Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 10 из 85

Szczury zaśmiały się chórem, cicho, złowieszczo. Oczy gorzały im jak prawdziwym szczurom, gdy nocą, w ciemnym zaułku podchodzą do ra

— Wypijmy — rzekł Giselher — Bonhartowi na pohybel! Zjedzmy tej zupy, a potem spać. Wypocząć, bo do dnia ruszymy.

— Jasne — parsknęła Iskra. - Bierzcie przykład z Mistle i Falki, te już od godziny w łóżku.

Żona gospodarza stacji pocztowej zadygotała przy saganie, znowu słysząc od stołu cichy, zły, paskudny chichot.

Ciri uniosła głowę, przez dłuższą chwilę milczała, zapatrzona w ledwo pełgający płomyk kaganka, w którym wypalała się już reszteczka tranu.

— Wymknęłam się wtedy ze stacji jak złodziejka — podjęła opowieść. - Nad ranem, w zupełnych ciemnościach… Ale nie zdołałam uciec niepostrzeżenie. Mistle musiała przebudzić się, gdy wstawałam z łóżka. Przydybała mnie w stajni, gdy siodłałam konia. Ale nie okazała zdziwienia. I wcale nie próbowała mnie zatrzymać… Zaczynało już świtać…

— Teraz też niezbyt daleko do świtu — ziewnął Vysogota. - Czas spać, Ciri. Jutro wznowisz opowieść.

— Może i masz słuszność — ziewnęła również, wstała, przeciągnęła się mocno. - Bo i mnie już powieki ciążą. Ale w tym tempie, pustelniku, to ja nigdy nie skończę. Ile to już wieczorów mamy za sobą? Co najmniej dziesięć. Obawiam się, że cała opowieść może zająć tysiąc i jedną noc.

— Mamy czas, Ciri. Mamy czas.

— Przed kim chcesz uciec, Sokoliczko? Przede mną? Czy przed sobą?

— Skończyłam z uciekaniem. Teraz chcę coś dogonić. Dlatego muszę wrócić… tam, gdzie wszystko się zaczęło. Muszę. Zrozum to, Mistle.

— To dlatego… Dlatego byłaś dziś miła dla mnie. Po raz pierwszy od tylu dni… Ostatni pożegnalny raz? A potem zapomnieć?

— Ja cię nigdy nie zapomnę, Mistle.

— Zapomnisz.

— Nigdy. Przyrzekam ci. A to nie był ostatni raz. Odnajdę cię. Przyjadę po ciebie… Przyjadę poszóstną złotą karetą. Z orszakiem dworzan. Zobaczysz. Ja niedługo będę miała… możliwości. Duże możliwości. Sprawię, że odmieni się twój los… Zobaczysz. Przekonasz się, jak wiele będę mogła uczynić. Jak wiele zmienić.

— Wielkiej do tego trzeba by mocy — westchnęła Mistle. - I potężnej magii…

— I to też jest możliwe — Ciri oblizała wargi. - Magia też… Mogę odzyskać… Wszystko, co niegdyś straciłam, może wrócić… I znowu być moje. Obiecuję ci, zdziwisz się, gdy spotkamy się znowu.

Mistle odwróciła ostrzyżoną głowę, wpatrzyła się w błękitno — różowe smugi, które brzask wymalował już nad wschodnim krańcem świata.

— W samej rzeczy — powiedziała cicho. - Bardzo będę zdziwiona, jeśli się jeszcze kiedyś spotkamy. Jeśli jeszcze kiedyś cię zobaczę, malutka. Jedź już. Nie przeciągajmy tego.

— Czekaj na mnie — Ciri pociągnęła nosem. - I nie daj się zabić. Pomyśl o tej amnestii, o której mówił Hotsporn. Nawet gdyby Giselher i i

— Pocałuj mnie.

Świtało. Rosła jasność, potęgowało się zimno.

— Kocham cię, Jemiołuszko.

— Kocham cię, Sokoliczko. Jedź już.

