Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 27 из 73

– Panie majorze…

– Nie wygląda to dobrze, co?

– Bynajmniej – odparł Hallford i słychać było, jak przełyka ślinę. – Obawiam się, że to nie jest blef.

– Po czym wnosisz? – zapytał spokojnie Loïc.

– Tak podpowiada mi intuicja.

– A więc macie jeszcze szansę. Przypominam sobie całkiem sporo sytuacji, w których grubo się myliłeś.

– To chyba nie jedna z nich, więc rzucę zupełnie luźną propozycję – odparł cicho Gideon. – Niech pan wraca na statek.

– Teraz? Nie ma mowy, widzę już mój nowy okręt i muszę powiedzieć ci, że to prawdziwe bydle.

– To jedna z najmniejszych jednostek Ara Maxima.

– Ale nadal większa od Ke

– Jest pięćdziesiąt lat starsza od naszego gruchota – odparował kocmołuch.

– Ale nikt w nią obecnie nie celuje. Wybacz, wolę być tutaj.

Hallford ze świstem wypuścił powietrze, a Jaccard uznał, że udało się nieco rozładować emocje.

– Gdybyś jeszcze wyłączył ten sygnał alarmowy, byłbym wdzięczny. Wszystko słyszę u siebie na promie.

– Robi się.

Nagle wyjący dźwięk ustał. Loïc skupił się na podejściu do Challengera – był już niedaleko, niebawem będzie mógł zadokować. Sprawdził odczyty z pokładu, atmosfera była w normie. Wystarczyło tylko przejść z hangaru na mostek, a potem zacząć uciekać.

– Co pan zamierza? – odezwał się mechanik.

– Jeszcze nie wiem.

– Ci ludzie mają dość przyzwoity sprzęt.

– A ja mam jeszcze bardziej przyzwoity spryt. Zobaczymy, co wygra.

Żaden z nich nie poczuł się pokrzepiony tą wymianą zdań. Jaccard w milczeniu zakończył procedurę podejścia, a potem przycumował do statku kolonizacyjnego. Gdy właz się otworzył, aktywował komunikator na ramieniu i ruszył na korytarz.

– Słyszysz mnie, Gideon?

– Głośno i wyraźnie. Na ekranie widzę też, że pędzi pan na mostek Challengera. Średnie tempo: pięć czterdzieści na kilometr. Mógłby pan trochę przyspieszyć.

– Wypadłem z formy.

– W to nie wątpię, ale kończy nam się tu…

Naraz połączenie zostało przerwane. Loïc mimowolnie się zatrzymał i podniósł ramię, by spojrzeć na wyświetlacz. Stuknął w niego.

– Gideon?

Nikt nie odpowiadał. Yorktown musiał zaatakować.

– Jaccard do ISS Ke

Gdy ponownie nic nie usłyszał, puścił się pędem w kierunku mostka. Tym razem nie był to spokojny bieg, ale szaleńczy sprint. Dotarłszy na miejsce, dopadł do fotela dowódcy i natychmiast aktywował HUD. Szklana kopuła nasunęła mu się na głowę, a potem zobaczył odczyty ze wszystkich systemów.

Wyświetlił obraz z kamer na głównym ekranie, jednocześnie uruchamiając silniki manewrowe. Najpierw musiał zmienić pozycję, potem będzie się martwił i

Na ekranie widniał wygasły kadłub Ke

Loïc przekonał się, że jest wywoływany. Ściągnął HUD i stanął przed jedną z konsol. Wziąwszy głęboki oddech, aktywował komunikację obustro

– Major Jaccard, oczywiście – odezwał się mężczyzna z czerwonymi, błyszczącymi oczyma.

– Tak jest, kontradmirale.

– Nie musisz mi salutować. Z tego co wiem, wchodzimy w szeregi dwóch zupełnie różnych armii.

– Nie tak różnych, jak…

– Mniejsza z tym – uciął rozmówca.

Loïc w tyle zobaczył Ellyse. Lekko krwawiła z nosa, ale nie wyglądało na to, by wyrządzili jej większą krzywdę. Z całą pewnością jednak biła się z myślami i sprawiała wrażenie, jakby ostatkiem sił powstrzymała się przed ruszeniem na któregoś z porywaczy.

– Ma pan na pokładzie moich ludzi – odezwał się Jaccard. – Nalegam na ich rychły powrót, co z pewnością pan rozumie.

– Oczywiście – odrzekł Ingo Freed. – Ale porozmawiamy o tym, gdy zakończymy sprawę Challengera.

– Nie zamierzam nic kończyć.

