Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 6 из 79

¢

Samotna latarnia na końcu ulicy już od dawna nie świeciła, przez co zarośnięty ogród starego domu stojącego tuż za tablicą z przekreśloną nazwą Wiatrołomu całkowicie pogrążył się w mroku. W oknach nie paliło się światło, co nadawało posesji nieco upiornego wyglądu.

Po przeciwnej stronie ulicy stały dwie sylwetki, wpatrując się w budynek.

– To co wiesz o tym lokalnym żniwiarzu? – zapytał Pierwszy.

– Jest młody i głupi. Z łatwością sobie z nim poradzisz – zapewnił Blank, który tym razem wyglądał jak starszy, elegancki pan, dobrotliwy dziadek gromadki dzieci. – Rozmawiałem z sąsiadami. Mówią, że nie widzieli go od kilku tygodni. Przypuszczam, że miał jakieś problemy i zginął.

Pierwszy skinął głową. Nie miał powodów, aby nie wierzyć słowom sługi. Chociaż Blank pozostawiony sam sobie staczał się na dno przez ostatnie dziesięciolecia, to nadal wiedział to i owo, a jego umysł – teraz już niezamroczony alkoholem – wciąż był bystry. Szybko znalazł im dom w zabitej dechami wsi, za którą w głębokim lesie znajdowało się pole krwi idealne do ich celu.

– Miejscowi wiedzą, że jest stare, ale nie mają pojęcia, jak bardzo – powiedział, gdy przechodzili się po małej, zarośniętej polanie pełnej wzniesień i dołków. – Praktycznie nikt tu nie zagląda, a we wsi żyją tylko dwie rodziny z czego jedna to para emerytów, a druga to dwóch braci, starych pijaków. Zajmiemy się nimi?

– Nie ma takiej potrzeby – odparł Pierwszy. – Emeryci pewnie są ślepi i głusi, a pijakom można wmówić wszystko. Pozbędziemy się ich dopiero, kiedy będą nam przeszkadzać.

Tak więc teraz, stojąc naprzeciwko opuszczonego domu, Pierwszy zaczął powoli planować najbliższą przyszłość.

– A co z nim zrobimy, gdy wróci? – zapytał Blank. – Pójdzie na pierwszy ogień?

Pierwszy zamyślił się.

– Tylko jedna osoba na tym świecie, oprócz nas, wie, jak mnie zabić – powiedział powoli.

– Gerard?

– Owszem, Gerard.

– Ale on jest cwany! Tak się gdzieś zaszył, że nie sposób będzie go znaleźć. Tym bardziej, że bardzo dobrze nas zna.

– Dlatego będziemy potrzebowali kogoś, kogo nie zna, komu będzie skło

– Masz na myśli Feliksa? Ale on…

– Skoro nie jest aż tak bystry, na razie możemy spokojnie działać pod jego nosem. Zabić i

Blank pokiwał głową. To był całkiem niezły plan. Spojrzał kątem oka na swojego pana i poczuł bijącą od niego moc oraz pewność siebie.

– Cieszę się, że jestem po twojej stronie – powiedział, wywołując nieznaczny uśmiech na wargach Pierwszego.

– A to kto? – zapytał starszy żniwiarz, patrząc na osobę zbliżającą się po przeciwnej stronie ulicy.

Młoda dziewczyna szła przed siebie pewnym krokiem, nucąc pod nosem i wymachując torebką.

– Zdaje się, że to jego bratanica – odparł Blank. – Sąsiedzi mówili, że niedawno wprowadziła się do tego domu.

Pierwszy uśmiechnął się szeroko.

– Ona i Feliks zaprowadzą nas do Gerarda – powiedział. – Chcę, aby zarówno ona, jak i jej wujek, jak już powróci, byli obserwowani przez całą dobę.

Blank skinął głową.

Pierwszy patrzył, jak dziewczyna, znika w zarośniętym ogrodzie, wciąż podśpiewując pod nosem, a potem ruszył ulicą w stronę miasta.

– Pora obudzić potępieńców – powiedział. – Będziemy potrzebowali naprawdę wielu.

¢

Nadeszła wiosna, a Feliks nadal nie dawał znaku życia. Magda przyzwyczaiła się już do samotnego mieszkania w jego wielkim, upiornym domu, co nie zmieniało faktu, że wciąż się martwiła. Nie tylko o wujka, ale i o zwykłych ludzi z Wiatrołomu i okolic, którzy nawet nie wiedzieli, jakie niebezpieczeństwa im grożą, kiedy nie chroni ich żniwiarz.

