Страница 71 из 85
— Zrobimy go na pieroga.
— Na pieroga?
— Ciszej, panie koroner.
— Ale… Ach, nieważne. Dobra. Daję ci wolną rękę.
— Jutro sprawcie, byśmy stanęli w jakiejś wsi na kwaterę. Ja już resztę załatwię. A teraz dla pozoru zburczcie mnie srogo, a ja odejdę.
— Nijak mi burczeć — uśmiechnął się do niej oczami i mrugnął lekko, natychmiast przybierając nadętą minę surowego dowódcy. - Bo zadowolony jestem z pani, pani Selborne.
Powiedział «pani». Pani Selbome. Jak do oficera.
Mrugnął znowu.
— Nie! — powiedział i machnął ręką, wybornie grając swą rolę. - Prośbie odmawiam! Odmaszerować!
— Tak jest, panie koroner.
Następnego dnia, późnym popołudniem, Skellen zarządził postój w wiosce nad rzeką Lete. Wieś była bogata, otoczona palisadą, wjeżdżało się przez elegancki kołowrót ze świeżych sosnowych belek. Nazywała się ta wieś Goworożec — a brała się ta nazwa od malej kamie
Pamiętam, przypomniała sobie Ke
Rozłożyliśmy się we wsi obozem. Skellen, jak było umówione, zajął świetlicę.
Po niecałej godzinie zrobiliśmy niewidzialnego szpiega na pieroga. Klasycznym, podręcznikowym sposobem.
— Proszę podejść — polecił głośno Puszczyk. - Proszę podejść i rzucić okiem na ten dokument… Zaraz? Czy wszyscy już są? Żebym nie musiał dwa razy tłumaczyć.
Ola Harsheim, który właśnie upił ze skopka nieco rozcieńczonej zsiadłym mlekiem śmietany, oblizał wargi ze śmietanowych wąsów, odstawił naczynie, rozejrzał się, policzył. Dacre Silifant, Bert Brigden, Neratin Ceka, Ta Echrade, Joa
— Nie ma Dufficeya.
— Wołać.
— Kriel! Duffi Kriel! Do dowódcy na odprawę! Po ważne rozkazy! Biegiem!
Dufficey Kriel, zdyszany, wbiegł do izby.
— Wszyscy są, panie koroner — zameldował Ola Harsheim.
— Zostawcie okno otwarte. Śmierdzi tu czosnkiem, że zdechnąć można. Drzwi też otwórzcie, zróbcie przeciąg.
Brigden i Kriel posłusznie otworzyli okno i drzwi. Ke
— Proszę podejść, panowie. Otrzymałem od cesarza ten oto dokument, tajny i niezwykłej wagi. Proszę o uwagę…
— Teraz! — wrzasnęła Ke
Ola Harsheim i Dacre Silifant chwycili skopki i równocześnie chlusnęli śmietaną we wskazywanym przez Ke
Potem wszyscy rzucili się na oblepionego śmietaną i mąką szpiega, zdarli mu z głowy czapkę-niewidkę, chwycili za ręce i nogi. Przewróciwszy stół blatem do dołu, przykrępowali kończyny pojmanego do stołowych nóg. Ściągnęli mu buty i onuce, jedną z onuc wtłoczyli w rozwarte do krzyku usta.
Aby uwieńczyć dzieło, Dufficey Kriel z rozmachem kopnął pojmanego w żebra, a pozostali z zadowoleniem przyjrzeli się, jak kopniętemu oczy wylazły na wierzch.
— Piękna robota — ocenił Puszczyk, który przez cały, niebywale krótki czas zajścia nie poruszył się, stojąc ze skrzyżowanymi na piersi rękami.
— Brawo, Gratuluję. Przede wszystkim pani, pani Selborne.
Cholera, pomyślała Ke
— Panie Brigden — powiedzial chłodno Stefan Skellen, stając nad rozkrzyżowanym między stołowymi nogami jeńcem — proszę włożyć żelaza w węgle. Panie Echrade, proszę dopilnować, by w pobliżu świetlicy nie kręciły się dzieci.
Pochylił się, zajrzał związanemu w oczy.
— Dawno się nie pokazywałeś, Rience — powiedział. - Już się zaczynałem martwić, że spotkało cię jakieś nieszczęście.
Uderzył dzwon kordegardy, sygnał zmiany warty. Siostry Scarra chrapały melodyjnie. Kohut mlaskał przez sen, obejmując taboret.
Grał zucha, przypomniała sobie Ke
Mimo tego, gdy wyciągnięto mu knebel, czarownik Rience próbował udawać zucha.
