Страница 47 из 79
– Ale skąd jej się to wzięło?
– Jej babcia tak mówiła…
– Ale że ja miałbym być…
– Nie wiem, jest wiekowa, może niedowidzi. Może nawet Feliks kiedyś był podobny do ciebie?
– Może. – Mateusz pokiwał w zamyśleniu głową.
¢
– Naprawdę nie musiałaś mnie odwozić – przekonywał Mateusz.
– Ale chciałam – uparła się Magda, pomagając mu wysiąść z samochodu. – Już ledwie stałeś na tej zranionej nodze. Miałam znakomitą wymówkę, żebym choć na chwilę oderwała się od sprzątania.
– W takim razie dziękuję. To było bardzo ciekawe popołudnie – powiedział.
Delikatnie dotknął palcami jej policzka i spojrzał jej prosto w oczy.
Magdzie zabrakło tchu. Zrobiło jej się gorąco, a serce zaczęło trzepotać w klatce piersiowej, gdy Mateusz pochylił się w jej stronę i pocałował ją w usta.
– Nie ma sprawy – wydukała, gdy się od niej odsunął. – Do zobaczenia później.
Wsiadła do samochodu, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
W domu pomogła mamie pochować resztki jedzenia do lodówki, po raz kolejny załadowała zmywarkę i pościerała stoły, które tata z Feliksem pochowali w piwnicy.
– Jak zwykle jedzenie było pyszne – oceniła ciotka Jadwiga, która wciąż siedziała w kuchni. – Najadłam się jak nigdy.
– Wcale się nie dziwię – mruknęła pod nosem Magda. Aż niedobrze jej się zrobiło, gdy przypomniała sobie, jak ciocia pochłaniała kolejne porcje mięsa.
– Słyszałam to, moje dziecko! – rzuciła ostrzegawczym tonem staruszka.
– Bo ja po prostu zazdroszczę cioci takiej przemiany materii.
– Ogarnij jeszcze salon i jesteś wolna – powiedziała mama.
Dziewczyna skinęła głową i wyszła z kuchni. Sprzątanie zajęło jej kilka minut i już miała wracać do mamy, kiedy nagle poczuła, że coś ją uwiera w kieszeni spodni.
– A to co? – zastanowiła się, sięgając po to ręką. – Ach, no tak, już zapomniałam o tym.
Spojrzała na kartkę papieru, na której tuż przed grillem wypisała wszystko, co działo się w okolicy przez ostatni rok.
– Nie ma tu bezkosta – stwierdziła i natychmiast dopisała go do listy, lecz niewiele to pomogło. – To jest bez sensu – mruknęła. – Nic się ze sobą nie wiąże. Przypadkowi ludzie, przypadkowe miejsca, tak jak zawsze, tylko trochę częściej.
Na samym środku kartki widniało imię Nadii, przy którym postawiła kilka znaków zapytania. „Kto ją zaatakował?” – dopisała.
– I dlaczego?
W zamyśleniu kilka razy stuknęła długopisem w brodę.
– Skończyłaś już? – Mama zajrzała do pokoju. – Ciocia jest już zmęczona, odwieziecie ją po drodze.
– Dobrze. – Magda skinęła głową, poskładała kartkę i schowała do kieszeni.
¢
Jadwiga pomachała Magdzie i Feliksowi na pożegnanie i powolnym krokiem przeszła przez ogródek. Z doniczki z kwiatami wyjęła klucz i weszła do domu, zapominając zamknąć za sobą drzwi na zamek. Zresztą w Wiatrołomie było tak niewiele włamań, że wciąż wylatywało jej to z głowy.
Włączyła radio – może usłyszy coś ciekawego w nocnych wiadomościach – i przebrała się w starą podomkę. Jeszcze nie chciało jej się spać, kaszanka jedzona na przemian z karkówką wciąż leżała jej na żołądku. Nie powi
– Przecież w moim wieku trzeba na coś umrzeć – mamrotała, przeglądając zawartość kuche
Po chwili odnalazła lekko zakurzoną butelkę. Wino zawsze pomagało jej na trawienie. Napełniła lampkę do połowy i ruszyła do pokoju, lecz po chwili wahania zawróciła i wzięła ze sobą całą butelkę. Tak na wszelki wypadek.
