Страница 34 из 55
Karolina była wstrząśnięta. Taki fajny facet. Ojciec, który bardzo chce być ze swoją córką, tęskni za nią, gryzie się rozłąką i jest trzymany na dystans. A tysiące dzieci czekają bezskutecznie na drani, którym się ułatwia kontakt, jak tylko jest to możliwe, a im się nie chce pięć minut samochodem podjechać, paczki cukierków w kiosku kupić, zadzwonić choć na parę słów.
– W takim razie zamykamy w sobotę – powiedziała stanowczo i stanęła obok niego. Jeszcze mocniej poczuła, do jakiego stopnia są zgranym zespołem. Drużyną.
– Ale co ty mówisz? – Jakub spojrzał jej w oczy. To, co zaproponowała, było tak naprawdę jedynym wyjściem, ale jednocześnie ostatnim, jakie przyszłoby mu do głowy. Twarda musztra Michalskiego pozostawiła trwałe skutki w jego psychice. – Przecież dopiero się rozkręcamy, a w weekendy najlepszy utarg! – zawołał.
– Jeśli ci na tym zależy, zostań – odparła Karolina. – Mnie wystarcza tyle, ile mamy. Jestem zadowolona. Możemy działać dalej, pomalutku składam na spłatę długów. Nie mam ambicji, by się dorobić w miesiąc, a już na pewno nie kosztem rodziny.
Jakub patrzył na nią jak na zjawisko z i
– Serio tak myślisz? – upewnił się, bo niełatwo było mu w to uwierzyć.
– Tak – odparła. – Dlaczego miałabym cię okłamywać?
Bo ludzie tak robią – pomyślał z westchnieniem. – Czasem nawet nie mają ważnego powodu. Po prostu dla kolejnego zwycięstwa, dla sportu, dla niskiej satysfakcji, że się kogoś wykiwało.
– Dobrze – powiedział i uśmiechnął się ciepło. Miał taki pogodny wyraz twarzy. Od razu wyglądał zupełnie inaczej. Szkoda, że ten fajny mężczyzna nie mógł po prostu żyć szczęśliwie. Zasługiwał na to.
– To nasza pierwsza wspólna decyzja. – Karolina przybiła mu piątkę.
– Jest jeszcze jedna sprawa. – Podniósł się z krzesła. – Zanim wpadnę w wir pracy, bo moja przerwa powoli się kończy. – Zerknął na salę, znów przyszli jacyś goście, czekoladki z uśmiechem się kończyły, a za moment pewnie pojawią się kolejne pilne do załatwienia sprawy. – Pomożesz mi wybrać zabawkę dla Martynki? – poprosił. – Ma tyle samo lat co twoja córeczka, pewnie jesteś świetnie zorientowana w najnowszych trendach.
– Nie ma sprawy – odpowiedziała chętnie. – Jutro późnym popołudniem możemy razem skoczyć na zakupy.
Karolina pomyślała, że na wszelki wypadek też coś weźmie dla Lenki i schowa do szafy. Kto wie, czy Patryk będzie pamiętał o jakimś drobnym upominku. Nie było to konieczne, ale zawsze miłe. Najlepszy byłby jakiś fajny miś, do którego dziewczynka mogłaby się przytulić w chwilach, gdy tęskni za tatą. Mały przyjaciel, będący dowodem, że ojciec o niej pamięta. Zwłaszcza że ukochany pluszak z dzieciństwa przestał już spełniać swoją funkcję. Niebieski miś o wytartych uszkach siedział od kilku dni na półce, jako pamiątka.
Zabrali się do pracy. W milczeniu uzupełniali się nawzajem w kolejnych zadaniach. Każdy wiedział, co ma robić, i wszystko sprawnie funkcjonowało. W tym miejscu wyczuwało się dobrą energię, być może dlatego ludziom smakowały podane dania.
***
Zakupy były udane. Karolina i Jakub rozumieli się dobrze nie tylko w pracy. W pół słowa łapali swoje intencje i nie musieli wszystkiego sobie tłumaczyć po kilka razy. Dobrze się ze sobą czuli i nieźle bawili, buszując wśród regałów. Wybrali po takim samym jasnoczekoladowym misiu dla obu dziewczynek. Pluszaki były wykonane z miękkiego materiału bardzo przyjemnego w dotyku. Było w nich coś bardzo pozytywnego. Różniły się od siebie tylko odcieniami. Oba patrzyły na świat brązowymi oczami pełnymi ciepła i uśmiechały się krzepiąco. Były doskonałe.
Karolina i Jakub ochoczo podążyli do kasy. Zmęczenie poczuli, dopiero gdy stanęli w długiej kolejce.
