Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 54 из 99

Rozdział ósmy

Opodal owego błonia, miejsca srogiej bitwy, w której cała niemal nilfgaardzka moc Północy starła się z całą niemal potęgą nilfgaardzkiego najeźdźcy, dwie były rybackie wioski: Stare Pupy i Bre

Tak tedy w całym historycznym i wojskowym piśmie

— Kadecie Fitz-Oesterlen, ocena niedostateczna. Proszę siadać. Pragnę zwrócić uwagę pana kadeta, że brak wiedzy o sły

— Jestem!

— Proszę do mapy. Proszę kontynuować. Od miejsca, w którym pana barona opuściła swada.

— Rozkaz! Powodem, dla którego marszałek polny Me

— Kadecie Puttkammer! Nie jesteście pisarzem beletrystą. Jesteście przyszłym oficerem! Co to za określenie: "reszta sił"? Proszę podać mi dokładny orde de bataille grupy uderzeniowej marszałka Coehoorna. Używając terminologii wojskowej!

— Tak jest, panie rotmistrzu. Marszałek polny Coehoorn miał pod swą komendą dwie armie: IV Armię Ko

— Bardzo dobrze, kadecie Puttkammer.

— Zasrany lizus — zasyczał ze swej ławki kadet Fitz-Oesterlen.

— …oraz III Armię, dowodzoną przez generała lejtnanta Rhetza de Mellis-Stoke. W skład IV Armii Ko

— Dywizja "Ard Feai

— Mieli, półkowniku — stwierdził twardo dowódca zwiadu. - Bez ochyby mieli!

— "Ard Feai

— Ależ, pułkowniku, czy to rozsądne, by własną osobą…

— Wykonać!

— Tak jest!

— To iście hazard, pułkowniku! — przekrzyczał pęd galopu dowódca zwiadu. - Możemy wpaść na jakiś elfi podjazd…

— Nie gadaj! Prowadź!

Oddziałek ostrym galopem pognał w dół wąwozu, przemknął jak wicher doliną strumienia, wpadł w las. Tu musieli zwolnić. Jazdę utrudniał gąszcz, a nadto faktycznie groziło im, że znienacka wpakują się na podjazdy rekonesansowe lub forpoczty, które Nilfgaardczycy ponad wszelką wątpliwość wysłali. Zwiad kondotierów zachodził co prawda nieprzyjaciela od flanki, nie od czoła, ale flanki z pewnością też były ubezpieczone. Impreza była więc ryzykowna jak diabli. Ale Słodka Trzpiotka lubiła takie imprezy. A nie było w całej Wolnej Kompanii żołnierza, który nie poszedłby za nią. Choćby do piekła.

— To tu — powiedział dowódca zwiadu. - Ta wieża.

Julia Abatemarco pokręciła głową. Wieża była krzywa, zrujnowana, zjeżona połamanymi belkami, ażurowa od dziur, na których dujący z zachodu wiatr grał jak na fujarce. Nie wiadomo było, kto i po co tę wieżę wybudował tu, na pustkowiu. Ale wiadomym było, że wybudował dawno.

— To się nie zawali?

— Na pewno nie, pułkowniku.

W Wolnej Kompanii, wśród kondotierów, nie używało się "panów". Ani "pań". Tylko szarż.

Julia wspięła się na szczyt wieży, niemal tam wbiegła. Dowódca zwiadu dołączył dopiero po minucie, a sapał jak buhaj kryjący krowę. Wsparta na krzywym parapecie Słodka Trzpiotka lustrowała dolinę za pomocą lunety, wysunąłwszy język spomiędzy warg i wypiąłwszy zgrabny tyłeczek. Dowódca zwiadu poczuł na ten widok dreszcz podniecenia. Opanował się szybko.

— "Ard Feai

— Rozpoznajecie ich — odmruknął dowódca zwiadu — iście niczym znajomków… Tak się wyznajecie?

— Skończyłam akademię wojskową — ucięła Słodka Trzpiotka. - Jestem oficerem z cenzusem. Dobra, co chciałam zobaczyć, zobaczyłam. Wracamy do banderii.

— Idzie na nas Czwarta Ko

— Może Coehoorn rozdzielił Grupę Armii "Środek" — dokończył Adam «Adieu» Pangratt, wódz Wolnej Kompanii. - Wziął tylko Czwartą Ko

— Wiem — oczy Słodkiej Trzpiotki błysnęły. - Wiem, co byś zrobił. Pchnąłeś do nich gońców?

— Ma się rozumieć.

— Natalis to stary wyga. Może być, że jutro…

— Może być — nie dał jej dokończyć Adieu. - I nawet myślę, że będzie. Popędź konia, Julia. Chcę ci coś pokazać.

Ujechali kilka staj, szybko, znacznie wysforowując się przez resztę wojska. Słońce dotykało już niemal wzgórz na zachodzie, lasy i łęgi mroczyły dolinę długim cieniem. Ale widać było dość, by Słodka Trzpiotka z miejsca domyśliła się, co chciał jej pokazać «Adieu» Pangratt.

— Tutaj — potwierdził jej domysł Adieu, stając w strzemionach. - Tutaj przyjąłbym jutro bitwę. Gdyby to przy mnie była komenda armią.

— Ładny teren — przyznała Julia Abatemarco. - Równo, twardo, gładko… Jest się gdzie uszykować… Hmmm… Od tych górek do tych stawów, tam… Będzie jakieś trzy mile… Tamto wzgórze, o, wymarzone stanowisko dowodzenia…

— Dobrze mówisz. A tam, spójrz, w środku, jeszcze jedno jeziorko czy staw rybny, o, to, co tam błyszczy… Można wykorzystać… Rzeczka też nadaje się na rubież, bo choć małe to, ale bagniste… Jak ta rzeczka się nazywa, Julia? Przejeżdżaliśmy przecie tamtędy wczoraj. Pamiętasz?

— Zapomniałam. Chochla chyba. Albo jakoś tak.

Kto tamte okolice zna, ten snadnie rzecz całą imaginować sobie może, tym zaś, co mnie bywali, odsłonię, że lewe skrzydło wojska królewskiego tego sięgało miejsca, gdzie dziś osada Bre

Środek królewskiego ugrupowania stał wedle wzgórza, które Szubienicznym potem nazwano. Tam, na wzgórzu, stali z pocztem król Foltest i konetabl Jan Natalis, z wysokości na całe bitewne pole prospekt mając. Tu główne siły wojsk naszych zgrupowane były — dwanaście tysięcy dzielnych tamerskich i redańskich infanterzystów w cztery wielkie uformowanych czworoboki, dziesięcioma chorągwiami jazdy ochraniających, stojących aż po północny skraj stawu, przez okoliczną ludność Złotym mianowanego. Miało zaś środkowe ugrupowanie w drugiej linii huf rezerwowy — trzy tysiące wyzimskiej i mariborskiej piechoty, nad którą wojewoda Bronibor sprawował komendę.

Od południowego zaś skraju Złotego Stawu aż po ciąg rybaków i zakola rzeczki Chotli, na rubieży na milę szerokiej, stało armii naszej skrzydło prawe" złożony z mahakamskich krasnoludów Huf Ochotniczy, osiem chorągwi lekkiej kawalerii i banderie znamienitej Wolnej Kompanii Kondotierskiej. Komendę nad skrzydłem prawym mieli kondotier Adam Pangratt i krasnolud Braclay Els.

Naprzeciw, o milę jakową albo dwie, na polu gołym za lasem, uszykował nilfgaardzkie wojsko marszałek polny Me