Страница 33 из 73
Polecił Ingo Freedowi, by został na swoim statku, a potem udał się z resztą na Ke
Nozomi cofnęła się, a Jaccard pokręcił głową.
– Gideon musiał znać i
– Żartujesz? Nie byłby w stanie wyciągnąć ich z systemu. Jeśli jest cokolwiek, czego komputery pokładowe ISS-ów strzegą jak oka w głowie, to właśnie kodów.
– Mówiłem, że to Lindberg – odezwał się Dija Udin. – Wszędzie poznam to nieboskie stworzenie.
Håkon spoglądał po ludziach, których uważał za przyjaciół – i którzy teraz patrzyli na niego, jakby pochodził z i
– Håkon? – zapytała Nozomi.
Na jej twarzy malował się jedynie ból, nie było ani śladu ulgi.
Skandynaw rozłożył ręce i uśmiechnął się blado. Spojrzawszy na swoje dłonie, poczuł się dziwnie – choć przypuszczał, że najbardziej osobliwego uczucia doświadczy, gdy stanie przed lustrem lub będzie brał prysznic. Wzdrygnął się na samą myśl.
– Jak to się stało? – zapytała.
– Nie do końca wiem.
– Więc chociaż nie do końca wytłumacz.
– La’derach jest potężnym narzędziem – powiedział, patrząc na Dija Udina. – Najwyraźniej potężniejszym, niż sądziliśmy. Choć na dobrą sprawę mogliśmy spodziewać się wszystkiego. Ta maska wskrzesiła przecież Hallforda.
– I wskrzesi ciebie – powiedziała z przekonaniem w głosie Ellyse.
– Co do tego nie jestem przekonany – odparł i zauważył, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Postanowił czym prędzej zmienić temat, ale Loïc go wyręczył.
– Byłeś cały czas świadomy? – zapytał. – Od tego incydentu na Tristan da Cunha?
– Nie. Ocknąłem się dopiero w ciele Gideona. Początkowo mogłem jedynie patrzeć, i to wyłącznie tam, gdzie akurat spoglądał Hallford. Potem sytuacja powoli zaczynała się zmieniać. Zupełnie jakby ustępował paraliż, choć stopniowo, powoli. Ostatecznie wróciło czucie w nogach, ale daleki byłem od możliwości nawiązania z wami kontaktu. I wtedy stało się coś przedziwnego.
– Przypomniałeś sobie, że padłeś trupem na wulkanicznej wyspie – dodał Dija Udin.
– Nie, tego byłem świadomy od początku. Ale kiedy przejąłem władzę nad ciałem Gideona, usłyszałem głos, który mnie instruował.
– Bóg do ciebie przemówił – rzekł Alhassan, unosząc otwarte dłonie.
– Myślę, że to znacznie bardziej prozaiczna rzecz. Ktoś poprowadził mnie za rękę, jak dziecko we mgle. Wiedziałem, co mam robić, do kogo się zwrócić i jakimi słowami.
Lindberg patrzył na zebranych w korytarzu załogantów. Nadal nie obejmowali umysłem tego, co się działo – może z wyjątkiem Alhassana. On doskonale zdawał sobie sprawę, do czego zdolna jest koncha. Nie był zaskoczony – i dlatego on jako pierwszy dał wiarę jego słowom.
Håkon głowił się nad tym, co tak naprawdę wie jeszcze Dija Udin. I co zachowuje dla siebie.
– Załóżmy, że masz rację – odezwała się Cha
– Załóżmy – bąknął Lindberg.
– Czemu miałoby to służyć?
– Najwyraźniej temu, żebym zyskał władzę nad Ingo Freedem.
Na dźwięk tego imienia Dija Udin splunął na podłogę. Załoganci popatrzyli na niego z dezaprobatą, ale nikt się nie odezwał.
– I komu miałoby na tym zależeć? – zapytała Sang.
– Nam – odparła Ellyse.
Skandynaw kiwnął głową.
– Otóż to – powiedział. – Cokolwiek się wydarzyło, miało sprawić, że uzyskam kontrolę nad Yorktown. Teraz ją mam. Ingo Freed traktuje mnie jako inkarnację Zbawiciela, twierdząc, że od pokoleń mnie wyczekiwali. Rzekomo wieść o moim powtórnym przyjściu krążyła wśród proroków od dość dawna.
