Страница 24 из 73
– Jestem zawiedziony – odezwał się Alhassan. – Nie dość, że mają tu jak w szpitalu, to jeszcze nie ma komitetu powitalnego. Beznadziejna sprawa.
– Widziałeś kiedyś coś takiego?
– Hę?
– Spotkałeś się z taką technologią?
– A co ja jestem, znawca kosmosu?
– O ile wiem, jesteś na tym świecie od dobrych kilku wieków.
– Ale kiblowałem na zadupiu znanego wszechświata – odparł i wzruszył ramionami. Ellyse nie zdążyła odpowiedzieć, gdyż otworzyły się drzwi prowadzące na korytarz. Zasadniczo można było powiedzieć, że ściany się rozsunęły.
Przez lukę przeszedł mężczyzna, który nawiązał z nimi kontakt.
– Witam na Yorktown, chorąży…
Urwał, gdy zobaczył Dija Udina. Mimo że Ingo Freed pochodził zasadniczo z i
– Co jest, do cholery? – zapytał Dija Udin.
Zanim Ellyse zdążyła się zastanowić, Stephen Ingo Freed wyciągnął niewielkie urządzenie i wcisnął przycisk na boku. Broń mogła się różnić od tej, którą znała Nozomi, ale była równie uniwersalna jak mimika.
Wiązka pomknęła w ich kierunku i trafiwszy Dija Udina prosto w pierś, rozeszła się pajęczyną po całym jego ciele. Alhassan wywrócił oczami i padł bezwładnie na podłogę. Ellyse uniosła ręce, sądząc, że będzie następna.
– Kim wy jesteście? – zapytał Ingo Freed.
– My…
– Ściągnęliście tutaj to… to coś? Na Ziemię?
Wycelował w nią broń, a potem pociągnął za spust.
ROZDZIAŁ 2
1
Dija Udin obudził się z bólem głowy, który normalnie wywoływała mieszanka whisky, piwa i wina. Bywało, że na początku dwudziestego wieku budził się tak co rano. Szczególnie gdy mieszkał w Seattle – prohibicja była doskonałym pretekstem do wzmożonego picia, w którym nie przeszkadzał mu nawet islam. Największy kac z tamtych czasów nie był jednak w stanie równać się z tym, jak teraz się czuł. Z trudem podniósł powieki i powiódł wzrokiem wokół. Dostrzegł, że w niewielkim pomieszczeniu znajduje się z nim Ellyse.
– Gdzie jesteśmy? – zapytał.
Wyglądała lepiej niż on – jakby pomieszała tylko whisky i piwo.
– Nie wiem.
– Odpłynęłaś zaraz po mnie?
– Nie ma sensu sięgać po eufemizmy – odbąknęła. Była nabuzowana, naprawdę nabuzowana. Dija Udin potrafił rozpoznać naprawdę nabuzowaną kobietę. Był to element instynktu samozachowawczego, który mu zaprogramowano. – Strzelili do ciebie, a potem do mnie. I dzięki temu wiemy dokładnie, kto wpędził nas w to bagno.
Alhassan wzruszył ramionami.
– Wybacz – powiedział. – Czasem takie rzeczy mi się przytrafiają.
– Skąd ci ludzie w ogóle cię kojarzą?
– A ja wiem? Pierwszy raz w życiu widziałem te czerwone gały.
Ellyse przez moment milczała, rozglądając się po celi. Podobnie jak w hangarze, ściany były tutaj jednolite. Nie rokowało to najlepiej w kwestii ucieczki.
– Najpewniej spotkali któregoś z moich braci – odezwał się pod nosem Dija Udin.
– Ilu was jest?
– Całkiem sporo.
Westchnęła, nie drążąc tematu. Musiała wiedzieć, że byłaby to jedynie strata czasu.
– I nie wiesz, dlaczego jeden z was mógłby kontaktować się z załogą Yorktown?
– Nie mam pojęcia.
– Więc pomyśl nad tym.
– Staram się, ale czuję, jakbym oberwał naprawdę porządnym obuchem. Trudno mi zebrać myśli.
– Postaraj się – odparła przez zęby.
Dija Udin z trudem się podniósł, a potem usiadł obok niej. Kręciło mu się w głowie, a w uszach szumiało. Uznał, że chyba nie jest jeszcze na etapie kaca. Dopiero trzeźwiał.
– Obawiam się, że nawet w pełni sił nic nie wymyślę – powiedział. – Jak się być może orientujesz, byłem przez kilkaset lat w kriostazie i sporo mogło mnie ominąć.