Magda wypakowała wilgotną pościel z pralki i wyszła do ogródka. Ścieżką wydeptaną w wysokiej trawie dotarła do linek, które luźno zwisały nad ziemią.

– I znowu muszę prosić o pomoc ojca – mamrotała, szukając w zielonej gęstwinie kija. – Nawet jeśli chodzi o pożyczenie kosiarki, bo inaczej sama w życiu sobie nie poradzę z tymi chwastami.

Ostatnio stwierdziła, że mniej martwi się o wujka, jeśli się na niego wścieka.

– Jest facetem, skosiłby trawę, naprawił coś w domu, ale nie, nigdy nie ma czasu na te „bzdury” – narzekała, mocno akcentując ostatnie słowo. – Człowiek cywilizowany powinien dbać o miejsce swojego zamieszkania, a nie tak je zapuścić, że od pół roku tylko sprzątam i jeszcze końca nie widać.

Gdy znalazła odpowiedni, rozdwojony na końcu kij, podparła nim linki na środku i zaczęła wieszać na nich kolorowe prześcieradła. Przedpołudnie było ciepłe i słoneczne, z lekkim wiatrem, który kołysał delikatnie praniem. Owady bzyczały pracowicie w kwitnących trawach, a sroka szczebiotała między gałęziami kwitnącej akacji. Cały ogród oszałamiał zapachami wiosny.

Magda przypięła klamerkami ostatnie prześcieradło i schyliła się po miskę, chcąc wracać do domu, gdy kątem oka ujrzała ciemny kształt przy pniu brzozy. Powoli, nie patrząc w tamtą stronę, wyprostowała się. Była przekonana, że cień zaraz się rozpłynie, ale sekundy mijały, a on ani drgnął. Dziewczyna obserwowała go dyskretnie, udając, że zapatrzyła się na srokę i jej gniazdo. Czarny kształt wciąż tkwił nieruchomo i zdawało się, że na nią patrzy. Tego już było za wiele.

Magda odwróciła gwałtownie głowę i spojrzała prosto na niego. Był niematerialny, zbudowany jakby z ciemnego dymu, który zachował postać szczupłego mężczyzny w obszernym płaszczu.

Magda nie bała się. Nie pierwszy raz ujrzała jednego z cienistych, jednak ten zachowywał się inaczej. Zazwyczaj można było zobaczyć ich zaledwie kątem oka, a gdy człowiek chciał bliżej się im przyjrzeć, rozwiewali się w powietrzu, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Czasem, gdy człowiek budził się w środku nocy wyrwany gwałtownie z koszmaru, mógł dostrzec podejrzany ciemny kształt stojący w kącie pokoju. Wiele razy zdarza się, że to zwykłe przywidzenie, ale czasem jednak to coś więcej, coś czego nie można wytłumaczyć zwykłymi, se

Fascynowali Magdę od zawsze. Tym bardziej, że dla wszystkich stanowili pewną zagadkę. Nawet żniwiarze nie wiedzieli, skąd pochodzą cieniści, ani w jakim celu istnieją. Nie wydawali się bytami złymi, jak upiory czy duchy, choć nie sprawiali również wrażenia postaci całkowicie życzliwych ludziom.

– Ja nie zawracam sobie nimi głowy – oświadczył kiedyś Feliks. – Egzorcyzmy na nich nie działają, tylko stoją, gapią się i nic i

I ten właśnie wyglądał, jakby miał ochotę „wykonać pierwszy krok” w stronę Magdy.

Uniósł nagle głowę, odsłaniając czerwone oczy, którymi prześwidrował dziewczynę na wylot.

– Witaj – powiedziała, bo nic i

Cienisty otworzył usta i choć nie wydobył się z nich żaden słyszalny dźwięk, wszystkie włoski na ciele Magdy stanęły dęba. Wyciągnął rękę przed siebie, kierując w nią oskarżycielsko palec. A potem ruszył w jej stronę. Z początku wolno, lecz już po chwili coraz szybciej. I wtem do dziewczyny dotarł zapach. Nie smród, ale też nie do końca przyjemny i tak charakterystyczny, że z niczym i

– Czego chcesz?! – zapytała trochę wyższym tonem, niż planowała.

Cienisty sunął po ziemi coraz szybciej, a niematerialny płaszcz z czarnego dymu powiewał za nim niczym skrzydła. Znów otworzył usta, a mózg Magdy zaczął wibrować od dźwięku, którego uszy nie potrafiły usłyszeć.