Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 60

– Wobec tego nie wiem, które z nas ma gorzej – stwierdził Jacek.

Przez następne kilka chwil gawędzili swobodnie na różne tematy, odkrywając, że coraz więcej rzeczy ich łączy. Na przykład słabość do szarych, narożnych kanap z wielkimi poduchami, zamiłowanie do czytania przed snem szwedzkich kryminałów, marzenie o domu z werandą czy miłość do grillowanej papryki. Tak, tak. Koniecznie czerwonej. Najlepiej z zielonym pesto dla kontrastu.

I pewnie ten wieczór skończyłby się tak samo przyjemnie, jak zdążył się zacząć, gdyby nie dwie nadopiekuńcze matki.

ROZDZIAŁ 30

Anita wpatrywała się w podłą zołzę mizdrzącą się do jej syna, rozważając w duchu, czy jeżeli rzuci się na nią z nożem, to któryś z gości oderwie ją od niej, nim zdoła poderżnąć gardło tej lafiryndzie albo przynajmniej przeciąć jej nadgarstek. Chociaż nie należała do agresywnych kobiet, widok syna z jakąś wypacykowaną flądrą (w stanowczo za krótkiej sukience, gdyby tylko się pochyliła, na pewno widać by było jej tyłek) sprawił, że poczuła się niczym żądna krwi lwica.

Anita już nie raz przekonała się, że matczyny instynkt potrafi popychać do czynów, o które nigdy by się nie posądzała. Kiedy Jacek chodził do przedszkola, któregoś dnia w szatni celowo kopnęła zaczepiającego go chłopca w czapce z daszkiem, udając później przed jego matką, że nie ma pojęcia, co się stało. Kilka lat po tym zdarzeniu odbyła bardzo rzeczową rozmowę z kolegami Jacka o tym, że nie powi

Tylko jak?

Nim jednak zdążyła coś wymyślić, dostrzegła za plecami rzeczonej flądry kobietę spotkaną wcześniej w ulubionym sklepie spożywczym i posłała jej uśmiech. W końcu to dzięki niej zdecydowała się tu przyjść oraz wziąć sprawy we własne ręce. A gdzie tam swoje! Jacusia! Przecież musiała w porę ustrzec go przed popełnieniem największego błędu w życiu. I zarażeniem się jakąś chorobą czającą się w drogach rodnych tej kobiety też.

Boże, o czym ona myśli?!

Na szczęście nim zdążyła wystraszyć ją ta myśl, siedząca za flądrą Sabina też posłała jej uśmiech. Błogi i dodający otuchy. Szkoda tylko, że tak naprawdę nie był on skierowany do Anity, tak jak ta go zinterpretowała. Sabina bowiem dosłownie ułamek sekundy wcześniej dostrzegła, że nie dalej niż dwa metry od niej siedzi nie kto i

Co ona mogła poradzić na to, że kręcili ją młodsi? Może jeżeli Nince nie wyjdzie z Jacusiem, to ona się nim zajmie? Na stole w kuchni albo w sypialni? W jej głowie natychmiast zrodził się szereg pomysłów. Stefan nie miał już tyle energii co kiedyś, a ona tak bardzo potrzebowała silnych, męskich ramion i…

– Kochanie? – oderwał ją od tej wizji siedzący po jej prawej stronie Stefan. Miał dziś na sobie idealnie skrojony garnitur, który zaledwie tydzień temu odebrali od najlepszej krawcowej w Brzózkach.

– Tak? – Sabina natychmiast popatrzyła na niego i zatrzepotała sztucznymi rzęsami.

– Masz jeszcze ochotę na lampkę wina? – zapytał uprzejmie, nie mogąc się na nią napatrzeć.

