Страница 10 из 79
– Naprawdę? – zapytała. – To byłoby bardzo miłe.
– Chodź. – Złapał ją za rękę, prowadząc do swojego samochodu.
Magda syknęła cicho, gdy kurtka na lewym ramieniu przesunęła się, drażniąc oparzoną skórę.
– W porządku? – zapytał, odwracając się do niej.
– Ta…
– Napędziłaś mi strachu – powiedział, patrząc na nią.
Stanął właśnie bokiem do światła rzucanego z reflektorów samochodu tak, że w końcu mogła zobaczyć jego twarz, opaloną cerę, kwadratową szczękę, ciemne włosy i niemal czarne oczy.
– Uwierz, że ty też mnie przestraszyłeś. – Uśmiechnęła się słabo.
– Nie dość, że rozjechałbym ciebie, to jeszcze rozbił auto wujka – kontynuował.
– Okropne.
– Żebyś wiedziała. Nie wypłaciłbym mu się do końca życia.
Spojrzeli sobie w oczy i wybuchnęli śmiechem.
– Jestem Magda. – Wyciągnęła rękę.
– Mateusz. – Uścisnął jej dłoń.
Wsiedli do jego samochodu, zawrócili na pustej drodze i powoli pojechali w stronę Pasieki.
– Skąd jesteś? – zapytał Mateusz.
– Z Wiatrołomu.
– Ja też.
– Naprawdę? – zdziwiła się. – Jeszcze nigdy cię nie widziałam.
– Bo jestem tu nowy. To twoje auto? – Zwolnił, gdy mijali samochód porzucony na leśnej drodze.
– Tak – odparła z westchnieniem ulgi.
Mateusz zjechał na pobocze.
– Dziękuję ci za podwózkę. – Magda spojrzała mu w oczy. – Uratowałeś mi dziś życie.
– Bez przesady… – Uśmiechnął się nieco speszony.
– Naprawdę, dziękuję. – Zaczęła gramolić się z samochodu. – Do zobaczenia.
– Cześć.
Na pożegnanie pomachała nowemu znajomemu, a potem usiadła za kierownicą własnego auta. Gdy tylko położyła dłonie na kierownicy, zacisnęła mocno oczy, odpędzając łzy bólu i zmęczenia. Odpaliła silnik i – nie spiesząc się – wróciła do domu.
Gdy tylko zamknęła drzwi na klucz, delikatnie zrzuciła z siebie kurtkę nadającą się już tylko do wyrzucenia. Oparzenie na ramieniu nie wyglądało tak źle, jak jej się wydawało – skóra była zaledwie zaczerwieniona, ale i tak w piwnicy odszukała słoik z wywarem z młodych pędów czarnego bzu i zrobiła z niego opatrunek. Zaś gdy tylko stanęła przed lustrem w łazience, jęknęła na widok twarzy usmarowanej ziemią i czymś obrzydliwym, co mogło być zwęglonymi resztkami spaleńca. Jeden kosmyk włosów był znacznie krótszy niż pozostałe, a jego poskręcane końcówki śmierdziały spalenizną.
– Mam nadzieję, że było na tyle ciemno, że ten Mateusz nie widział, jak okropnie wyglądam – mruknęła.
Po szybkim prysznicu padła na łóżko i spała twardo do samego rana.
¢
Następnego dnia nałożyła kolejny okład na wciąż zaczerwienione ramię i ubrała bluzkę z długim rękawem, żeby mama nie zauważyła poparzenia i nie zaczęła dopytywać się, co się stało.
Jeszcze przed obiadem Magda zadzwoniła do ciotki Jadwigi pochwalić się, że odesłała spaleńca do Nawii.
– To bardzo dobrze, moje dziecko – powiedziała ciotka. – A teraz muszę już kończyć, bo…
– Bo zaczyna się twój serial? – dokończyła Magda, słysząc w telefonie charakterystyczną muzykę.
– Właśnie tak.
– Miłego oglądania – powiedziała dziewczyna i rozłączyła się.
– Z kim rozmawiałaś? – zapytała mama wchodząca do księgarni.
– Z ciocią. Koniecznie musiała mi opowiedzieć o skandalicznych wydarzeniach w jej serialu – skłamała bez zmrużenia oka. – Ktoś tam zdradził swoją żonę z jej siostrą i te sprawy.
