Страница 40 из 75
– …dlatego uważam, że przesunięcie zachodniej granicy i oparcie jej na Odrze i Nysie Łużyckiej było fatalnym błędem – perorował jakiś chłopak w studenckiej czapce. – Jeśli już chcieliśmy zająć te tereny, należało konsekwentnie wysiedlić wszystkich Niemców lub nie osiedlać tam Polaków i Żydów. Mozaika etniczna niby przyczyniła się do repolonizacji tej ziemi, ale przez ostatnie dwadzieścia lat ekstremiści z Werwolfu zabili przeszło dwa tysiące naszych, osadników i autochtonów…
– Grubszym błędem było przyznanie Niemcom pełnej niepodległości – odezwał się jego towarzysz. – Zaraz skoczą nam do gardeł. W Rzeszy żyje sto milionów Niemców. Po tym, jak wstrzymaliśmy im fundusze strukturalne, bezrobocie sięgnęło tam trzydziestu pięciu procent, tylko patrzeć nowego Hitlera…
– Dolicz jeszcze dziesięć milionów na ziemiach odzyskanych – odezwał się pierwszy. – I z pięć milionów gastarbeiterów. To potencjalna piąta kolumna.
– A nas jest raptem sześćdziesiąt pięć milionów. Nigdy w historii nie mieli takiej przewagi liczebnej. A nie zapominajmy o ukraińskich ekstremistach tu, we Lwowie, białoruskich snajperach w Mińsku, na Litwie jest już niemal regularna partyzantka… Polska pali się na wszystkich krawędziach. Dziś okazaliśmy fatalną słabość wobec Rzeszy, jutro ten świr, generał Pawluk, zrobi powstanie i oderwie Ukrainę.
– Nie taki z niego wariat – zaoponował ktoś siedzący za filarem. – Pomysł z przerabianiem taksówek na pojazdy bojowe jest genialny… Zresztą ma tego już ponoć kilkadziesiąt tysięcy, a na razie grzecznie powtarza jak mantrę, że jest naszym sojusznikiem i chciałby tylko rozszerzenia autonomii.
– Gdybyśmy nie mieli atomówek, to te jego taksówki już by jeździły po ulicach Lwowa. A co będzie, jak Szwaby skopiują jego pomysł?
– Są zdemilitaryzowani…
– Po pierwszej światowej też byli. A produkcję takich wyrzutni łatwo ukryć. Nasze szczęście, że brak im przemysłu samochodowego, bo…
Miałem ochotę jeszcze przez chwilę posłuchać, ale w przejściu prowadzącym do drugiej piwnicy stanęła Magda. Pomachała mi. Wyjąłem zza pleców bukiet i ruszyłem w jej stronę.
Drugie pomieszczenie było niemal identycznej wielkości. Ściany wymurowane z wapie
– Wsioho najkraszczoho. – Z uśmiechem podałem jej kwiaty.
– Szad szenorhagal em – odpowiedziała po ormiańsku, nadstawiając policzek.
Pocałowałem ją.
– To moi przyjaciele, głównie z klasy. – Przedstawiła mi po kolei wszystkich, ale oczywiście imiona natychmiast dokumentnie mi się poplątały. Siedliśmy za stołem, zaraz też wniesiono dla mnie kufel zimnego piwa. Popatrzyłem z niepokojem.
– Spokojnie. – Ścisnęła moją dłoń. – Jesteśmy u mnie w domu. Zresztą nawet gdyby wpadła policja, koncesji na wyszynk nam nie zabiorą. Jan Kazimierz nadał mojej rodzinie wieczyste prawo produkcji i handlu alkoholem, a nasza władza szanuje stare przywileje…
Pokręciłem z uznaniem głową. Piwo było bardzo dobre, jasne i lekkie, pszeniczne chyba. Miało nie więcej niż trzy procent alkoholu.
– Pawluk to nazwisko ostatnio dość głośne… – zauważyła śliczna brunetka.
Jak miała na imię? A tak, Gosia.
– Generał Ihor Pawluk jest moim wujkiem. – Nie widziałem powodów, żeby to ukrywać. – Ale nie przyjechałem tu na przeszpiegi – zażartowałem.
Odprężyli się.
– Sporo pisano w brukowcach na temat tej jego cudownej broni. Naprawdę chce zrobić czołgi z taksówek? – zainteresował się Marek.
– Skąd! – zaprotestowałem. – Żadne czołgi. To tylko nieco unowocześnione jednoosobowe samochody terenowe. Dozbrojone tak, by sprawdziły się na nowoczesnym polu walki. Ostatecznie nasze korpusy ekspedycyjne wspierają Polskę w kilku konfliktach jednocześnie…
– Niewiele napisali o parametrach technicznych – mruknął Sławek. – Widziałeś te pojazdy na oczy?
– Owszem.
– Jak z szybkostrzelnością? – zapytał.
