Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 81 из 85

Nie zemdlała. Czuła. Bito ją. Bito ją mocno, okrutnie, tak, jak bije się mężczyznę. Ciosami, które mają nie tylko boleć, lecz takimi, które mają złamać, które mają wytłuc z bitego wszelką energię i wolę oporu. Bito ją, podrygującą w stalowym uścisku wielu rąk.

Chciała zemdleć, ale nie mogła. Czuła.

— Dosyć — usłyszała nagle, z daleka, zza kurtyny bólu.

— Oszalałeś, Rience? Chcecie ją zabić? Potrzebna mi jest żywa.

— Obiecałem jej, mistrzu — warknął majaczący przed nią cień, stopniowo przybierający postać i twarz Rience'a.

— Obiecałem, że jej odpłacę… Tymi rękoma…

— Mało mnie obchodzi, co jej obiecałeś. Powtarzam, potrzebna mi jest żywa i zdolna do artykułowanej mowy.

— Z kota i wiedźmy — zaśmiał się ten, który trzymał ją za włosy — nie tak łatwo żywot wybić.

— Nie mądrz się, Schirru. Powiedziałem, wystarczy bicia. Podnieście ją. Jak się masz, Ye

Czarodziejka splunęła czerwono, podniosła puchnącą twarz. W pierwszej chwili nie poznała go. Nosił coś w rodzaju maski, zakrywającej całą lewą stronę głowy. Ale przecież wiedziała, kto to jest.

— Idź do diabła, Vilgefortz — wybełkotała, ostrożnie dotykając językiem przednich zębów i pokaleczonych warg.

— Jak oceniasz moje zaklęcie? Podobało ci się, jak podniosłem cię z morza razem z tą łódką? Podobał ci się lot? Jakimi zaklęciami się zabezpieczyłaś, że zdołałaś przeżyć upadek?

— Idź do diabła.

— Zerwijcie jej z szyi tę gwiazdę. I do laboratorium z nią. Nie marnujmy czasu.

Wleczono ją, ciągnięto, czasami niesiono. Kamienista równina, na niej leżała rozwalona «Alkyone». I liczne i

Nad równiną, daleko, sterczały w zachmurzone niebo szczyty gór.

Potem były mury, bramy, krużganki, posadzki, schody. Wszystko jakieś dziwnie, nienaturalnie wielkie… Wciąż za mało szczegółów, by mogła zorientować się, gdzie jest, dokąd trafiła, dokąd zaniosło ją zaklęcie. Twarz jej puchła, dodatkowo utrudniając obserwację. Jedynym dostarczającym informacji zmysłem stał się węch — momentalnie wyczuła formalinę, eter, spirytus. I magię. Zapachy laboratorium.

Brutalnie posadzono ją na stalowym fotelu, na przegubach i kostkach boleśnie zatrzasnęły się zimne i ciasne obejmy. Zanim stalowe szczęki imadła ścisnęły skronie i unieruchomiły głowę, zdołała rozejrzeć się po obszernej i jaskrawo oświetlonej sali. Zobaczyła jeszcze jeden fotel, dziwaczną stalową konstrukcję na kamie

— I owszem — usłyszała głos stojącego z tyłu Vilgefortza. - Ten fotelik jest dla twojej Ciri. Czeka już od dawna, nie może się doczekać. Ja też.

Słyszała go z bliska, wręcz czuła jego oddech. Wbijał jej igły w skórę głowy, przypinał coś do małżowin uszu. Potem stanął przed nią i zdjął maskę. Ye

— To dzieło właśnie twojej Ciri — powiedział, wskazując swe niegdyś klasycznie piękne, teraz ohydnie zmasakrowane oblicze, okratowane złotymi klamrami i uchwytami podtrzymującymi wielofasetkowy kryształ w lewym oczodole.

— Usiłowałem ją pochwycić, gdy wchodziła w teleport Wieży Mewy — wyjaśnił spokojnie czarodziej. - Chciałem ratować jej życie, pewien, że teleport ją zabije. Naiwny! Przeszła gładko, z taką siłą, że portal wybuchnął, eksplodował mi prosto w twarz. Straciłem oko i lewy policzek, także sporo skóry na twarzy, szyi i piersi. Bardzo przykre, bardzo dolegliwe, bardzo komplikujące życie. I bardzo nieładne, prawda? Ha, trzeba było mnie widzieć, zanim zacząłem to magicznie regenerować.

