Страница 51 из 58
— Jestem! — powtórzyła.
— Nareszcie. Rozbieraj się i do balii. Prędziutko. Czarodziejka nie obejrzała się, nie odwróciła od stołu, spoglądała na Ciri odbiciem w zwierciadle. Wolnymi ruchami czesała swe wilgotne czarne loki, rozprostowujące się pod naciskiem grzebienia, po to tylko, by za chwilę znowu skręcić się w lśniące fale.
Dziewczynka błyskawicznie rozpięła klamerki butów, zrzuciła je, wyswobodziła się z odzieży i z pluskiem wylądowała w balii. Chwyciwszy mydło, zaczęła energicznie szorować przedramiona.
Ye
Czarodziejka odłożyła grzebień, ale nadal w zamyśleniu patrzyła w okno, na chmary kruków i wron lecące na wschód wśród przeraźliwego krakania. Na stole, obok zwierciadła i imponującej baterii flakonów z kosmetykami, leżało kilka listów. Ciri wiedziała, że Ye
Chlupocąc dla niepoznaki lewą ręką, złożyła palce prawej w gest, skoncentrowała się na formule, utkwiła wzrok w listach i wysłała impuls.
— Ani mi się waż — powiedziała Ye
— Myślałam… — chrząknęła. - Myślałam, że któryś jest od Geralta…
— Gdyby tak było, dałabym ci go — czarodziejka obróciła się na krześle, usiadła przodem do niej. - Długo jeszcze tego mycia?
— Skończyłam.
— Wstań, proszę.
Ciri usłuchała. Ye
— Tak — powiedziała. - Dzieciństwo to ty już masz za sobą. Zaokrągliłaś się tam, gdzie należało. Opuść ręce. Twoje łokcie mnie nie interesują. No, no, bez pąsów, bez fałszywego wstydu. To twoje ciało, najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. To, że dojrzewasz, jest równie naturalne. Gdyby twoje losy potoczyły się inaczej… Gdyby nie wojna, byłabyś już od dawna żoną jakiegoś księcia lub królewicza. Zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? Rozmawiałyśmy o sprawach dotyczących płci dostatecznie często i na tyle precyzyjnie, byś wiedziała, że jesteś już kobietą. Fizjologicznie, ma się rozumieć. Chyba nie zapomniałaś, o czym rozmawiałyśmy?
— Nie. Nie zapomniałam.
— W czasie wizyt u Jarre, mam nadzieję, też nie masz kłopotów z pamięcią?
Ciri spuściła oczy, ale tylko na chwilę. Ye
— Wytrzyj się i chodź tu do mnie — powiedziała chłodno. - Nie chlap, proszę.
Okręcona ręcznikiem Ciri przysiadła na zydelku przy kolanach czarodziejki. Ye
— Zła jesteś na mnie? — spytała dziewczynka z ociąganiem. - Za to, że… byłam w wieży?
— Nie. Ale Ne
— Ale ja nic… Ten Jarre w ogóle mnie nie obchodzi — Ciri zarumieniła się lekko. - Ja tylko…
— Właśnie — mruknęła czarodziejka. - Ty tylko. Nie rób z siebie dziecka, bo już nim nie jesteś, przypominam. Ten chłopiec na twój widok ślini się i zaczyna jąkać. Nie widzisz tego?
— To nie moja wina! Co mam zrobić?
Ye
— Nie baw się nim. Bo to podłe.
— Wcale się nim nie bawię! Tylko z nim rozmawiam!
— Chciałabym wierzyć — czarodziejka szczęknęła nożycami, obcinając kolejny kosmyk, za nic w świecie nie dający się ułożyć — że podczas tych rozmów pamiętasz, o co cię prosiłam.
— Pamiętam, pamiętam!
— Ta inteligentny i bystry chłopak. Jedno, drugie nieopatrzne słowo może go naprowadzić na właściwy trop, na sprawy, o których wiedzieć nie powinien. O których nikt nie powinien wiedzieć. Nikt, absolutnie nikt nie może się dowiedzieć, kim jesteś.
— Pamiętam — powtórzyła Ciri. - Nikomu nie pisnęłam słówka, możesz być pewna. Powiedz mi, czy to dlatego musimy tak nagle wyjechać? Boisz się, że ktoś mógł się dowiedzieć, że tu jestem? Dlatego?
