emocji, którą wyrażały oczy, szybko jednak zmrużone. - Witaj, Ye

— Otrzymałam przywilej obsadzenia dwóch foteli powiedziała melodyjnie nazwana Franceską złotowłosa elfka, niewątpliwie zauważając zdumienie Filippy. - Oto moje kandydatki. Znana wszystkim Ye

Ida Emean skłoniła lekko rudą głowę, zaszeleściła powiewną żonkilową suknią.

— Tuszę — rozejrzała się Francesca — że już jesteśmy w komplecie?

— Brakuje tylko Vilgefortza — syknęła cicho, lecz z wyraźną złością Sabrina Glevissig, patrząc koso na Ye

— I ukrytych w podziemiach Scoia'tael — mruknęła Keira Metz. Triss zmroziła ją wzrokiem.

Filippa dokonała prezentacji. Fringilla z ciekawością przyjrzała się Francesce Findabair, Enid an Glea

Rudowłosa i wielkooka Ida Emean wzbudziła wyraźne zainteresowanie wszystkich, nie wyłączając obu magiczek z Nilfgaardu. Wolne elfy z Gór Sinych nie utrzymywały żadnych stosunków nie tylko z ludźmi, ale nawet z żyjcymi bliżej ludzi pobratymcami. A nieliczni wśród wolnych elfów Aen Saevherne — Wiedzący, byli bliską legendzie enigmą. Mało kto, nawet wśród elfów, mógł pochwalić się bliższym kontaktem z Aen Saevheme. Ida wyróżniała się w grupie nie tylko kolorem włosów. W jej biżuterii nie było ani uncji kruszcu, ani karata kamienia — nosiła wyłącznie perły, korale i bursztyny.

Źródłem największych emocji była jednak w sposób oczywisty trzecia przybyła czarodziejka, Ye

Gdy przedstawiano jej niligaardzkie czarodziejki, Ye

— My się znamy — stwierdziła, dotykając przypiętej do aksamitki gwiazdy z obsydianu.

W sali zapadła nagle ciężka, pełna wyczekiwania cisza.

— Widziałyśmy się już — powtórzyła Ye

— Nie przypominam sobie — Fringilla wytrzymała spojrzenie.

— Nie dziwię się. Ja jednak mam dobrą pamięć do twarzy i sylwetek. Widziałam cię ze wzgórza Sodden.

— A zatem nie może być mowy o pomyłce — Fringilla Vigo dumnie uniosła głowę, powiodła oczami po wszystkich. - Byłam pod wzgórzem Sodden.

Filippa Eilhart uprzedziła odpowiedź.

— Ja też tam byłam — powiedziała. - Też niejedno pamiętam. Nie wydaje mi się jednak, by nadmierne wysilanie pamięci i niepotrzebne grzebanie w niej mogło przynieść nam jakąkolwiek korzyść tutaj, w tej sali. Temu, co zamierzamy tu przedsięwziąć, bardziej posłużą zapomnienie, wybaczenie i pojednanie. Zgadzasz się ze mną, Ye

Czarnowłosa czarodziejka odrzuciła z czoła kręte loki.

— Gdy dowiem się wreszcie, co zamierzacie tu przedsiębrać — odrzekła — powiem ci, Filippa, z czym się zgadzam. A z czym nie.

— W takim razie najlepiej będzie, jeśli rozpoczniemy bez zwłoki. Proszę panie o zajęcie miejsc.