Страница 66 из 85
— No, tak — jari zmrużył oczy. - To wiele wyjaśnia. Ma się rozumieć, pod warunkiem, że komisja się nie pomyliła.
— Owszem — czarodziejka wytrzymała spojrzenie, pozwoliła sobie nawet na drwiący uśmieszek. - W Loc Grim, ma się rozumieć, mógł być równie dobrze zaprezentowany sobowtór, nie prawdziwa Ciri. To też może wiele wyjaśniać. Nie wyjaśnia jednak jeszcze jednego faktu, który ustaliła komisja Radcliffe'a. Tak dziwnego, że w pierwszej wersji raportu pominięto go jako zbyt nieprawdopodobny. W drugiej wersji raportu, ściśle utajnionej, ten fakt podano jednak. Jako hipotezę.
— Zamieniłem się w słuch już jakiś czas temu, Triss.
— Hipoteza komisji brzmi: teleport Wieży Mewy był czy
— Ye
— Gdzież tedy się znajduje?
— Też chciałabym to wiedzieć.
Było diabelnie ciemno, skryty za zwałami chmur księżyc w ogóle nie dawał światła. W porównaniu do poprzednich noc była jednak wyjątkowo mało wietrzna i dzięki temu nie tak zimna. Czółno lekko tylko kołysało się na pomarszczonej falkami powierzchni wody. Pachniało bagnem. Butwiejącym zielskiem. I węgorzym śluzem.
Gdzieś pod brzegiem bóbr strzelił ogonem o wodę, tak, że oboje podskoczyli. Ciri była pewna, że Vysogota zadrzemał, a bóbr go obudził.
— Opowiadaj dalej — powiedziała, wycierając nos czystą, nie pokrytą jeszcze śluzem częścią rękawa. - Nie Śpij. Gdy ty przysypiasz, mnie również oczy się kleją, jeszcze prąd nas zniesie i obudzimy się na morzu! Opowiadaj dalej o tych teleportach!
— Uciekając z Thanedd — podjął pustelnik — przeszłaś przez portal Wieży Mewy, Tor Lara. A Geoffrey Monck, największy chyba autorytet w kwestii teleportacji, autor dzieła zatytułowanego Magia Starszego Ludu, będącego opus magnum wiedzy o elfich teleportach, pisze, że portal Tor Lara wiedzie do Wieży Jaskółki, Tor Zireael…
— Teleport z Thanedd był spaczony — przerwała Ciri. - Może dawniej, nim się popsuł, to wiódł do jakiejś jaskółki. Ale teraz wiedzie na pustynię. To się nazywa: portal chaotyczny. Uczyłam się o tym.
— Ja, wyobraź sobie, też — parsknął staruszek. - Wiele z tych nauk pamiętam. Dlatego też tak zdumiewa mnie twoja opowieść… Niektóre jej fragmenty. Właśnie te, które dotyczą teleportacji…
— Możesz mówić jaśniej?
— Mogę, Ciri. Mogę. Ale teraz czas najwyższy wyciągnąć żak. Już pewnie nalazło do niego węgorzy. Gotowa?
— Gotowa — Ciri popluta w dłonie i chwyciła bosak. Vysogota ujął za mknący w wodzie sznur.
— Wyciągamy. Raz, dwa… trzy! I do łodzi! Łap je, Ciri, łap! Do kosza, bo pouciekają!
Już drugą noc wypływali dłubanką na bagnisty dopływ rzeki, zastawiali żaki i więcierze na węgorze, masami ciągnące ku morzu. Wracali do chałupy grubo po północy, ubabrani śluzem od góry do dołu, mokrzy i zmęczeni jak diabli.
Ale nie kładli się od razu spać. Połów przeznaczony na handel wymie
— Widzisz, Ciri, mnie ciągle spać nie daje jedna rzecz. Nie zapomniałem, jak zaraz po twoim wyzdrowieniu nie mogliśmy zgodzić się co do dat, przy czym rana na twoim policzku stanowiła najdokładniejszy z możliwych kalendarz. Rana ta nie mogła być starsza niż dziesięć godzin, ty zaś upierałaś się, że zraniono cię przed czterema dniami. Choć pewien byłem, że chodzi o zwykłą pomyłkę, nie mogłem przestać myśleć o tym, wciąż zadawałem sobie pytanie: gdzie podziały się te zgubione cztery dni?
— No i co? Gdzie one się, twoim zdaniem, podziały?
— Nie wiem.
— To pięknie.
Kot wykonał długi sus, przygwożdżona pazurami mysz zapiszczała cienko. Kocur bez pośpiechu zgryzł jej kark, wypruł wnętrzności i zaczął je z apetytem zjadać. Ciri przyglądała się beznamiętnie.
— Teleport Wieży Mewy — zaczął znowu Vysogota — wiedzie do Wieży Jaskółki. A Wieża Jaskółki…
Kot zjadł całą mysz, ogon zostawiając na deser.