— Nie. Z i
— Czy dlatego… że może być wojna? Wszyscy mówią o nowej wojnie! Wszyscy o tym mówią, pani Ye
— Owszem — potwierdziła chłodno czarodziejka, szczękając nożycami nad uchem Ciri. - To temat z grupy tak zwanych nieustających. Mówiło się o wojnach, mówi o nich i będzie się mówić. I nie bez kozery — wojny były i będą. Pochyl głowę.
— Jarre mówił… że wojny z Nilfgaardem nie będzie. Opowiadał o jakichś analogiach… Pokazywał mi mapę. Sama już nie wiem, co o tym sądzić. Nie wiem, co to są te analogie, to pewnie coś strasznie mądrego… Jarre czyta różne uczone księgi i wymądrza się, ale ja myślę…
— Ciekawi mnie, co myślisz, Ciri.
— W Cintrze… Wtedy… Pani Ye
Ciri uniosła głowę, głos uwiązł jej w krtani. Ye
— Niestety — powiedziała cicho. - Niestety, masz rację, brzydulko. Gdyby umiejętność korzystania z doświadczeń i wyciągania wniosków decydowały, dawno już zapomnielibyśmy, czym jest wojna. Ale tych, którzy do wojny dążą, nigdy nie powstrzymywały i nie powstrzymają doświadczenia ani analogie.
— A więc jednak… Jednak to prawda. Będzie wojna. Czy to dlatego musimy wyjechać?
— Nie mówmy o tym. Nie martwmy się na zapas.
Ciri pociągnęła nosem.
— Ja już widziałam wojnę — szepnęła. - Nie chcę jej już oglądać. Nigdy. Nie chcę znowu być sama. Nie chcę się bać. Nie chcę znowu stracić wszystkiego, jak wtedy. Nie chcę stracić Geralta… i ciebie, pani Ye
— Będziesz — głos czarodziejki drgnął lekko. - I ja będę z tobą, Ciri. Zawsze. Obiecuję ci.
Ciri znowu pociągnęła nosem. Ye
— Gdy tu przyjechałam — odezwała się nagle czarodziejka swym zwykłym dźwięcznym, lekko drwiącym głosem. - Gdy spotkałyśmy się po raz pierwszy… Nie lubiłaś mnie.
Ciri milczała. Nasze pierwsze spotkanie, pomyślała. Pamiętam. Byłam z i
Dziwne, znaczące spojrzenia, podniecenie w oczach. I szept. Ye
Od razu wiedziałam wtedy, pomyślała Ciri, że to ona. Bo widziałam ją. Widziałam ją poprzedniej nocy. W moim śnie.
Ona.
Nie znałam wtedy jej imienia. W moim śnie milczała. Patrzyła na mnie tylko, a za nią w ciemności widziałam zamknięte drzwi…
Ciri westchnęła. Ye
— Masz rację — przyznała poważnie dziewczynka, patrząc wprost we fiołkowe oczy czarodziejki. - Nie lubiłam Cię.
— Ciri — powiedziała Ne
Dziewczynka ukłoniła się, składając dłonie w pełen szacunku gest. Czarodziejka, szeleszcząc długą czarną suknią, zbliżyła się, ujęta ją pod brodę, dość bezceremonialnie uniosła jej głowę, obróciła w lewo, w prawo. Ciri poczuła złość i rodzący się bunt — nie przywykła, by ktoś traktował ją w taki sposób. A jednocześnie doznała ukłucia palącej zazdrości. Ye
— A więc to jest sły
Ciri drgnęła i wtuliła głowę w ramiona. Nie, tego jednego nie zazdrościła Ye
Czarodziejka odwróciła się w stronę tęgiej arcykapłanki. Gwiazda na jej szyi zapłonęła refleksem słońca wpadającego przez okna refektarza.
— Tak, Ne
— Nie znam jej rodowodu — odrzekła spokojnie arcykapłanka. - Nie interesowało mnie to.
— Wysoka, jak na jej wiek — kontynuowała czarodziejka, wciąż taksując Ciri wzrokiem. Dziewczynka gotowała się ze złości i zdenerwowania, walczyła z przemożnym pragnieniem, by wrzasnąć wyzywająco, wrzasnąć, ile mocy w płucach, zatupać nogami i uciec do parku, po drodze zwalając wazon ze stołu i trzaskając drzwiami tak, by tynk posypał się z powały.