– Wersja podstawowa, automatyczna, odpala dziesięć pocisków rakietowych na minutę, zestaw podwójny dwukrotnie więcej. Są problemy z celnością, ale nasze laboratoria już nad tym pracują. W standardowym samochodzie osobowym, po wyrzuceniu tylnych siedzeń oraz przedniego fotela pasażera, mieści się dodatkowy zbiornik paliwa o objętości stu sześćdziesięciu litrów oraz czterdzieści rakiet – wyjaśniłem. – Ich podawanie na wyrzutnię jest zautomatyzowane. Można też dopiąć od tyłu zwykłą przyczepkę z dwoma zapasowymi stelażami pocisków. Tak więc, zakładając minimalną celność dwudziestu pięciu procent, możemy wyeliminować na przykład trzydzieści czołgów… Oczywiście teoretycznie. Jedną rakietą ciężko jest zniszczyć czołg, a nasze pojazdy można podziurawić z karabinu. Dywizji pancernej musielibyśmy przeciwstawić pięć, może osiem samochodów, co oznacza poważne straty w ludziach. Jednak w przypadku długotrwałej wojny na wyniszczenie będziemy górą. Budowa czołgu trwa długo, pochłania masę części. Potem smary, części zamie
Zagryźli wargi, zastanawiając się nad moją wypowiedzią.
– A jaki jest zasięg operacyjny takiego pojazdu? – zapytał wreszcie Marek.
– W przypadku wozów terenowych, przy zużyciu średnio ośmiu litrów ropy na sto kilometrów, jest w stanie przejechać bez tankowania dwa tysiące kilometrów, choć uwzględniając współczy
– To dojedziecie do Chin – mruknęła Gosia. – Chyba że wolicie Hiszpanię. Z Kijowa do Warszawy w ile? Cztery godziny?
– Oj, tam. – Machnąłem ręką. – Jesteście sojusznikami od pół wieku, więc powi
– Po trzecim wylewie nie bardzo jest w stanie kierować państwem – zauważyła Magda.
– Ale jego wnuk Grigorij, po tatusiu Hohenzollern… Dość o polityce, solenizantka wygląda na znudzoną. Porozmawiajmy lepiej o czymś wzniosłym – zaproponowałem.
– Może o fizyce lotu szybszego niż światło? – rzucił Witek. Wszyscy parsknęli śmiechem.
– Twojemu wujkowi nic nie wyjdzie z tych taksówek – powiedział do mnie Piotrek na boku. – W razie czego wyślemy bombowce strategiczne. Bomby napalmowe…
– A po co je wysyłać? – Udałem zdziwienie. – Przecież jesteśmy sojusznikami – podkreśliłem z mocą.
Rozmowa potoczyła się w i
A było jeszcze jakieś draństwo o kryptonimie „babie lato”, nitki z włókna węglowego o średnicy jednego mikrona i długości kilkunastu kilometrów. Jedna taka utrzymywała ciężar kilkuset kilo. Tylko nie bardzo wiedziałem, na jakiej zasadzie to ma działać. Może przeciw helikopterom? A w naszym arsenale z pewnością było jeszcze sporo niespodzianek, przecież wujek nie pokazał mi wszystkiego.
– Słyszeliście, że w naszym skansenie mają kręcić „Wilcze gniazdo” według książki Komudy? – rzuciła nowy temat Gosia.
– Cholerni koniunkturaliści – parsknęła śliczna blondynka z wystającymi kośćmi policzkowymi. Chyba miała na imię Dorota. – Bez przerwy te lektury szkolne ekranizują. Tylko na pieniądzach im zależy, a kinematografia podupada.
– Fakt – mruknął Paweł. – Mogliby część zysków ze sprzedaży naszych seriali do Brazylii i Wenezueli przeznaczyć na nakręcenie czegoś naprawdę wybitnego. A nie tej sieczki, którą wciskamy Amerykanom.
– „Wilcze gniazdo” będzie reżyserował Staszek Mąderek. – Brunetka broniła swojego zdania. – To może być niezły film.
– Kto?! – zdumiała się solenizantka. – To my czekamy na trzecią część „Gwiazd w czerni”, a on się na drobne przy chałturze rozmienia?
– A u was ponoć robią „Ogniem i mieczem”? – Paweł popatrzył na mnie nad stołem. – W gazetach pisano, że Ukrfilm zwerbował naszych aktorów za jakieś nieprawdopodobne pieniądze.
Uśmiechnąłem się skromnie.
– No fakt, trzeba było grubej mamony, żeby przełamać ich opory. Ale musieliśmy mieć dokładnie tych samych, żeby nasza wersja była w pełni kompatybilna. Zawsze taniej kupić niewykorzystaną kliszę oraz prawa i przemontować sceny, niż kręcić od zera.
– A co wam się w filmie nie podobało? – zdziwił się Maciek.
– Wasza wersja wydarzeń nie do końca odpowiadała oczekiwaniom ukraińskiego widza – wyjaśniłem. – Sienkiewicz nas chyba nie lubił… Zresztą planujemy poprawić tylko kilka scen ze środka, no i zakończenie. Wolelibyśmy, żeby było bardziej optymistyczne.
– Przecież dobrze się kończyło? – Olga uniosła brwi. – Skrzetuski spotkał się z Heleną, nawet Bohun żywy wyszedł…