— No, dobra, Skellen! Złapaliście mnie, wasza wzięła! Gratuluję. Niski pokłon przed techniką, fachowością i profesjonalizmem. Świetnie wyszkoleni ludzie, pozazdrościć. A teraz proszę mnie uwolnić z tej niewygodnej pozycji.
Puszczyk podsunął sobie krzesło, usiadł na nim okrakiem, opierając splecione dłonie i podbródek na oparciu. Patrzył na jeńca z góry. I milczał.
— Każ mnie uwolnić, Skellen — powtórzył Rience. - A potem wyproś stąd podwładnych. To, co mam do powiedzenia, przeznaczone jest wyłącznie dla twoich uszu.
— Panie Brigden — spytał Puszczyk, nie odwracając głowy. - Jaki kolor mają żelazka?
— Jeszcze chwila, panie koroner.
— Pani Selborne?
— Kłopotliwie się go teraz czyta — wzruszyła ramionami Ke
— Nie będzie to potrzebne. Spróbujemy klasycznie, czerwonym żelazem.
— Do diabła! — zawył szpieg. - Skellen! Ty chyba nie zamierzasz…
Puszczyk pochylił się, twarz zmieniła mu się lekko.
— Po pierwsze: panie Skellen — wycedził. - Po drugie: tak, jak najbardziej, zamierzam kazać przypiec ci podeszwy, Rience. Uczynię to z niewymowną satysfakcją. Potraktuję to bowiem jako wyraz sprawiedliwości dziejowej. Założę się, że nie rozumiesz.
Rience milczał, więc Skellen kontynuował.
— Widzisz, Rience, ja radziłem Vattierowi de Rideaux, by przypalił ci pięty już wówczas, siedem lat temu, gdy łasiłeś się do cesarskiego wywiadu jak pies, skamląc o łaskę i przywilej bycia zdrajcą i podwójnym agentem. Ponowiłem radę cztery lata temu, gdyś bez mydła właził w rzyć Emhyrowi, pośrednicząc w kontaktach z Vilgefortzem. Gdyś przy okazji polowania na Cintryjkę awansował ze zwykłego małego sprzedawczyka na pierwszego nieledwie rezydenta. Szedłem o zakład z Vattierem, że przypieczony powiesz, komu służysz… Nie, źle mówię. Że wymienisz wszystkich, którym służysz. I wszystkich, których zdradzasz. A wtedy, mówiłem, zobaczysz, zadziwisz się, Vattier, w ilu punktach zgadzają się obie listy. Ale cóż, Vattier de Rideaux mnie nie posłuchał. I teraz żałuje niechybnie. Ale nic straconego. Ja przypiekę cię tylko trochę, a gdy już będę wiedział, co chcę wiedzieć, odstawię cię do dyspozycji Vattiera. A on skórę z ciebie złupi, po trochu, małymi fragmentami.
Puszczyk wyjął z kieszeni chustkę i flakonik perfum. Obficie pokropił chustkę i przyłożył ją do nosa. Perfumy przyjemnie pachniały piżmem, a jednak Ke
- Żelazo, panie Brigden.
- Śledzę was na polecenie Vilgefortza! — zaryczał Rience. - Chodzi o dziewczynę! Śledząc wasz oddział, miałem nadzieję uprzedzić was, dotrzeć przed wami do tego łowcy nagród! Miałem spróbować wytargować od niego dziewkę! Od niego, nie od was! Bo wy chcecie ją zabić, a Vilgefortzowi potrzebna żywa! Co jeszcze chcecie wiedzieć? Powiem! Wszystko powiem!
— Hola, hola! — zawołał Puszczyk. - Wolnego! Toż głowa może rozboleć od tego hałasu i natłoku informacji: Wyobrażacie sobie, panowie, co będzie, gdy się go przypiecze? Zakrzyczy nas ze szczętem!
Kriel i Silifant zarechotali glośno. Ke
Rience zobaczył to i zakrakał.
— Ja wiem, jak znaleźć łowcę i dziewczynę! - wrzasnął. - Wiem to! Powiem wam!
— No pewnie.
Ke
Nagle coś pyknęło jej w głowie, poczuła w skroniach gorąco, potem nagle zimno.
I już wiedziała, znała ukrytą myśl Rience'a.
Bogowie, pomyślała. Ależ wplątałam się w kabałę…
— Powiem! — zawył czarodziej, czerwieniejąc i wpijając wybałuszone oczy w twarz koronera. - Powiem ci coś naprawdę ważnego, Skellen! Vattier de Rideaux…
Ke
Załomotały buty, do świetlicy wpadł Boreas Mun.
— Panie koroner! Prędko, panie koroner przyjechali… Nie uwierzycie, kto!