Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 62 из 73

Zatrzymał się.

– Nie ma mowy – powiedział. – Bez konchy nigdzie nie idę.

– Nie bądź niepoważny.

– Nie jestem.

Nozomi ściągnęła brwi i spiorunowała go wzrokiem.

– Wiesz, ile z nimi pertraktowałam?

– Najwyraźniej niewystarczająco.

– Håkon!

– Przepraszam – zmitygował się szybko, spuszczając wzrok. – Wiem, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś.

Kiwnęła głową, nadal patrząc na niego bykiem. Özgür dopiero teraz się zatrzymał i obejrzał. Czekał spokojnie, nie odzywając się słowem.

– Muszę ją zabrać, Ellyse.

– Wiem, ale…

– Nie, nie wiesz – przerwał jej. – To nie kwestia uzależnienia. Ja po prostu…

– Co? – spytała niechętnie.

– Mam poczucie… przekonanie, że od tego będzie wiele zależało.

Patrzyła na niego badawczo przez kilka chwil, jakby zastanawiała się, czy może mu wierzyć. W końcu skinęła głową.

– W porządku – odparła. – Ale obawiam się, że nie mamy już żadnej karty przetargowej.

– Mamy.

Ellyse zmrużyła oczy, a potem pokręciła głową.

– Terra – dodał Lindberg.

– Nie…

– To dla nas zagrożenie, Nozomi. Dopóki Ingo Freed gdzieś tam jest, istnieje niebezpieczeństwo, że dotrze razem ze swoją flotą na Ziemię.

– Nie – zaoponowała stanowczo.

– Nawet jeśli nie odbierze sygnału o nadejściu Ke

– Nie wiesz, o czym mówisz.

Ton jej głosu świadczył o tym, że postrzega go jako ćpuna, który zrobi wszystko, by dostać działkę. Po prawdzie tak się trochę czuł. Zaraz jednak nadchodziło głębokie przekonanie, że koncha jest najistotniejszym elementem w całej tej układance.

– Wiem doskonale, o czym mówię.

– O ludobójstwie.

– I tak do niego dojdzie, gdy ta kopia Dija Udina… Imad Rehmani, ściągnie Diamentowych czy ich odległych kuzynów. Tylko nie w takim stopniu.

– Håkon…

– Zaufaj mi.

– W tej kwestii nie mogę.

Skandynaw zignorował protest i ruszył w kierunku Özgüra. Ten natychmiast odebrał to jako sygnał, że mogą kontynuować marsz.

– Poczekaj – zatrzymał go Lindberg. – Jest jeszcze coś, co powi

Ellyse próbowała go powstrzymać, używając wszystkich tych argumentów, które Håkon całkowicie ignorował. Nie dał się przekonać. Wyłożył Kolayowi tylko to, co ten absolutnie musiał wiedzieć, a potem czekał na jego decyzję.

Okazała się korzystna dla Skandynawa. Nozomi została odeskortowana do kajuty, a jego poprowadzili do przestro

Lindbergowi nie potrzeba było wiele czasu, by przekonać obcych do współpracy. Wiedział, że koncha była dla nich istotna – ale nie tak jak informacja o rzezi, która odbyła się na Terze.

Nie byli świadomi istnienia tej planety, nie wiedzieli, że ludzkość zbiegła ze swojego domu i znalazła nową przystań. Informacje przekazane przez Håkona były ce

10

Kolay towarzyszył Lindbergowi w drodze do kajuty, po czym zaprowadził dwoje Ziemian do niewielkiego pojazdu, który przywodził na myśl kapsułę ratunkową. Otworzył właz, a potem ruchem ręki zasugerował, by weszli do środka. Håkon zmierzył go wzrokiem, marszcząc czoło.

– Co to ma znaczyć? – zapytał.

– Nie tak się umawialiśmy – dodała Ellyse.

Özgür trwał z wyciągniętą ręką, wskazując wnętrze jednostki.

– Ustalono, że będziecie znajdować się poza czasem i przestrzenią, czyż nie? – zapytał.

Spojrzeli po sobie.

– Sądziłam, że chodzi o tunel na Rah’ma’dul.

– Nie.

Lindberg przypuszczał, że po tej lakonicznej odpowiedzi nastąpi wyjaśnienie, ale kopia Dija Udina trwała w milczeniu. Skandynaw przeniósł wzrok na pojazd, dopiero teraz domyślając się, co zamierzali Prastarzy. Ellyse mogła źle zinterpretować ich słowa, a może po prostu wpadli na i

– Macie zamiar zawiesić nas w czasoprzestrzeni, ale nie w korytarzach – powiedział.