— Gdybym wierzył w takie rzeczy — podjął, wpychając jej do nosa zagiętą miedzianą rurkę — pomyślałbym, że to zemsta Lydii van Bredevoort. Zza grobu. Regeneruję to, ale powolnie, czasochło

Wbijał jej grube igły w żyły na wierzchu dłoni. Niekiedy nie trafiał, kłuł aż do kości. Ye

— Narobiłaś mi kłopotów. Zmusiłaś do oderwania się od pracy. Naraziłaś na ryzyko. Pchając się tą łódką na Głębię Sedny, pod mój Wsysacz… Echo naszego krótkiego pojedynku było silne i dalekie, mogło obić się o wścibskie i niepowołane uszy. Ale nie mogłem się powstrzymać. Myśl, że będę cię tu mógł mieć, że będę mógł podłączyć cię do mojego skanera, była zbyt pociągająca.

— Bo chyba nie przypuszczasz — wbił kolejną igłę — że dałem się nabrać na twoją prowokację? Że połknąłem przynętę? Nie, Ye

Ye

— Pomyślałem więc — Vilgefortz wepchnął jej do nosa drugą rurkę, tym razem szklaną — że jedynym sposobem na wyskanowanie Ciri jest sonda empatyczna. Do tego potrzebny był mi jednak ktoś, kto miał z dziewczyną dostatecznie silny kontakt emocjonalny i wypracował empatyczną matrycę, taki, że użyję neologizmu, algorytm uczuć i sympatii wzajemnej. Myślałem o wiedźminie, ale Wiedźmin zniknął, poza tym wiedźmini są marnymi mediami. Miałem zamiar kazać porwać Triss Merigold, naszą Czternastą ze Wzgórza. Zastanawiałem się nad uprowadzeniem Ne

— Oczywiście — podjął, wycierając ręce — należałoby ci się trochę wyjaśnień. Na przykład — skąd i jak dowiedziałem się o Starszej Krwi? O dziedzictwie Lary Dorren? Czym właściwie jest ten gen? Jak doszło do tego, że Ciri go ma? Kto go jej przekazał? W jaki sposób odbiorę go jej i do czego wykorzystam? Jak działa Wsysacz Sedny, kogo nim wessałem, co z wessanymi uczyniłem i dlaczego? Prawda, że wiele pytań? Aż żal, że nie ma czasu, by ci o wszystkim opowiedzieć, wszystko wyjaśnić. Ba, zadziwić, bo pewien jestem, że kilka faktów zadziwiłoby cię, Ye

Czarodziejka zacisnęła zęby, dusząc się głębokim, rwącym się z trzewi jękiem.

— Wiem — kiwnął głową Vilgefortz, przysuwając bliżej duży profesjonalny megaskop, ekran i wielką kryształową kulę na trójnogu, omotaną pajęczyną srebrnych drucików. - Wiem, to bardzo przykre. I bardzo bolesne. Im prędzej przystąpisz do skanowania, tym krócej to będzie trwało. No, Ye

Ye

— Boli — domyślił się Vilgefortz, wpijając się w nią żywym okiem i martwym kryształem. - No pewnie, że boli. Skanuj, Ye

Zacisnęła szczęki, aż zatrzeszczały zęby.

— No, Ye

Jego głos był aksamitny i ciepły.

— Skanuj, Ye

Ye

— Rience!

Ye

— Czasami — powiedział Vilgefortz, pochylając się nad nią — tam, gdzie zawodzi magia, eliksiry i narkotyki, skutkuje na opornych zwykły, stary, dobry, klasyczny ból. Nie zmuszaj mnie do tego. Skanuj.

— Idź do diabła, Vilgefoooortz!

— Dokręcaj śruby, Rience. Powoli.

Vilgefortz spojrzał na bezwładnie ciało wleczone po posadzce w kierunku schodów prowadzących do podziemi. Potem podniósł oko na Rience'a i Schirru.

— Zawsze istnieje ryzyko — powiedział — że któryś z was wpadnie w ręce moich wrogów i będzie przesłuchiwany. Chciałbym wierzyć, że wówczas wykazalibyście się nie mniejszym hartem ciała i ducha. Tak, chciałbym w to wierzyć. Ale nie wierzę.

Rience i Schirru milczeli. Vilgefortz ponownie uruchomił megaskop, wyświetlił na ekranie obraz generowany przez ogromny kryształ.

— To wszystko, co wyskanowała — powiedział, wskazując. - Ja chciałem Cirilli, ona dała mi wiedźmina. Ciekawe. Nie pozwoliła sobie wydrzeć empatycznej matrycy dziewczyny, ale przy Geralcie pękła. A o jakiekolwiek uczucia względem tego Geralta nie podejrzewałem jej wcale… No, ale zadowolimy się na razie tym, co mamy. Wiedźmin, Cahir aep Ceallach, bard Jaskier, jakaś kobieta? Hmmm… Kto podejmie się tego zadania? Ostatecznego rozwiązania kwestii wiedźmińskiej?