– Poproszę. – Sabina wysiliła się na uśmiech. Kiedy tylko Stefan nalał trunku do pękatego kieliszka, zamiast podjąć rozmowę, natychmiast upiła duży łyk, po czym wróciła do obserwacji córki i jej partnera. Na chwilę porzuciła erotyczne wizje i spróbowała spojrzeć na Jacka przez pryzmat i

Cóż… Właściwie to nie powi

Wróćmy jednak do rzeczy. Wyobrażenie sobie, że jest na miejscu Niny, było dla Sabiny wyjątkowo trudne, ale mimo to postanowiła spróbować. Podpierając brodę dłońmi, bacznie przyglądała się Jackowi. Nie tak go sobie wyobrażała. Chociaż to smutne, kiedy Nina powiedziała o randce, w jej głowie natychmiast powstała wizja przygarbionego, łysiejącego facecika z brzuszkiem, który chodzi po domu w ciepłych kapciach i przez większość wolnego czasu przewraca się z boku na bok przed telewizorem. Dokładnie tak jak Igor.

Myśl o ekszięciu była dla Sabiny tak nieprzyjemna, że wyrzuciła ją z głowy niemal natychmiast. I to jak najdalej.

By zatrzeć złe wrażenie, skoncentrowała całą uwagę na partnerze Niny. Musiała przyznać, że poza urodą bił od niego jakiś taki nadzwyczajny spokój, a męskie ramiona nie tylko sprawiały, że chciało się zedrzeć z nich koszulę, ale zwiastowały poczucie bezpieczeństwa, które czekało na Jackową wybrankę. Twarz miał łagodną, a uśmiech, którym często obdarzał Ninę, sprawiał, że Sabinie robiło się gorąco. I to dosłownie. Tych dwoje wpatrywało się w siebie tak intensywnie i uroczo, jakby odwzorowywali kadr z jakiegoś romansu, albo chociaż plakatu.

Aż serce rośnie, pomyślała Sabina, upijając kolejny łyk wina. Momentalnie podjęła decyzję, że jeżeli Ninka nawali, to ona pomoże tym dwojgu się zejść. Nawet kosztem rezygnacji z ekscesów, których mogłaby doświadczyć z udziałem tego mężczyzny, trudno. Matki muszą umieć rezygnować ze swoich potrzeb.

Przez większą część kolacji Sabina wymyślała więc coraz to bardziej odrealnione wizje, jak (w razie potrzeby, oczywiście) będzie mogła pomóc tym dwojgu, aż w końcu, podczas deseru, doszła do wniosku, że raczej nie zajdzie taka potrzeba. Jacek posłał bowiem Ninie jeszcze bardziej zniewalające spojrzenie niż dotychczas, a zaraz potem pochylił się w jej stronę, wyciągając przed siebie rękę, którą czule pogładził jej palce. Sabina aż westchnęła z zachwytu. Wyobraziła sobie rumieńce wypływające na policzki córki, jej błyszczące oczy oraz kołatanie serca, które sama teraz niemalże odczuwała. To wszystko było takie cudowne. I nadnaturalne. Jakby ziścił się w końcu najpiękniejszy sen.

Sabina mogłaby patrzeć na Ninę i Jacka godzinami. Wiszące nad głowami lampy oświetlały młodych, rzucając ciepłe światło na ich chylące się ku sobie sylwetki, co nadawało sytuacji baśniowej aury. Sącząca się z głośników, leniwa muzyka idealnie komponowała się z melodią zakochanych serc. Momentalnie Sabina pomyślała o marszu Mendelsona. Gdy tak siedziała z podpartą głową, już niemal widziała córkę idącą do ołtarza w białej sukni wśród ochów i achów rozanielonych gości. A kiedy młodzi powiedzieliby sobie sakramentalne „tak”, w górę wzbiłyby się dwa gołąbki, tak jak to działo się często w amerykańskich filmach. Ich ślub będzie idealny, na pewno. Po organizacji wesela Elizy i Pawełka Sabina będzie tak doświadczona, że przychyli temu młodzieńcowi nieba, byle tylko pojął za żonę jej córkę.

Jednak już chwilę później, zamiast ślubnego marsza, w głowie Sabiny rozległy się żałobne dzwony przypominające Anielski orszak, czy co tam się nuciło na pogrzebach. Cały czar chwili prysł, a wirujący w powietrzu romantyzm diabli wzięli. Wszystko za sprawą jakiejś wariatki siedzącej po drugiej stronie sali, która nagle zerwała się z miejsca i gwałtownie przewróciła stolik, zaraz potem teatralnie padając na podłogę.