– I jak się z tym czujesz? – zapytał Alhassan. – To duże brzemię.
– Goń się.
– Pytam poważnie. Niełatwo być Wybrańcem.
– Pozwolę im wierzyć w tę bzdurę, póki może nam to pomóc.
– Myślisz?
– Dzięki temu mogę skierować Yorktown tam, gdzie mi się podoba. I miałaś rację, Ellyse, okręt dysponuje napędem nadświetlnym.
– Ale skąd…
– Korzystają też z i
– Widzę, że ci się to podoba – rzekł Alhassan.
– Bynajmniej.
– Czerpiesz z tego satysfakcję, ty próżny sukinsynu.
– Przeciwnie, jestem po części zażenowany, a po części zmęczony ich upierdliwością. Tak czy inaczej, możemy to wykorzystać.
Jaccard westchnął głęboko, trąc skroń. Podkomendni skupili na nim wzrok, czekając, aż zabierze głos, a on przez moment się zastanawiał.
– Sprawdźmy, czy dobrze rozumiem – odezwał się. – Sugerujesz, że doszło do jakichś machinacji w czasoprzestrzeni?
– Tak przypuszczam – odparł Håkon.
– Jakim cudem? Nie ma tutaj tunelu.
– Tego nie wiemy.
– Słucham?
– Nigdy nie sprawdziliśmy wszystkich korytarzy w Terminalu. Jeden z nich może prowadzić na Ziemię.
– Nie ma mowy – odparł Dija Udin. – Dawno roiłoby się tu od brylantowych łachudrów.
– Może – odparł Lindberg. Jedyne, czego mogli być pewni w kwestii tuneli na Rah’ma’dul, to to, że niczego nie mogli być pewni.
– Alhassan ma rację – zabrała głos Ellyse. – Tym razem najprostsze wyjaśnienie może nie być właściwe.
– Otóż to – dodał Dija Udin.
– Bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że w jakiś sposób sami sobie pomogliśmy.
– To miałem na myśli od początku – wtrącił Håkon.
Jaccard spuścił wzrok.
– Nie żartujcie…
– Proszę się nad tym zastanowić i przez chwilę nie rozważać czasu linearnie.
Loïc westchnął.
– Jeśli skorzystaliśmy z napędu nadświetlnego Yorktown, wszystko jest możliwe – powiedziała Nozomi. – Być może za tydzień lub miesiąc od dziś dotarliśmy do któregoś z tuneli, a potem udało nam się go uaktywnić. Jeśli dostalibyśmy się boczną furtką do Terminala na Rah’ma’dul, możliwości byłyby nieograniczone.
– Mogliśmy cofnąć się w czasie i sprawić, że wiedziałem, co powiedzieć Ingo Freedowi.
– Zaraz… – powiedział Alhassan. – Błagam, nie zaczynajmy znowu. Jeszcze kręci mi się w głowie od ostatniego.
– Sam proponowałeś tę wersję – odparł Lindberg.
– Ale nie byłem świadomy, co macie na myśli. Wycofuję się z tego. Może rzeczywiście istnieje tunel na Ziemi.
Håkon zastanawiał się przez moment, ale bynajmniej nie nad gadaniną Alhassana. Ellyse miała rację – wszystko, co się działo, musiało być wynikiem ingerencji z przyszłości. Głowa rozbolała go na samą myśl o teorii samospójności Nowikowa, która ostatecznie zdawała się wygrać w starciu z i
– I co w związku z tym wszystkim? – zapytała Cha
– Kontynuujemy plan Nozomi – powiedział Lindberg bez zastanowienia.
– Nawet nie wiesz, na czym polegał.
Håkon popukał się w czoło.
– Wszystko jest tutaj – oznajmił. – Gideon dał mi dostęp, czy tego chciał, czy nie.
– Wyczuwasz go? – zapytał Dija Udin. – Powiedz, czujesz go w sobie?
Zignorował pytanie przyjaciela i spojrzał na Jaccarda, czekając na decyzję dowódcy.
– Mamy do dyspozycji Yorktown – powiedział. – Lećmy do najbliższego tunelu, przejdźmy na Rah’ma’dul, a stamtąd do kryjówki Yan’ghati. Bez trudu odnajdziemy Ev’radata i damy mu konchę do naprawy. Wrócimy, wskrzesimy mnie i…
– Nie brzmi to jak gadanie normalnego człowieka – wtrącił Alhassan.