Ellyse obróciła się do niego.
– Zastanów się – powiedziała. – Co zrobiliby twoi ludzie, gdyby dowiedzieli się, że Diamentowi wygrali proelium, a kilka ziemskich statków zbiegło z pola walki?
– Wsparliby Diamentowych. A ci znaleźliby wszystkich i wybili co do jednego. Nikt nie wysyłałby im na spotkanie któregoś z moich braci.
Nozomi skinęła głową, po czym przeniosła wzrok na przeciwległą ścianę. Trwała tak przez moment, jakby analizowała i odrzucała kolejne scenariusze, poszukując tego właściwego.
– Nie szarp się – powiedział Alhassan. – I tak nic nie wymyślisz.
– Możliwe, że mieli swojego Dija Udina? – zapytała, ignorując go.
– Z pewnością nie takiego jak wy. Dija Udin jest jedyny w swoim rodzaju.
– Pytam poważnie.
Przestał się szczerzyć, wychodząc z założenia, że tak będzie mu łatwiej do niej dotrzeć.
– Nie bierzesz pod uwagę rzeczy oczywistej – odparł. – Ci ludzie pojawili się już po zakończeniu proelium. Opuścili Ziemię, gdy ta stawała się niezdatna do życia. Żadna z prastarych ras nie mogła się nimi interesować.
– A jednak kojarzą twoją zakazaną facjatę.
– Może widzieli mnie w jakichś fantomatach grozy.
– I znienawidzili na tyle, żeby od razu walić do ciebie z broni, bez zadawania pytań?
Dija Udin wzruszył ramionami. Ellyse jeszcze przez chwilę gdybała w najlepsze, po czym zamilkła jak grób. Drzwi do celi otworzyły się bezszelestnie i pojawił się w niej Ingo Freed. Spojrzał na Alhassana z obrzydzeniem, po czym skinął na Nozomi.
– Pójdziesz ze mną, chorąży.
Ellyse spojrzała na Dija Udina, a potem podniosła się i ruszyła za kontradmirałem.
– Cokolwiek ona usłyszy, ja też powinienem – zaoponował Alhassan, z trudem wstając. Mężczyzna zatrzymał się w progu i zacisnął pięści. Dija Udin uświadomił sobie, że facet robi wszystko, by nie zabić go na miejscu. Czymkolwiek podpadł im jeden z jego braci, najwyraźniej należało to do spraw dużego kalibru.
– Postawię sprawę jasno – odezwał się Stephen. – Jeśli usłyszę jeszcze choćby słowo z twoich ust, rozerwę ci szczękę. Rozumiesz?
Alhassan nie musiał widzieć jego twarzy, by wiedzieć, że ponownie odmalowała się na niej nienawiść. W milczeniu czekał, aż dwójka ludzi opuści karcer, a potem z ulgą wypuścił powietrze i opadł na podłogę.
Miał nadzieję, że Ellyse wytłumaczy im sytuację. Wyjaśni, że jest on tylko jedną z wielu podobnych mu jednostek i nie może ponosić odpowiedzialności za to, co robią i
– Dacie coś do jedzenia? – zapytał, tocząc wzrokiem wokół.
Nikt mu nie odpowiedział. I nikt nie odpowiadał przez następne godziny, które były dla niego katorgą. Z każdą upływającą minutą utwierdzał się w przekonaniu, że Nozomi nie uda się przekonać kontradmirała.
Wstał i zaczął przechadzać się po niewielkim pomieszczeniu. Szukał obiektywu, z którego na niego spoglądają, ale szybko uznał, że to bez sensu. Równie dobrze mogli siedzieć za którąś ze ścian i analizować jego zachowanie.
– Banda niecywilizowanych prostaków – powiedział, obracając się wokół. – Mam prawo do humanitarnego traktowania!
Jak przy każdej poprzedniej próbie, tak i teraz nikt mu nie odpowiedział. Dija Udin sklął swoich oprawców pod nosem, po czym usiadł przy ścianie i zwiesił głowę. Nie było niczego, co mógłby zrobić. Pozostawało liczyć na to, że Nozomi uda się dokonać cudu.
2
Ellyse poprowadzono długim, wąskim korytarzem na mostek. Gdy tylko otworzyła się gródź, widziała już, że tutejsze centrum dowodzenia nie może bardziej różnić się od tego, które znała z ISS-ów. Ke
– Siadaj – polecił Ingo Freed, wskazując wolne miejsce przy jednym z nich.
– Podłączycie mnie do wykrywacza kłamstw czy od razu do jakiegoś systemu tortur?