– Ach, no cóż, to bardzo poważne przewinienie – uznała z udawaną powagą Emilia. – Chciałabym, żebyś dziś pojechała do stolarni Wilka i odebrała tę szafkę, którą zamówiłam do domu.
Tak więc popołudniu Magda pojechała na obrzeża miasta, gdzie wśród wielu i
Dziewczyna od razu skierowała się do otwartego biura. Tam, za potężnym, drewnianym biurkiem zawalonym stertą papierów, siedział właściciel stolarni – potężny mężczyzna po czterdziestce.
– Dzień dobry – przywitała się Magda. – Przyjechałam odebrać szafkę dla Emilii Wojny.
Krzysztof Wilk podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się szeroko.
– Oczywiście, jest już zapakowana i gotowa do drogi.
Magda zapłaciła za mebel, a potem wyszła na zewnątrz, aby otworzyć bagażnik i zaczekać, aż ktoś przyniesie szafkę.
Kilka chwil później ze stolarni wyszedł dobrze zbudowany, ciemnowłosy chłopak, niosąc zapakowane w karton elementy szafy z taką łatwością, jakby nic nie ważyły.
Włożył je do bagażnika, a samochód obniżył się nieco pod ich ciężarem.
– Gotowe – powiedział chłopak, prostując się.
Magda spojrzała na niego i zmarszczyła nieco brwi, na co on się uśmiechnął.
– Entuzjastka grzybobrania? – zapytał.
– Cześć! Kurczę, ale niespodzianka… – Dziewczyna usiłowała przywołać w pamięci imię nowego znajomego. – Eee…
– Mateusz – podpowiedział.
– Miło cię znowu widzieć – wydukała.
Spojrzała na parking, gdzie stał samochód, który poprzedniego wieczoru omal jej nie potrącił i potrzebowała tylko kilku sekund, żeby skojarzyć wszystkie fakty.
– Krzysztof Wilk jest twoim wujkiem? – zapytała.
– Uhm. – Mateusz skinął głową.
Magda siłą zmusiła się, żeby nie zmierzyć go wzrokiem od stóp do głów w poszukiwaniu blizn. Wiatrołom był małym miastem i jak w każdym małym mieście huczało w nim od plotek. A jedna z nich dotyczyła młodego chłopaka, którego prześladował okrutny pech. Jego rodzice zmarli, gdy był dzieckiem, a przed kilkoma tygodniami cudem przeżył wielki pożar, w którym zginęli jego dziadkowie. Po ich śmierci przeprowadził się do Wiatrołomu, do swojej jedynej rodziny – Wilków.
– Och… – wyrwało jej się z ust. – Dziękuję za przyniesienie szafki.
– Nie ma problemu.
– I za podwiezienie wczoraj. – Zatrzasnęła bagażnik i otworzyła drzwiczki od strony kierowcy.
Mateusz skinął głową i powoli ruszył w stronę stolarni.
Magda była już jedną nogą w samochodzie, kiedy pomyślała sobie, jak ciężko po takiej tragedii musi się mieszkać w nowym mieście, bez przyjaciół i znajomych.
– Mateusz! – zawołała, prostując się.
– Tak? – Odwrócił się.
– Za to, że mnie nie rozjechałeś, powi
Ale Feliksa tu nie ma – pomyślała Magda, przygryzając lekko dolną wargę. A Mateusz jest tu nowy i nic o nas nie wie.
– Z przyjemnością. – Uśmiechnął się.
– Jutro? – Magda kuła żelazo póki gorące.
Mateusz skinął głową, więc wyciągnęła z torebki kawałek kartki i nabazgrała na nim swój numer telefonu, po czym wręczyła świstek chłopakowi.
– To do jutra! – Pomachała mu ręką i wsiadła do samochodu.
Mateusz mieszkał w Wiatrołomie od niedawna i wciąż miał wrażenie, że wszyscy się tu znają. Nigdy nie wyróżniał się z tłumu i nigdy też nie obchodziło go, co tłum o nim myśli. Jak się okazało, w dużym mieście było to łatwe. Tak prosto było zniknąć wśród setek i
– Jak tam w pracy, chłopcy? – zagadnęła ciocia przy kolacji.
Mateusz kiwnął głową i gdy po paru sekundach kobieta doszła do wniosku, że nic więcej od niego nie wyciągnie, spojrzała na męża.