— Oczywiście, że nie wierzyła mi. Była przekonana, że stchórzyłam, że pognałam za Hotspornem, by szukać ratunku, błagać o tę amnestię, którą tak nas nęcił. Skąd mogła wiedzieć, jakie uczucia owładnęły mną, gdy słuchałam tego, co Hotsporn gadał o Cintrze, o mojej babce Calanthe… I o tym, że jakaś «Cirilla» zostanie żoną cesarza Nilfgaardu. Tego samego cesarza, który babkę Calanthe zamordował. A za mną posłał tego czarnego rycerza z piórami na hełmie. Opowiadałam ci, pamiętasz? Na wyspie Thanedd, gdy wyciągnął po mnie rękę, utoczyłam mu krwi! Powi

— Opowiadaj. Opowiedz, jak pojechałaś za Hotspornem, by odzyskać dziedzictwo. Odzyskać to, co ci się należało.

— Niepotrzebnie mówisz z przekąsem, niepotrzebnie drwisz. Tak, ja wiem, to było głupie, teraz to widzę, wtedy też… Ja mądrzejsza byłam w Kaer Morhen i w świątyni Melitele, tam wiedziałam, że to, co minęło, nie może już wrócić, że nie jestem już księżniczką Cintry, lecz kimś zupełnie i

— Pojmuję.

— A opowieść Hotsporna dopełniła miary. Mało się nie zagotowałam od złości… Tyle mi dawniej gadali o przeznaczeniu… A tu z tego przeznaczenia ma korzystać ktoś i

— Rozumiem.

— Nagle byłam gotowa pojechać do najbliższej prefektury, do najbliższego fortu, do tych Czarnych Nilfgaardczyków, których tak się bałam i których tak nienawidziłam… Byłam gotowa powiedzieć: "To ja jestem Ciri, wy nilfgaardzkie matoły, to mnie powinien wziąć za żonę wasz głupi cesarz, podetkali waszemu cesarzowi jakąś bezczelną oszustkę, a ten idiota nie poznał się na szachrajstwie". Byłam tak zawzięta, że zrobiłabym to, gdyby była okazja. Bez zastanowienia. Rozumiesz, Vysogoto?

— Rozumiem.

— Na szczęście, ochłonęłam.

— Na wielkie twoje szczęście — poważnie kiwnął głową. - Sprawa tego cesarskiego ożenku nosi wszelkie znamiona afery stanu, walk stro

— Też to pojęłam. I zapamiętałam. Dobrze zapamiętałam. Wyznać, kim jestem, oznaczało śmierć. Miałam sposobność przekonać się o tym. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Milczeli jakiś czas, pracując przy skórkach. Przed kilkoma dniami połów udał się nadspodziewanie dobrze, w pułapki i wnyki wpadło wiele piżmaków i nutrii, dwie wydry i jeden bóbr. Mieli więc mnóstwo roboty.

— Dogoniłaś Hotsporna? — spytał wreszcie Vysogota.

— Dogoniłam — Ciri otarła czoło rękawem. - Nawet szybko, bo on nie spieszył się w drodze. I wcale się nie zdziwił, gdy mnie zobaczył!

— Pa

Ciri podjechała bliżej, tak, że niemal zetknęli się strzemionami. Potem odcharknęła przeciągle, pochyliła się i splunęła na piasek gościńca. Nauczyła się pluć w taki sposób — ohydny, ale skuteczny, gdy trzeba było ostudzić czyjś uwodzicielski zapał.

— Rozumiem — uśmiechnął się lekko Hotsporn — że chcesz skorzystać z amnestii?

- Źle rozumiesz.

— Czemu mam zatem przypisać radość, jaką sprawia mi widok urodziwego liczka pa

— A mus, żeby było czemu? — prychnęła. - Gadałeś na stacji, żeś chętny kompanii w drodze.

— Niezmie

— Wypchać się każ twoją amnestią.

— Co tylko pa

— Rzeka Yarra — powiedziała wolno Ciri — o której mówiło się na stacji, to nilfgaardzka nazwa rzeki Jarugi, prawda?

— Taka pa

— Nie możesz po ludzku odpowiedzieć, gdy po ludzku pytają?

- Żartowałem przecie, po co zaraz się gniewać? Tak, to ta sama rzeka. Po elfiemu i po nilfgaardzku Yarra, na północy Jaruga.

— A ujście tejże rzeki — ciągnęła Ciri — to Cintra?

— Tak jest. Cintra.

— Stąd, gdzie teraz jesteśmy, jak daleko do Cintry? Ile mil?

— Niemało. I zależy, w jakich milach liczyć. Każda bez mała nacja ma i

— Którędy? Prosto na północ?

— Bardzo coś pa

— Na tron tamtejszy chcę wstąpić.

— Dobrze, dobrze — Hotsporn uniósł dłoń obro