Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 12 из 60

To właśnie kiedy stała nad nim, usiłując go podnieść, i zalewała się łzami, zobaczył ją Jacek.

– Nic się pani nie stało? – zapytał z przejęciem, ruszając w jej kierunku.

– Nie, nie. – Przerażona Nina gwałtownie odskoczyła od regału, potrząsnęła głową i uniosła ręce, by otrzeć płynące z jej oczu łzy, co dało jednak przeciwny do zamierzonego skutek. Zapomniała bowiem, że nie opłukała wcześniej dłoni z detergentów. W kontakcie z oczami piana wywołała szczypanie i zmusiła kanaliki łzowe do jeszcze bardziej wzmożonej produkcji wody.

Jacek patrzył to na nią, to na leżącą na podłodze konstrukcję z metalu i nie wiedział, co począć. Czy powinien podnieść teraz ten regał, czy jakoś pocieszyć tę kobietę? Wyglądała jak półtora nieszczęścia i czuł się w obowiązku jakoś jej pomóc, lecz nie miał wprawy w kontaktach z płcią piękną. No chyba, że były to jego pacjentki, ale to przecież zupełnie i

Stał więc przez kilka sekund bezczy

Nina jednak nie pozwoliła Jackowi na dłuższe rozważania, bo głośno pociągnęła nosem. Słysząc ten dźwięk, przypomniał sobie, że ma w kieszeni fartucha chusteczki. Rycersko wyciągnął pachnące jakimiś kwiatami opakowanie i podszedł z nim do Niny.

– Dziękuję. – Wzięła je od niego pospiesznie i w końcu wytarła sobie oczy.

Jacek przestąpił z nogi na nogę, nie przestając jej się przyglądać. Gdyby nie te zapuchnięte oczy i czerwone policzki, mogłaby być całkiem interesująca.

– Potrzebuje pani pomocy? – zapytał w końcu, ale chyba nie powinien był tego robić, bo Nina znowu buchnęła płaczem.

Jacek opuścił ramiona i westchnął. Miał ochotę uciec stąd gdzie pieprz rośnie, ale mógł też na coś się przydać i Ninę przytulić. Wybrał to drugie, w końcu bycie lekarzem zobowiązuje do udzielania wsparcia. Nie zważając na nic, podszedł więc do salowej i kojąco, choć trochę nieporadnie, wziął ją w ramiona. Pozwolił, by wypłakała w jego rękaw wszystkie swoje smutki i dzielnie znosił szlochy oraz pociąganie nosem.

Trwali tak przez kilka długich chwil, aż w końcu Nina przestała się mazać. Nabierając w płuca pachnącego męskimi perfumami powietrza, oderwała twarz od Jackowego fartucha i popatrzyła na niego z wdzięcznością, tym razem ocierając oczy trzymaną w dłoni chusteczką.

– Lepiej? – Jacek lekko się do niej uśmiechnął.

– Tak, dziękuję. – Pokiwała głową i wytarła nos.

– Mogę pani jakoś pomóc?

Nina pomyślała o panu Wiesławie i mimowolnie obróciła się przez ramię, żeby zobaczyć, czy drzwi nadal są zamknięte.

– Ja… – zaczęła niepewnie.

– Śmiało.

– To dłuższa historia i wątpię, żeby chciało się panu jej wysłuchać.

Jacek popatrzył jej w oczy.

– Zapewniam, że to będzie o wiele ciekawsze, niż wysłuchiwanie skarg i zażaleń pacjentów.

– Pewnie weźmie mnie pan za paranoiczkę.

– Pozwólmy, że to ja o tym zadecyduję, dobrze?

Nina patrzyła na niego przez chwilę, ale w końcu pokiwała głową. Budził jej zaufanie.

– Tam za meblami jest całkiem wygodny parapet – zaproponował, widząc jej minę.

– Dobrze, wobec tego chodźmy – przystała na jego propozycję i już za chwilę siedzieli przy oknie. – Pali pan? – zapytała, dostrzegając zgaszony pospiesznie papieros.

– Nie – zaprzeczył natychmiast, ale szybko się zreflektował. – To znaczy tak.

Nina zmarszczyła brwi.

– Och, po prostu niewiele osób wie o tym, że palę. – Jacek pomyślał o swojej mamusi. – Staram się z tym nie afiszować.

– Rozumiem. Jeśli o mnie chodzi, może pan być spokojny, nikomu nie doniosę.

– Będę wdzięczny.

– Jeżeli panu przerwałam, to śmiało, niech pan dokończy. – Nina wskazała na niedopalony papieros.

– Naprawdę? Nie miałaby pani nic przeciwko?

– Ależ skąd.

– To może chociaż panią poczęstuję?