— Teleport Tor Lara — powiedziała Ciri, ziewając szeroko — jest spaczony i wiedzie na pustynię. Mówiłam ci chyba ze sto razy.
— Nie w tym rzecz, ja o czym i
— Ha! To by mi pasowało. Jest jednak jeden mały szkopuł. Ja nie mam pojęcia, gdzie jest owa Wieża Jaskółki, — Na to, być może, znajdę remedium. Wiesz, Ciri, co dają człowiekowi studia uniwersyteckie?
— Nie. Co?
— Umiejętność korzystania ze źródeł.
— Wiedziałem — powiedział z dumą Vysogota — że znajdę. Szukałem, szukałem i… O, psiakrew…
Naręcze ciężkich ksiąg wymknęło mu się z palców, inkunabuły rymnęły na polepę, karty wyleciały z zetlałych opraw i rozsypały się bezładnie.
— Co znalazłeś? - Ciri kucnęła obok, pomogła mu pozbierać porozrzucane stronice.
— Wieżę Jaskółki! — pustelnik odpędził kocura, który bezczelnie usadowił się na jednej ze stronic. - Tor Zireael. Pomóż mi.
— Ależ to obrosło kurzem! Aż się lepi! Vysogoto? Co to jest? Tu, na tym obrazku? Ten człowiek wiszący na drzewie?
— To? — Vysogota przyjrzał się luźnej stronicy. - Scena z legendy o Hemdallu. Heros Hemdall wisiał przez dziewięć dni i dziewięć nocy na Jesionie Światów, by poprzez poświęcenie i ból posiąść wiedzę i moc.
— Kilka razy — Ciri potarła czoło — śniło mi się coś takiego. Człowiek wiszący na drzewie…
— Grawiura wypadła, o, z tej księgi. Jeśli chcesz, możesz później poczytać. Teraz jednak ważniejsze jest… O, nareszcie, mam. Peregrynacje po szlakach i miejscach magicznych Buyvida Backhuysena, książka przez niektórych uznawana za apokryf…
— Znaczy, za blagę?
— Mniej więcej. Ale byli i tacy, którzy książkę doceniali… O, posłuchaj… Zaraza, jak tu ciemno…
- Światła jest dość, to ty ze starości ślepniesz — powiedziała Ciri z właściwym młodości beznamiętnym okrucieństwem. - Daj, sama przeczytam. Od którego miejsca?
— Tu — pokazał kościstym palcem. - Czytaj na głos.
— Dziwacznym językiem pisał ten cały Buyvid. Assengard to był chyba jakiś zamek, jeśli się nie mylę. Ale co to za kraina: Stojeziory? Nigdy o takiej nie słyszałam. I co to jest trifolium?
— Koniczynka. A o Assengardzie i Stujeziorach opowiem ci, gdy dokończysz czytania.
— I jako żywo, ledwie elf Ayallac'h one słowa wyrzekł, jak wybiegli spod wód jeziornych ptaszkowie owi mali i czarni, co się na dnie odmętu całą zimę przed mrozem chronili. Albowiem jaskółka, jak to wiedzą ludzie uczeni, trybem i
— Wróćmy jednakoż do jeziora naszego: krążący ptaszkowie mgłę, rzekłbyś, skrzydłeczkami swemi rozproszyli, bo tandem niespodzianie wyłoniła się z mgły wieżyca cudowna, czarnoksięska, a myśmy jednym westchnęli podziwu głosem, bo była ona wieżyca jakoby z oparu utkana, mgły mająca za fundamentum, a u szczytu zwieńczona lśnieniem zorzy, czarnoksięską aurora borealis. Zaiste, potężną magiczną sztuką musiała być owa wieża zbudowana, ponad ludzkie zrozumienie.
— Spostrzegł naszą admiracyję elf Arallac'h i rzekł:
"Oto Tor Zireael, Wieża Jaskółki. Oto Brama Światów i Wrota Czasu. Naciesz, człowieku, oczy tym widokiem, bo nie każdemu i nie zawżdy bywa on dany."
— Pytany zaś, azali przybliżyć się można i z bliska na ową Wieżę poglądnąć albo propria manu dotknąć, zaśmiał się Avallac'h. "Tor Zireael, rzekł, to dla was marzenie se
— Ledwie te słowa wyrzekł, opadły znowu mgły i prospektu owego czarownego oczom naszym odmówiły…
— Kraina Stojeziory — wyjaśnił Vysogota — dzisiaj nazywa się Mil Trachta. Jest to bardzo rozległe, przecięte rzeką Yeleną pojezierze w północnej części Meti
— Z Assengardu, o którym czytałam — mruknęła Ciri, marszcząc w zamyśleniu nos — zostały od tamtych czasów ruiny. A ja na własne oczy widziałam elfie miasto Shaerrawedd w Kaedwen, byłam tam. Ludzie wydłubali i wyszabrowali wszystko, zostawili tylko goły kamień. Założę się, że z twojej Wieży Jaskółki też zostały kamienie, te większe, bo mniejsze pewnie pokradli. Jeśli w dodatku był tam portal…