– Więc ma pan nielichy problem – odparł czerwonooki, wbijając wzrok w obiektyw. – Pański statek został unieszkodliwiony. Pozwoliłem sobie dokonać dość precyzyjnego ataku, z pominięciem najważniejszych systemów. Nie musi się pan obawiać o swoich podkomendnych, podtrzymywanie życia nie ucierpiało. Pozostałe układy będą jednak wymagać sporo roboty i iskry geniuszu, jeśli mają jeszcze kiedykolwiek zadziałać.

Loïc miał ochotę splunąć na ekran. Wiele był w stanie znieść, ale nie to, że ktoś chciał zrobić z Ke

– Przekazałem pozostałym ISS-om, by nie zbliżały się do Yorktown. Jeśli przekroczą wyznaczony perymetr, spotka ich taki sam los, jak pańską jednostkę.

– Pierdol się.

Kontradmirał wyglądał, jakby ubodło go to, że major użył prostej obelgi. Przez moment milczał, nadal świdrując go wzrokiem.

– Takie zachowanie nie licuje z oficerskim kodeksem moralnym.

– W dupie mam kodeks. Pana zresztą też.

– W takim razie nie mamy o czym rozmawiać.

– Zgadzam się.

– I to oznacza, że zgadza się pan również na śmierć.

– Jeśli tego będzie wymagała sytuacja, jak najbardziej.

Ingo Freed pokręcił głową, po czym obejrzał się na Ellyse.

– Ten człowiek nie rozumie, że ma na pokładzie narzędzia Szatana.

– Że co? – rzucił Loïc.

Kontradmirał znów na niego popatrzył. Tym razem przez moment przyglądał mu się w milczeniu, zanim się odezwał.

– Ma pan szansę, by to wszystko zakończyć – powiedział. – Niech pan zniszczy te diabelskie pomioty, nim będzie za późno. Oszczędzę pański statek.

Nozomi wstała ze swojego miejsca, ale jeden z załogantów natychmiast się przy niej znalazł. Spojrzał pytająco na dowódcę, a ten odprawił go ruchem ręki.

– Spokojnie tam – powiedział Jaccard, obserwując, jak mężczyzna wyprowadza szarpiącą się Ellyse. – To moja radiooperatorka – dodał, jakby miało to dla rozmówcy jakiekolwiek znaczenie.

– Wiem, kim ona jest. Wiem także, że mam w celi upadłego anioła.

– Przepraszam, kogo?

– My znamy go jako Imada Rehmaniego.

– O czym pan mówi?

– O człowieku, którego pańska podkomendna nazywa Dija Udinem.

Jaccard chętnie wszedłby w polemikę z dowódcą Yorktown, tłumacząc mu, że nawigator ma tyle wspólnego z jakimkolwiek aniołem, co ISS z pływaniem po morzach i oceanach. Rozmówca jednak ciągnął dalej.

– Ostatnia szansa – powiedział. – Zaraz znajdziemy się w pozycji do strzału.

– Zobaczymy.

– Widzę pańskie manewry. Sądzi pan, że ta rozmowa zajęła moją uwagę na tyle, by przymknąć na to oko?

– Nie. Co nie zmienia faktu, że niełatwo będzie pójść za Challengerem w atmosferę. Pańska kolubryna z pewnością zniesie to znacznie gorzej.

– To się okaże.

– A więc zapraszam – odparł Jaccard, a potem skierował okręt bliżej Ziemi. Nie wprowadzał kursu, nie było na to czasu. Ustawił jedynie kierunek, a potem włączył pełny ciąg silników. Gdyby nie iniektory, z pewnością poczułby mocne szarpnięcie. Challenger pomknął na niższą orbitę, a Yorktown natychmiast puścił się w pogoń.

– Dzieli nas kilkaset lat rozwoju, majorze.

– Nadrobię to bystrością umysłu.

Odbił w bok. Nie aktywował zaprogramowanych manewrów, sądząc, że są one doskonale znane systemom przeciwnika – postanowił każdą zmianę wprowadzać manualnie. Zabierało to trochę więcej czasu, ale dawało nadzieję, że Yorktown automatycznie nie skontruje jego posunięcia. A im niżej Jaccard się znajdzie, tym lepiej dla niego.

Wpadł w dolne warstwy atmosfery, rozgrzewając kadłub do czerwoności. Języki ognia pojawiły się na głównym wyświetlaczu, a iniektory powoli przestawały spełniać swoją funkcję. Challengerem trzęsło jak liśćmi podczas wichury, ale major nie miał zamiaru zwalniać.

– Niech pan robi tak dalej – odezwał się Ingo Freed. – Zaoszczędzi mi pan roboty.

Wiązka laserowa z Yorktown liznęła sterburtę Challengera i pomknęła w kierunku powierzchni planety. Loïc szybko zmienił kurs, choć na niewiele się to zdało – statek nie reagował już odpowiednio szybko na wprowadzane zmiany. Trzęsło nim coraz bardziej, a Jaccard zaczynał już odczuwać przeciążenie.