– Owszem.

– W jaki sposób?

– Wasza jednostka wejdzie w zakrzywienie czasoprzestrzeni i pozostanie tam, aż zmiany zostaną dokonane.

– Tyle że zmiany nie mają określonego punktu w czasie – zaoponował Håkon. – Kiedykolwiek by nie nastąpiły, wywrą na nas efekt.

– Nie jeśli będziecie poza czasem.

Lindberg spojrzał na Nozomi, a ta skinęła do niego głową. Wiedział, że muszą zaufać Prastarym, alternatywą była pewna śmierć – czy raczej nagły koniec istnienia.

Wszystko to jednak opierało się na założeniu, że można zmienić linię czasu – a co do tego Håkon nie był przekonany. Dotychczas wszystko, co robił, i wszystko, czego doświadczył, zdawało się potwierdzać teorię samospójności Nowikowa. Prastarzy mogli być odmie

– Do środka – rzucił Kolay.

Jeszcze raz spojrzeli po sobie, a potem przeszli przez właz. Mrok wewnątrz statku rozświetlały liczne pasy na podłodze i ścianach. Emanowały jaskrawym światłem, ale nie raziły.

Zanim dwójka ludzi zdążyła odezwać się słowem, Özgür zamknął z hukiem pokrywę włazu. Ellyse niemal podskoczyła.

– Śluza opadła, klamka zapadła – odezwał się pod nosem Lindberg.

– Sądzisz, że to się uda? – zapytała obojętnym głosem.

– Przed chwilą to ty byłaś pewna, że tak.

– „Pewna” to mocne słowo.

Håkon rozejrzał się wokół. W ciasnym korytarzu, gdzie się znajdowali, były dwa niewielkie łóżka – akurat na tyle szerokie, by ułożyć się na nich z rękoma przylegającymi do ciała. Kawałek dalej mieściła się namiastka kokpitu – małe panele i wyświetlacz pośrodku, który służył zapewne za przednią szybę.

Skandynaw usiadł przy stanowisku po prawej stronie, Nozomi zajęła miejsce obok niego.

– Co teraz? – zapytała.

– Przypuszczam, że ustawili nam autopilota.

Przesunął ręką po panelu, ale ten nie zareagował. Ellyse zrobiła to samo ze swoim, po czym sprawdziła pozostałe miejsca, w których mogły znajdować się nieaktywne ekrany. Gdy niczego nie znalazła, Håkon zaplótł ręce na karku i odchylił się.

– Pozostaje nam tylko czekać.

– Tak.

Zaległa nieco niezręczna cisza. Håkon wiedział, że czeka ich długa i niespecjalnie przyjemna rozmowa, ale miał nadzieję, że jeszcze przez jakiś czas uda mu się jej unikać. Przynajmniej na tyle, by emocje nieco opadły.

– Długo będziesz tak milczał?

– Jak najdłużej mi się uda – odparł, obracając się do niej z bladym uśmiechem. W odpowiedzi zobaczył jedynie kategoryczne spojrzenie.

– Podpisałeś na nich wyrok, Håkon…

– Sami to zrobili.

– Nie – odparła niemal przez zęby. – Ingo Freed nie reprezentował całego społeczeństwa Terry. Nie rozumiesz tego?

– Rozumiem, ale…

– Nie. Ani tego, ani faktu, że koncha poprzewracała ci w głowie.

– Możliwe, ale…

– Jesteś od niej uzależniony.

Wstała, a potem odeszła na tył statku. Lindberg musiał oddać jej sprawiedliwość – i tak długo trzymała nerwy na wodzy. Wprawdzie wiedziała, że w starciu z nim i Prastarymi nic nie wskóra, ale mogła próbować, nastręczając niemałych problemów. Wybrała rozsądne wyjście – i Håkon był jej za to wdzięczny. Przypuszczał jednak, że teraz zbierze cięgi.

– Wiesz, kto robi takie rzeczy? – syknęła.

– Posłuchaj…

– Zbrodniarze i ludobójcy – ofuknęła go, wracając na przód pojazdu. – Nie mogę uwierzyć, że byłeś w stanie pójść na taki układ, Håkon. Naprawdę nie mogę. I pomyśleć, że to ja cię wyciągnęłam, wyszarpałam ze szponów śmierci.

– Ty także poświęciłaś…

– Tych, których musiałam! – odparowała ostro. – Ty zabiłeś wszystkich na Terze, by mieć swoją pierdoloną maskę!