Usiadła w swoim ulubionym fotelu, a nogi oparła na pufie. Zapalony żyrandol zalewał pokój ciepłym, żółtym światłem, radio grało cicho. Za oknem wychodzącym na ogród panowała ciemność. Gdyby jednak zgasiła wszystkie światła w domu i dobrze się przyjrzała, mogłaby dostrzec cień, którego nie powi
Ciemna, nieruchoma postać opierała się o pień drzewa i bacznie obserwowała okna domu. Stała tam już od dłuższego czasu i przez ostatnią godzinę ani drgnęła.
Jadwiga, nie zdając sobie sprawy z obecności intruza, opróżniła lampkę wina i ponownie ją napełniła, rozmyślając o minionym dniu. Lubiła grille organizowane przez Emilię, która potrafiła doprawić mięso jak nikt i
– Cóż, ponoć chłopak przeżył prawdziwą tragedię – westchnęła i wzdrygnęła się na samą myśl o tym, co po takim zdarzeniu mogło dziać się w jego głowie i duszy.
A poza tym tak ładnie wyglądali razem z Madzią. Jakby byli dla siebie stworzeni – z tą myślą usnęła, wciąż siedząc w starym fotelu.
Minęła kolejna godzina, podczas której nic się nie wydarzyło, aż ciemna postać ukryta w ogrodzie oderwała się od pnia i skierowała w stronę domu.
Powoli otwierane drzwi zaskrzypiały cicho. Intruz zastygł w bezruchu, oddech zamarł mu na ustach, lecz gdy nie usłyszał nic więcej, zdjął buty i w samych skarpetkach spokojnie wszedł do pokoju. Starsza kobieta siedziała w fotelu pogrążona w głębokim śnie. Prawdopodobnie nawet wystrzał armatni nie wyrwałby jej ze snu. Na stoliku obok stała opróżniona do połowy butelka wina.
Włamywacz przyglądał się jej kilka sekund, a potem udał się do kuchni. Zajrzał do lodówki i wyjął z niej mały garnek z zupą. Zdjął pokrywkę i powąchał zawartość. Pomidorowa pachniała naprawdę zachęcająco. Ale przecież nie po to tu był, żeby okradać staruszki z jedzenia. Postawił garnek na kuchence i odkręcił gaz, nie zapalając go.
Wrócił na korytarz, założył buty i bezgłośnie wyszedł z domu, zamykając za sobą ostrożnie drzwi. Niespiesznie odszedł ulicą, nie oglądając się za siebie.
¢
Magda wstała wcześnie rano – choć była zmęczona po poprzednim dniu, obiecała mamie, że to ona otworzy w poniedziałek księgarnię.
Ledwo widząc przez zaspane oczy, zeszła na dół.
– Co ty tu robisz? – zapytała, widząc Feliksa siedzącego w salonie. – I dlaczego masz mój komputer?
– Co? – Feliks oderwał zamglony wzrok od monitora.
– Co ty robisz z moim laptopem?
– Eee… – zająknął się. – Nie wiem, nie mogłem zasnąć, więc postanowiłem sprawdzić lokalne wiadomości… Czy już jest rano?
Magda parsknęła śmiechem.
– Tak, jest rano – powiedziała. – I co ciekawego przeczytałeś?
– W gazetach nie było nic ciekawego i… – zmarszczył brwi. – I zacząłem przeglądać i
– Pewnie śmieszne koty, co? – zakpiła. – I i
– Nie. To znaczy, widziałem kilka… – powiedział i przetarł twarz dłońmi. – Przecież to istne wysypisko śmieci i zjadacz czasu! – Wycelował oskarżycielski palec w komputer.
– Witamy w dwudziestym pierwszym wieku! – Zaśmiała się Magda. – Tylko jak w historii przeglądarki znajdę jakieś niestosowne rzeczy, to będziesz miał przechlapane.
– Nic nie znajdziesz – mruknął. – I zabierz to ode mnie. – Odsunął laptopa.
– Spoko, i tak biorę go ze sobą do księgarni. Jak tylko zjem śniadanie.
¢
Magda miała wrażenie, że działała na autopilocie od momentu wyjścia z domu. Minęło dokładnie dziewięć godzin od pora