Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 38 из 62

Nocna bitwa na błoniu wrzała, łoskot żelaza, rżenie koni i wrzaski przybierały na sile. Geralt szybko schwytał dwa nilfgaardzkie wierzchowce, ale potrzebny okazał się tylko jeden. Jaskier zdołał wstać, ale natychmiast znowu siadł ciężko, zajęczał i rozdzierająco zaszlochał. Wiedźmin podniósł go, ocucił szarpaniem, wpakował na siodło. Sam siadł z tyłu i popędził konia. Na wschód, tam, gdzie powyżej widocznej już na niebie bladoniebieskiej smugi brzasku wisiała najjaśniejsza gwiazda gwiazdozbioru Siedmiu Kóz.

— Świtać wkrótce będzie — powiedziała Milva, patrząc nie na niebo, ale na błyszczącą powierzchnię rzeki. - Sumy ostro białoryb prześladują. A wiedźmina i Jaskra ani widu, ani słychu. Oj, czy nie pokpił aby sprawy Regis…

— Nie budź licha — mruknął Cahir, poprawiając popręg odzyskanego cisawego ogierka.

— Tfu, tfu… Ale bo to też tak jakoś jest… Kto się z tą waszą Ciri zetknie, jakby łeb pod topór wkładał… Nieszczęście ta dziewczyna przynosi… Nieszczęście i śmierć.

— Wypluj, Milva.

— Tfu, tfu, na urok, na Złe… Ależ chłód, aż mną trzęsie… I pić się chce, a w rzece przy brzegu znowu trupa gnijącego widziałam. Brrr… Mdli mnie… Wyrzygam się chyba…

— Masz — Cahir podał jej manierkę. - Napij się. I usiądź blisko mnie, ogrzeję cię.

Kolejny sum uderzył na płyciźnie w stado uklei, ławica rozprysnęła się po powierzchni srebrzystym gradem.

W księżycowej smudze mignął gacek lub lelek.

— Kto to wiedzieć może — mruknęła w zamyśleniu Milva, przytulona do ramienia Cabira — co jutro będzie? Kto tę rzekę przejdzie, a kto ziemię obłapi?

— Będzie, co ma być. Odpędź te myśli.

— Nie boisz się?

— Boję. A ty?

— Mnie mdli.

Milczeli długo.

— Rzeknij mi, Cahir, kiedyś ty się z ową Ciri spotkał?

— Po raz pierwszy? Trzy lata temu. Podczas walk o Cintrę. Wywiozłem ją z miasta. Odnalazłem ją, otoczoną pożarem ze wszystkich stron. Jechałem przez ogień, przez płomień i dym, trzymając ją w ramionach, a ona też była jak płomień.

— I co?

— Nie da się utrzymać w rękach płomienia.

— Jeśli to nie Ciri jest w Nilfgaardzie — powiedziała po długim milczeniu — tedy kto?

— Nie wiem.

Drakenborg, redański fort zamieniony na obóz mte^ife wania elfów i i

Skazańców grupowano w celi po kilkunastu, a ca icwer ka wieszano dwóch, trzech, czasami czterech. Pozostali czekali na swoją kolejkę. Długo. Niekiedy tydzień. Oczekujących zwano w obozie Wesołkami. Bo atmosfera wokół śmierci zawsze była wesoła. Po pierwsze, do posiłków podawano jeńcom kwaśne i mocno rozcieńczone wino, noszące w obozowym żargonie nazwę: "Wytrawny Dijkstra" nie było bowiem sekretem, że przedśmiertny trunek serwowany był skazanym na osobisty rozkaz szefa redańskich służb wywiadowczych. Po drugie, nikogo z celi śmierci nie wleczono już więcej na przesłuchania w złowrogiej podziemnej Pralni, a strażnikom nie wolno było znęcać się nad więźniami.

Tej nocy tradycji również działo się zadość. W celi zajmowanej przez sześciu elfów, jednego półelfa, jednego niziołka, dwóch ludzi i jednego Nilfgaardczyka było wesoło.

"Wytrawnego Dijkstrę" solidarnie zlewano na blaszany talerz i chłeptano bez pomocy rąk, albowiem taki sposób dawał największe szansę lekkiego choćby oszołomienia się cieńkuszem. Tylko jeden z elfów, Scoia'tael z rozbitego komanda lorwetha, niedawno mocno skatowany w Pralni, zachowywał spokój i powagę, zajęty wyskrobywaniem na belce ściany napisu: "Wolność lub śmierć". Podobnych napisów widniało na belkach kilkaset. Pozostali skazańcy, też zgodnie z tradycją, śpiewali w kółko hymn Wesołków, anonimową, ułożoną w Drakenborgu pieśń, której słów każdy z więźniów uczył się w barakach, słuchając nocami dźwięków dobiegających z celi śmierci, wiedząc, że kiedyś i jemu przyjdzie wystąpić w chórze.

