Страница 78 из 99
— Ani ja mojego! — Demawend wstał. - Nie dogadamy się więc!
— Panowie — rzekł nagle pojednawczo podrzemujący dotąd Cyrus Hemmelfart, hierarcha Novigradu. - Z pewnością możliwy jest jakiś kompromis…
— Cesarstwo Nilfgaardu — odezwał się znowu Shilard Fitz-Oesterlen, lubiący wtrącać się ni z gruszki, ni z pietruszki — nie zaakceptuje żadnego układu, który byłby ze szkodą dla Kraju Elfów w Dol Blatha
Henselt, Foltest i Dijkstra parsknęli, ale Demawend spojrzał na cesarskiego ambasadora spokojnie i prawie życzliwie.
— Dla dobra powszechnego — oświadczył — i dla pokoju uznam autonomię Dol Blatha
— Oto — rzekła Meve — słowa prawdziwego króla.
— Salus publica lex suprema est — powiedział hierarcha Hemmelfart, od dłuższego czasu szukający sposobności, by też popisać się znajomością dyplomatycznego żargonu.
— Dodam jednak — kontynuował Demawend, patrząc na nadętego Henselta — że koncesja względem Dol Blatha
— Henselt? — Foltest spojrzał na brodacza wyczekująco.
— Nigdy! — zaryczał król Kaedwen, przewracając krzesło i skacząc niczym żądlony przez szerszenie szympans. - Nigdy nie oddam Marchii! Po moim trupie! Nie dam! Nic mnie do tego nie zmusi! Żadna siła! Żadna, kurwa, siła!
A żeby dowieść, że też pobierał nauki i nie wypadł sroce spod ogona, zawył:
— Non possumus!
— Już ja mu dam non possumus , staremu durniowi! — parsknęła Sabrina Glevissig w komnacie piętro wyżej. - Mogą się panie nie obawiać, zmuszę tego bałwana, by uznał żądania rewindykacyjne, w sprawie Górnego Aedirn. Wojska kaedweńskie wyjdą stamtąd w ciągu dziesięciu dni. Rzecz to oczywista. Nie ma dwóch zdań. Jeśli któraś z pań w to wątpiła, zaiste, mam prawo czuć się urażona.
Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville wyraziły swe uznanie ukłonami. Assire var Anahid podziękowała uśmiechem.
Filippa Eilhart i Sheala de Tancarville wyraziły swe uznanie ukłonami. Assire car Anahid podziękowała ukłonem.
— Została nam dziś — powiedziała Sabrina — do rozstrzygnięcia sprawa Dol Blatha
— Stanowisko Demawenda — rzekła Sheala de Tancarville, otulając szyję boa ze srebrnych lisów — nosi cechy daleko idącego kompromisu. Jest to stanowisko pozytywne, przemyślane i wyważone. Shilard Fitz-Oesterlen będzie w niemałym kłopocie, chcąc argumentować w kierunku większych koncesji. Nie wiem, czy będzie chciał.
— Będzie chciał — stwierdziła spokojnie Assire var Anahid. - No takie ma instrukcje z Nilfgaardu. Będzie inwokował ad referendum i składał noty. Będzie się kłócił przynajmniej dobę. Po upływie tego czasu zacznie iść na ustępstwa.
— Normalne — ucięła Sabrina Glevissig. - Normalne jest to, że wreszcie gdzieś się spotkają, coś uzgodnią. Nie będziemy jednak na to czekać, zaraz ustalimy, na co im się ostatecznie pozwoli. Francesca! Odezwij się! Przecież to o twój kraj idzie.
— Właśnie dlatego — uśmiechnęła się przepięknie Stokrotka z Dolin. - Właśnie dlatego milczę, Sabrino.
— Zwalcz dumę — powiedziała poważnie Margarita Laux-Antille. - Musimy wiedzieć, na co mamy pozwolić królom.
Francesca Findabair uśmiechnęła się jeszcze piękniej.
— Dla sprawy pokoju i pro bono publico — rzekła — godzę się na propozycję króla Demawenda. Możecie, drogie dziewczęta, od tej chwili już przestać tytułować mnie najjaśniejszą panią, wystarczy zwykła "jaśnie oświecona".
— Elfie żarty — skrzywiła się Sabrina — w ogóle mnie nie śmieszą, pewnie dlatego, że ich nie rozumiem. Co z i
Francesca strzepnęła rzęsami.
— Godzę się na reemigrację ludzkich osadników i zwrot ich majątków — powiedziała poważnie. - Gwarantuję równouprawnienie wszystkich ras…
— Bój się bogów, Enid — zaśmiała się Filippa Eilhart. - Nie gódźże się na wszystko! Postaw jakieś warunki!
— Postawię — elfka spoważniała nagle. - Nie zgadzam się na hołd le
— Demawend się nie zgodzi — oceniła krótko Filippa. - Nie zrezygnuje z dochodów i rent, jakie dawała mu Dolina Kwiatów.