– Nie palę.

– Och…

– Ale nie odmówię – dodała szybko.

Jacek szeroko się uśmiechnął i sięgnął do kieszeni fartucha.

– Proszę. – Poczęstował Ninę jak na dżentelmena przystało, a zaraz potem podsunął jej zapalniczkę.

Ku jego zdziwieniu odpaliła i zaciągnęła się dymem niczym rasowy palacz.

– Panu też to pomaga na nerwy? – zagadnęła, zerkając na niego z zainteresowaniem.

– Leczę się na F41.2 w klasyfikacji ICD.

Nina zamrugała powiekami.

– Och. To znaczy zaburzenie lękowo-depresyjne. A potocznie – nerwicę.

Dopiero teraz Nina zrozumiała.

– Więc miał pan stresujący dzień?

– Ja mam całe życie stresujące – odpowiedział, nim zdążył się zastanowić nad tymi słowami. – Ale mieliśmy rozmawiać o pani.

Nina spuściła wzrok.

– Ja też nie mam najlepszego dnia.

– Problemy w pracy?

– Można tak powiedzieć.

– Nie chciałbym być wścibski…

– Nie jest pan. – Nina głęboko odetchnęła. – Po prostu mam problem z jednym z pacjentów.

– Jest pani lekarką? – Jacek zmarszczył brwi i jeszcze raz przyjrzał się jej twarzy. Przez te dzisiejsze przetasowania kadrowe, związane z próbą samobójczą jednego z kolegów, niczego nie mógł być pewny.

– Lekarką? – Nina aż się uśmiechnęła. – Może kiedyś…

– Wobec tego czym się pani zajmuje?

– Jestem salową na tym oddziale. Pracuję tu już od kilku lat.

– Naprawdę? – Jacek był zdziwiony.

– Tak.

– Proszę mi wybaczyć, nie mam pamięci do twarzy – rzucił na swoje usprawiedliwienie.

– Nie szkodzi. – Nina spojrzała na niego łagodnie i kolejny raz mocno się zaciągnęła. – Ma pan ważniejsze sprawy na głowie, niż zapamiętywanie salowych.

– Więc o co chodzi z tym pacjentem? – Jacek instynktownie wyczuł, że powinien zmienić temat.

– A, to. – Nina znowu spuściła wzrok.

– Coś pani ukradł?

– Kto? Pan Wiesław? Nie, dlaczego?

– Od rana wysłuchuję skarg od pacjentów, którym coś zginęło, więc pomyślałem, że…

– Nikt mi niczego nie ukradł – wpadła mu w słowo Nina.

– Więc o co chodzi?

– To delikatna sprawa.

– Rozumiem. Będę dyskretny.

Nina objęła się ramionami i popatrzyła przez okno. Teren szpitala był gęsto obsadzony drzewami, których liście mieniły się teraz jesie

– Mam problem z panem Wiesławem – wyznała w końcu.

Jacek przebiegł w myślach po kartach swoich pacjentów. Nie miał pamięci do twarzy, ale dokumentację medyczną ludzi, za których brał odpowiedzialność, znał niemal na pamięć.

– Tym spod piątki? – szybko odgadł, o kogo chodzi.

– Tak.

– Co z nim?

– Pewnie będzie się pan śmiał, ale pan Wiesław twierdzi, że się we mnie zakochał. I właściwie nie tylko tak twierdzi…

– Co ma pani na myśli?

– Może to już zakrawa o paranoję, ale ten facet zdaje się mieć na moim punkcie jakąś obsesję. Zaczynam się go bać – wyjaśniła, a potem opowiedziała Jackowi całą historię. Ze szczegółami.

Ten słuchał jej z zainteresowaniem, a kiedy skończyła mówić, wyprostował plecy.

– Nic dziwnego, że się pani obawia – powiedział.

Nina spojrzała mu w oczy.

– Myśli pan, że on może być niebezpieczny?

– Nie zamierzam pani straszyć. Jako lekarz nie zakładałbym od razu najgorszego.

– Więc powi

Jacek przez chwilę milczał.

– Jak ma pani na imię? – odezwał się w końcu.

– Nina.

– Jacek. – Wyciągnął do niej rękę.

– Och… – Nina spojrzała na niego niepewnie.

– Coś nie tak?

– Nie wiem, czy powi

– Powi

– Przechodzić na ty – powiedziała nieśmiało. – To trochę… – zawahała się, szukając odpowiedniego słowa. – Niezręczne.

– Dlaczego?

– Jest pan lekarzem.

– To jakiś problem?

– Nie, wręcz przeciwnie, tylko…

– Nie chcę pani martwić, ale lekarz to taki sam człowiek jak każdy i