– Idziemy do konkurencji? – zaproponował Jakub, rozglądając się po widocznej przez szerokie wejście ofercie galerii. Szukał wzrokiem knajp, restauracji, barów i cukierni. Zauważyła, że bardzo to lubi. Chodzić po różnych barach i kawiarniach, smakować, oglądać, wąchać. Jakby odwiedzał przyjaciół. Bo nie było w nim żadnej zawziętości, by kogoś pokonać. Nigdy też nie krytykował. Jeśli coś było słabe, odkładał bez słowa, ale zawsze, gdy trafił na jakąś pychotę, nie szczędził pochwał personelowi.
– Chętnie na chwilę usiądę – powiedziała. – Już nóg nie czuję. Tu zaraz za rogiem można zjeść pyszne francuskie rogaliki. Masz ochotę?
– Zawsze – odparł i przyspieszył kroku. Szybko dotarli na miejsce i z ulgą zajęli jedyny wolny stolik. Po całym dniu pracy i zakupach oboje czuli wszystkie zaliczone dzisiaj kilometry.
– Może chciałbyś wziąć coś jeszcze dla swojej córeczki? – zapytała Karolina, po raz kolejny z zadowoleniem oglądając misie, które wspólnie wybrali.
– Raczej nie – odpowiedział Jakub.
– Moja Lenka ma tyle marzeń – westchnęła Karolina. – Nie było nam może nigdy tak bardzo trudno finansowo jak wielu i
– U nas jest dokładnie na odwrót – powiedział Jakub. – Dziecko ma pokój zawalony po sufit. Większością z tych rzeczy bawiła się może raz. Czasem po urodzinach albo po świętach nawet nie nadążała otwierać paczek. Nie potrzebuje kolejnych prezentów. Bardziej powrotu do normalnego życia.
– Tęsknisz za nią? – zapytała, choć z jego twarzy bez trudu można było odczytać prawdziwe uczucia.
– Ogromnie – przyznał z ciężkim westchnieniem. – Nie do końca to dla mnie coś nowego. Dobrze to uczucie znam, bo towarzyszy mi właściwie przez cały czas. Ale to moja wina. Dałem się wkręcić i tak wyszło. Agnieszka słusznie się wścieka.
– To twoja żona? – zapytała Karolina i dziwnie ścisnęło jej się serce. Nie wiedziała, czy Jakub odpowie. Zwykle unikał takich osobistych tematów.
– Nie – powiedział. – Jeszcze nie wzięliśmy ślubu, choć oświadczyłem się dawno, zanim Agnieszka zaszła w ciążę. Było wiele ślubnych projektów, ale żadnego nie udało się zrealizować. Nasza córka ma pięć lat, a my wciąż w fazie przejściowej.
Przypomniała mu się pożółkła sukienka ślubna Agnieszki i poczuł ogromny żal. Może małżeństwo w niczym by im nie pomogło, bo nie w tym tkwiła przyczyna ich kłopotów. Musieli się nauczyć samodzielności i stawiania granic. Ale z pewnością fakt, że nie byli w stanie ustalić daty ślubu, był symbolem ich związku, w którym wszystko stało na głowie.
Karolina była bardzo ciekawa tej historii, ale nie chciała naciskać. Jakub nie lubił opowiadać o sobie. Dzisiaj był i tak wyjątkowo wylewny. Może dlatego, że tak fajnie się rozumieli podczas zakupów?
Teraz też szybko i zgodnie zrobili zamówienie i po spróbowaniu kilku kęsów rogalika humor im się obojgu poprawił. Nie ma to jak pyszna słodkość po ciężkim dniu.
– Kiedy przyszedłem pierwszy raz do jej rodziców, wydawało mi się, że trafiłem na idealny dom… – Jakub nagle zaczął mówić, a ona bała się przełknąć, żeby go nie spłoszyć. Słuchała uważnie, patrząc na niego z wielką życzliwością. – Taki, o którym wszyscy marzą. Zygmunt Michalski wydawał się wspaniałym ojcem. Dojrzały, szpakowaty, o serdecznej twarzy. Miły, a jednocześnie autorytet, człowiek, który coś w życiu osiągnął. Ja swojego taty prawie nie pamiętam, zmarł, kiedy byłem mały. Może dlatego tak mnie to pociągnęło?
Karolina zamarła. Dotarło do niej, że oto ma przed sobą mężczyznę, o którym tyle słyszała. Mitycznego prawie, młodego kucharza, który gotował u Michalskich. Teraz wszystko stało się jasne. Miała w swoich rękach prawdziwy skarb. Jakub chyba nie zdawał sobie z tego sprawy, że właśnie się ujawnił. Mieszał spokojnie w filiżance pogrążony we własnych myślach.
Znowu zrobił przerwę, a ona popiła rogalik herbatą i odłożyła na talerzyk. Czekała. Bardzo chciała zrozumieć tę opowieść. Może liczyła na to, że dzięki niej dowie się czegoś o własnej. O tym, w jaki sposób myślą mężczyźni. Może nawet dlaczego Patryk podjął tę dziwną, tak boleśnie zaskakującą decyzję, by opuścić swoją rodzinę.