Stuknęła zasuwa, zazgrzytał zamek. Wesołki przerwały pieśń. Wchodzący o świcie strażnicy mogli oznaczać tylko jedno — za moment chór zostanie uszczuplony o kilka z głosów. Pytanie brzmiało — czyich.

Strażnicy weszli kupą. Nieśli powrozy, służące do krępowania rąk wiedzionym pod szubienicę. Jeden pociągnął nosem, wziął pałkę pod pachę, rozwinął pergamin, odkaszlnął.

— Echel Trogelton!

— Traighlethan — poprawił bez nacisku elf z komanda Iorwetha. Jeszcze raz popatrzył na wyskrobane hasło i wstał z trudem.

— Cosmo Baldenyegg!

Niziołek głośno przełknął ślinę. Nazarian wiedział, że więziono go pod zarzutem aktów dywersji, dokonywanych na zlecenie nilfgaardzkiego wywiadu. Baldenyegg nie przyznawał się jednak do winy i uparcie twierdził, że oba kawaleryjskie konie ukradł z własnej inicjatywy i dla zarobku, a Nilfgaard nic do tego nie ma. Ale najwyraźniej nie uwierzono mu.

— Nazarian!

Nazarian wstał posłusznie, podał strażnikom ręce do związania. Gdy wyprowadzano całą trójkę, reszta Wesołków podjęła śpiew.

Świt gorzał purpurą i czerwienią. Zapowiadał się piękny, słoneczny dzień.

Hymn Wesołków, stwierdził Nazarian, wprowadzał w błąd. Powieszeni nie mogli odtańczyć żwawego wisielczego tańca, albowiem wieszano nie na szubienicy z poprzeczką, lecz na zwyczajnych słupach, wkopanych w ziemię. Spod nóg nie wytrącano zaś stołków, lecz praktyczne, niziutkie, noszące ślady częstego używania brzozowe pieńki. Anonimowy, stracony przed rokiem twórca piosenki nie mógł wszakże o tym wiedzieć, gdy tworzył. Jak każdy powieszony, poznał detale na krótko przed śmiercią. W Drakenborgu egzekucji nigdy nie wykonywane publicznie. Sprawiedliwa kara, nie sadystyczna zemsta.

Słowa te również przypisywano Dijkstrze.

Elf z komanda Iorwetha strząsnął z siebie ręce strażników, bez ociągania wszedł na pieniek i pozwolił nałożyć sobie pętlę.

— Niech ży…

Pieniek wykopnięto mu spod nóg.

Dla niziołka potrzebne były dwa pieńki, które ustawiono jeden na drugim. Rzekomy dywersant nie próbował wznosić żadnych patetycznych okrzyków. Wierzgnął energicznie krótkimi nogami i obwisł na słupie. Głowa bezwładnie opadła ma na bark.

Strażnicy chwycili Nazariana, a Nazarian nagle zdecydował się.

— Będę mówił! - wychrypiał. - Będę zeznawał! Mam ważne informacje dla Dijkstry!

— Trochę późno — rzeki z powątpiewaniem Vascoigne, asystujący przy egzekucji zastępca komendanta Drakenborgu do spraw politycznych. - W co drugim z was na widok stryczka budzi się fantazja!

— Nie zmyślam! — Nazarian szarpnął się w ramionach katów. - Mam informacje!

Po niecałej godzinie Nazarian siedział w karcerze i zachwycał się urodą życia, goniec stał w gotowości obok konia i z zapałem drapał się w krocze, a Vascoigne czytał i sprawdzał przeznaczony dla Dijkstry raport.

Uniżenie zawiadamiam JWP Hrabiego, ze zbrodzień imieniem Nazarian, skazany za napaść na królewskiego urzędnika, zeznał, co następuje: działając na rozkaz niejakiego Ryensa, w dniu lipcowego nowiu tego roku, wraz ze dwoma wspólnikami swemi, elfim mieszańcem Schirru i Jagłą, brał udział w morderstwie jurystów Codringhera i Fe

Dalej zeznał złoczyńca Nazarian: wspólnik jego Schirru z domu jurystów dokumenta skradł, które Ryensowi dostarczone były do Carreras, do oberży "Pod Lisem Przecherą". O czym Ryens i Schirru tam konwersowali, Nazarianowi nie jest wiadome, ale nazajutrz cała owa przestępcza trójca do Brugge się udała i tam Czwartego dnia po nowiu dopuściła się porwania młodej pa

Powyższe ściśle tajnie kurierem JWP Hrabiemu ekspediuję. Dokładny protokół przesłuchania takoż poślę, jeno go skryba na czysto przepisze. Uniżenie JWP Hrabiego o instrukcje upraszam, co ze złoczyńcą Nazarianem uczynić. Azali wsypać mu kąsać bizunem, by więcej ostali raczył przypomnieć sobie, azali obwiesić wedle obserwancyi.

Kreślę się z szacunkiem etc, etc.