— W tej kwestii — Francesca uniosła brwi — gotowa jestem do rokowań dwustro
— A co z fideikomisem? — nie rezygnowała Filippa Eilhart. - Co z primogeniturą? Godząc się na alodium, Foltest będzie chciał gwarancji niepodzielności księstwa.
— Foltesta — uśmiechnęła się znowu Francesca — rzeczywiście mogły zwieść moja cera i figura, ale tobie dziwię się, Filippo. Daleko, bardzo daleko za sobą mam już wiek, który czynił możliwym zajście w ciążę. Względem primogenitury i fideikomisu Demawend nie powinien mieć obaw. To ja będę ultimus familiae rodu władców Dol Blatha
— W tej nie — zgodziła się Assire var Anahid, patrząc w oczy elfiej czarodziejki. - A co ze sprawą bojowych komand Wiewiórek? Co z elfami, które walczyły po stronie Cesarstwa? Jeśli się nie mylę, chodzi tu w większości o twoich poddanych, pani Francesco?
Stokrotka z Dolin przestała się uśmiechać. Spojrzała na Idę Emean, ale milcząca elfka z Gór Sinych unikała jej wzroku.
— Pro publico bono … — zaczęła i urwała. Assire, też bardzo poważna, kiwnęła głową na znak, że rozumie.
— Cóż zrobić — powiedziała wolno. - Wszystko ma swoją cenę. Wojna wymaga ofiar. Pokój, jak się okazuje, również.
— Tak, to ze wszech miar prawda — powtórzył w zamyśleniu pielgrzym, patrząc na elfa siedzącego z opuszczoną głową. - Rokowania pokojowe to targ. Jarmark. Żeby jedni mogli być kupieni, i
— I nie sprzedać się za tanio — dokończył elf, nie unosząc głowy.
— Zdrajcy! Nikczemne łajdaki!
— Skurwysyny!
— An'badraigh aen cuach!
— Psy nilfgaardzkie!
— Cisza! — ryknął Hamilcar Danza, waląc pancerną pięścią w balustradę krużganka. Strzelcy z galerii wycelowali kusze w stłoczonych w cul de sac elfów.
— Spokój! — ryknął jeszcze głośniej Danza. - Dość! Uciszcie się, panowie oficerowie! Więcej godności!
— Masz czelność mówić o godności, szubrawcze? — krzyknął Coi
— Powiedziałem, dość! - Danza znowu łupnął pięścią w balustradę, aż echo poszło. - Przyjmijcie do wiadomości fakt dokonany, panowie elfy! Zawarte w Cintrze ugody, będące warunkami zawarcia pokoju, nakładają na Cesarstwo obowiązek wydania Nordlingom przestępców woje
— Przestępców? — krzyknął Riordain. - Przestępców? Ty plugawy Dh'oine!
— Przestępców woje
— Wy skurwysyny! — wrzasnął Angus Bri Cri. - Zabijaliśmy, bo była wojna!
— Zabijaliśmy z waszego rozkazu!
— Cuach'te aep arse, bloede Dh'oine!
— To rzecz postanowiona! — powtórzył Danza. - Wasze obelgi i krzyki nie zmienią niczego. Proszę pojedynczo podchodzić do kordegardy, proszę nie stawiać oporu podczas zakuwania w kajdany.
— Trzeba było zostać, gdy oni uciekali za Jarugę — zgrzytnął zębami Riordain. - Trzeba było zostać i bić się dalej w komandach. A my, durnie, głupcy, idioci, dotrzymaliśmy żołnierskiej przysięgi! Dobrze nam tak!
Isengrim Faoiltiarna, Żelazny Wilk, najsławniejszy, legendarny już nieomal dowódca Wiewiórek, teraz pułkownik cesarski, z kamie
— Demonstracja jest niepoważna — powiedział. - Nadto, na miejscu panów nie pozbywałbym się tak lekkomyślnie cesarskich insygniów. Czuję się w obowiązku poinformować panów, że jako cesarskim oficerom podczas negocjowania warunków pokoju zagwarantowano panom sprawiedliwe procesy, łagodne wyroki i rychłą amnestię…
Stłoczone w cul sac elfy zaryczały zgodnym, gromkim, dudniącym wśród murów śmiechem.
— Zwracam też uwagę panów — dodał spokojnie Hamilcar Danza — na fakt, że wydajemy Nordlingom tylko was. Trzydziestu dwóch oficerów. Nie wydajemy ani jednego z żołnierzy, którymi dowodziliście. Ani jednego.
Śmiech w cul de sac ścichł, jak ucięty nożem.
Wiatr dmuchnął w ognisko, miotnął gradem iskier, uderzył w oczy dymem. Z przełęczy znowu rozległo się wycie.