Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 57 из 73

– Chodzi mi o Håkona… mogłybyśmy go uratować. Gdybyśmy tylko go tutaj zabrały, byłby w tej samej sytuacji i…

– Bzdura – ucięła Cha

Nozomi ściągnęła brwi, marszcząc czoło.

– Gdybyśmy tu go przywlekły, cała ta zabawa w zamrażanie nie miałaby sensu. Komora nie ma swojego zasilania, prawda?

Ellyse pokiwała głową, stwierdzając, że może rzeczywiście coś było nie tak z jej głową. Od długiego czasu nie przespała całej nocy, a traumatycznych przeżyć miała pod dostatkiem. Była zmęczona.

Stały kilkaset metrów od Terminala, rozglądając się wokół. Nigdzie nie dostrzegły żadnych śladów, co nie było niczym dziwnym, biorąc pod uwagę nieusta

– Mam odczyty – powiedziała po chwili Ellyse. – Możemy ściągać kaski, skład jest taki sam jak poprzednio.

– I co to oznacza? – odparła Sang.

– Nic.

– Nie możesz na tej podstawie czegoś ustalić?

– Tylko szacunkowy czas naszego przybycia.

– Więc? Jaki to szacunek?

– Znalazłyśmy się tutaj mniej więcej w tym samym czasie co poprzednio. Plus minus od pięciu do siedmiu miliardów lat.

Cha

– Dałabyś sobie spokój z żartami. Nie mam nastroju – powiedziała, tocząc wzrokiem aż po horyzont. – Co dalej?

– Nie wiem.

Sang jeszcze przez chwilę się rozglądała, po czym zrezygnowana usiadła na piachu. Nozomi zajęła miejsce obok niej, nie wiedząc, co powiedzieć ani co zaproponować.

– Najwyraźniej wyczerpałyśmy limit szczęścia – odezwała się Cha

– Kiedy? Z tego, co pamiętam, w ogóle nam go brakowało.

– To prawda.

Zamilkły na kilka chwil. Obie zdawały sobie sprawę, że pozostało im tylko jedno wyjście – czekać. Nie potrafiły sterować Terminalem, nie miały szans na wydostanie się z planety, więc mogły jedynie uczynić z niej swój nowy dom.

– Beznadziejna sprawa, Ellyse.

– Wiem.

4

Niełatwo było uczynić z Terminala dom. Specjalnie wielkiego wyboru jednak nie miały, bo był to jedyny budynek, którego nie przykrywała ziemia. Nozomi nieusta

Dni upływały im początkowo na rozmowach i przystosowywaniu budynku do ich potrzeb – potem już wyłącznie na milczeniu. Sytuację pogarszał fakt, że nie miały jak dbać o higienę, a przestrzeni nie było wiele. Menu składało się z samej papki witaminowej, płynów zaś zaczynało im brakować. Wiedziały, że nie mają wiele czasu – miesiąc, może dwa, zanim skończą się racje żywnościowe. Substancje w kombinezonach potrafiły nawadniać organizm lepiej niż cokolwiek i

Kilkakrotnie poruszały ten temat, a Sang uparcie twierdziła, że powi

I byłby to może nie najgorszy pomysł, gdyby nie to, że po prostu nie mogły dobrać się do tego systemu. Hallford miał wówczas konchę – a gdy ją ściągał, wciąż dysponował wiedzą, jaką w niego tłoczyła. Nozomi nie potrafiła się domyślić, jak aktywować system.

Mimo to po dwóch tygodniach podjęła pierwszą próbę. Podczas gdy Cha

Ostatecznie zrezygnowana usiadła pod posągiem i czekała na powrót Sang.

Wiedziała, że to, co zrobiły, było wielkim ryzykiem. Miała jednak nadzieję, że gdy system wykryje martwego Diamentowego, uruchomi się procedura awaryjna. I Terminal skieruje je do czasu, w którym mogłyby odnaleźć pomoc.

Najwyraźniej jednak Prastarzy nie przewidzieli takiej sytuacji.

Cha

– Nadal to samo – powiedziała. – Pomrzemy tutaj z odwodnienia.

Trudno było się z tym nie zgodzić.

– Słyszysz?

– Słyszę – odparła cicho Ellyse.

– Próbowałaś coś wskórać?

Skinęła głową, uznając, że nie musi mówić nic więcej.

– Postaraj się bardziej.

– Jak?

– Nie wiem – syknęła Cha

– Próbowałyśmy wszystkiego i dobrze o tym wiesz.

– Na pewno nie wszystkiego – zaoponowała Sang, kręcąc głową. – Nie godzę się na to, żeby ot tak zrezygnować.

– Nie ot tak…

– I nie godzę się, że jedynym wyjściem jest śmierć.

Ellyse zaś zaczynała oswajać się z tą świadomością. Nie przychodziło jej to łatwo, ale ostatecznie trudno było się łudzić, że będzie inaczej. Zaczęła nawet podejrzewać, że pomyliła się w najbardziej podstawowych założeniach swojego planu.

Wszystko już się wydarzyło – i wydarzy się ponownie – więc jeśli podczas pierwszej wizyty na Rah’ma’dul żadne z załogantów nie spotkało Ellyse i Sang z przyszłości, oznaczało to, że nie dojdzie do tego także teraz.

– Słyszysz? – zabiegała o jej uwagę Cha

– Słyszę, ale co mam ci odpowiedzieć?

– Daj mi, kurwa, cokolwiek. Choćby ogryzek nadziei.

Nozomi uśmiechnęła się blado, doceniając to, że Sang siliła się jeszcze na takie sformułowania. Potem usiadły pod jedną ze ścian, która w połączeniu z podłogą służyła im za kanapę, i odchyliły głowy.

Od jakiegoś czasu ich ulubionym zajęciem był sen. Nie przychodził łatwo, gdy było się wygłodniałym, ale przynosił cudowne ukojenie. Problemy zaczynały się, gdy ponownie otwierało się oczy – suchość w ustach i pustka w żołądku dawały o sobie znać ze zdwojoną mocą.

Pewnego dnia – Nozomi nie wiedziała, którego od przybycia – Cha

– Jak… jak to będzie? – zapytała.

– Co?

– Jak umrzemy, Ellyse?

– W spokoju.

– Nigdy nie słyszałam o nikim, kto umierał z odwodnienia. Nie wiem, jak to wygląda.

– To jeden z najspokojniejszych sposobów, w jaki można odejść.

– Łżesz?

– Nie. Czytałam o tym kiedyś.

– Gdzie?

– Nie pamiętam, w jakimś periodyku.

Cha

– Jakieś czasopismo naukowe? – zapytała Sang. – Można temu… wierzyć?

– Nie pamiętam.

– Ale to na pewno rzetelne źródło… podejrzewam, że i

– Prawda – odparła, zmuszając się do uśmiechu.

Wiedziała dokładnie, co będzie się z nimi działo. Najpierw przestaną oddawać mocz – choć już teraz ledwo zwilżały piasek za Terminalem. Potem nerki po prostu przestaną działać i będzie to wyrok śmierci. Śmierci odroczonej już tylko o kilka dni. Wszystkie toksyny w ich organizmach będą piętrzyć się i psuć każdy organ. Bez ujścia zeżrą je od środka.

Gdy ten proces się rozpocznie, nie będą już świadome postępujących zmian. Zewnętrzny świat będzie dla nich zupełnie abstrakcyjny, popadną w katatonię. Poziom elektrolitów odchyli się od normy jak wskazówka prędkościomierza, przez co nastąpi nieregularna akcja serca. Jego uderzenia będą tak chaotyczne, że organy przestaną odgrywać swoją rolę. W końcu wysiądą – i wówczas nadejdzie śmierć.

Naprawdę będzie spokojna. W tamtym momencie żadna z nich nie będzie już miała pojęcia, co się dzieje.

– Warto było… spróbować, prawda?

– Prawda, Sang – odparła Nozomi, a potem ułożyła się wygodnie i spróbowała na powrót zanurzyć się we śnie.

Cha

Potem zaczęła bełkotać coś pod nosem i wodzić nieprzytomnym wzrokiem po Terminalu. Przewracała się z jednego boku na drugi, a ręce bezwiednie podążały za ciałem. Ellyse próbowała do niej przemówić, ale nie była w stanie nawet przytrzymać jej głowy w miejscu.