Страница 16 из 73
– Kim ty jesteś? – zapytała.
– Dija Udin oznacza „jasność wiary”. Al- to przedrostek, a hassan znaczy „piękny”.
– Więc imię nie ma z tobą nic wspólnego.
– Piękny może nie jestem, ale wiara moja jaśnieje.
– Jaka wiara? – zapytała Ellyse, patrząc w okno. – Na Ziemi nie ostała się już żadna religia.
– Noszę ją w sercu, inszallah – odparł Dija Udin, kładąc rękę na piersi i pochylając głowę.
– Skończ pieprzyć.
– Mówię to, co dyktuje mi…
– Jesteś sztucznym tworem, Alhassan – ucięła. – Nie masz serca, duszy ani nawet rozumu. Wszystko, co robisz, jest wynikiem działania pewnych mechanizmów.
– Tak jak w twoim przypadku.
Nozomi wzięła łyk wody, nie odrywając od niego wzroku.
– Nie mam zamiaru dywagować o sztucznej inteligencji – odparła. – Wiem, że Håkon miał nadzieję przeprogramować cię konchą. Chciał, żebyś odkupił swoje winy.
– Naukowcy lubią czasem coś sobie ubzdurać.
– Nie zasługiwałeś na to, co chciał dla ciebie zrobić.
Dija Udin wzruszył ramionami.
– Naprawdę potrzebuję tych socjalek – odezwał się.
– Dostaniesz je, jak tylko znajdziesz sposób, byśmy dostali się na Nakamurę-Amano.
– Nieusta
Ellyse długo milczała, patrząc na niego bez wyrazu.
– Wiesz, co mi się wydaje? – spytała w końcu.
– Że się we mnie powoli zadurzasz?
– Że tak naprawdę nie masz pojęcia, jak możemy się tam dostać. I tym bardziej nie wiesz, jak sterować tunelem bez konchy – odparła ze stanowczością. – Grasz na czas, licząc na to, że uda ci się wezwać Diamentowych.
– Jeśli rzeczywiście w to wierzysz, powi
– Jestem tego bliska.
Alhassan doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nie trzeba było wiele, by załoganci Ke
– Spokojnie – powiedział. – Wyciągnę was z opresji i uratuję tego biednego sukinsyna, który teraz mrozi się w najlepsze.
– Gówno prawda.
– Kocham go jak brata – zapewnił.
Ellyse pokręciła głową, a potem wstała od stołu. Bez słowa opuściła jego kajutę, na odchodnym nawet na niego nie spoglądając. Dija Udin odetchnął z ulgą i ułożył się wygodnie na łóżku.
Zasnął szybko, choć w istocie snu nie potrzebował. Lata temu przestał jednak rozważać te kwestie. Został w taki sposób zaprojektowany – i tak musiało być. Podobnie rzecz miała się ze wszystkim i
Zbudził go sygnał alarmowy, który wzywał wszystkich na mostek. Komputer pokładowy najwyraźniej nie był przygotowany na ewentualność, że centrum dowodzenia zostanie zniszczone przy próbie abordażu.
– Co, do cholery… – burknął, podnosząc się z łóżka.
Ruszył do drzwi, ale te ani drgnęły. Uderzył w nie pięścią, mając serdecznie dosyć wyjącego sygnału dźwiękowego. Wcisnął przycisk interkomu.
– Hej! – krzyknął. – Otwierać moją kajutę!
Odpowiedziała mu cisza.
– Co się tam dzieje?
Przemknęło mu przez myśl, że Wieronika Romanienko wzięła się do roboty. Widząc, że sytuacja zmierza w niekorzystnym dla niej kierunku, musiała uznać, że lepiej zdusić bunt w zarodku. Zaatakuje Ke
Statku i tak nie potrzebowała, mogła podziurawić go jak sito.
– Słyszy mnie ktoś? – zapytał Alhassan.
Nadal nikt nie odpowiadał. Dija Udin rozejrzał się po kajucie w poszukiwaniu obiektywów. Po tym, jak Jaccard kazał go obserwować, z pewnością łypało na niego nawet mechaniczne oko w kiblu.
– Hej! – krzyknął, rozkładając ręce. – Jeśli umieramy, chciałbym to wiedzieć.
Nagle za plecami usłyszał otwierające się drzwi. Natychmiast się obrócił i ujrzał wycelowanego w głowę browninga.
– Guten Tag – powiedział do Gerlinga.
– Za mną – polecił Hans-Dietrich, rozejrzawszy się jeszcze. Schował broń do kabury, a potem miarowym krokiem ruszył w kierunku windy. Dija Udin szybko udał się w ślad za nim.
– O co cały ten raban? – zapytał.
– Nie wiem.
– Oczywiście, że wiesz. Masz dostęp do systemów, a przejście z twojej kwatery do mojej zajęłoby ci znacznie mniej czasu. Po drodze sprawdziłeś, o co chodzi.
– Może.
– Nie jesteś specjalnie wylewnym człowiekiem.
Gerling nie odpowiedział. Prawdę powiedziawszy, Alhassanowi odpowiadał jego styl bycia. Gdyby cała ludzkość zachowywała się w podobny sposób, z pewnością udałoby się uniknąć kilku tragedii o biblijnych proporcjach.
– Idziemy do maszynowni?
– Tak.
– Twoja mrukliwość jest dla mnie wyzwaniem.
Hans-Dietrich otworzył właz do windy.
– Za cel życiowy postawię sobie rozruszanie cię – dodał Alhassan, wchodząc za nim. – Nie zrozum mnie źle, podoba mi się to, że nie mielesz ozorem jak poparzony.
Niemiec mruknął pod nosem.
– Chodzi po prostu o to, że traktuję to jak rzuconą rękawicę.
– Trudno.
Na niższy pokład dotarli w milczeniu, a potem przeszli do maszynowni. Sygnał dźwiękowy został wyłączony przez Gideona, który stał przy głównym pulpicie kontrolnym. Dija Udin omiótł wzrokiem kilka wyświetlaczy i stwierdził, że nie dzieje się nic, co usprawiedliwiałoby cały ten hałas.
– Nudzi wam się?
W maszynowni znajdowali się już wszyscy załoganci – i wszyscy jak jeden mąż zignorowali jego pytanie.
– Co on tu robi? – zapytała Cha
– Było wezwanie stawie
– Ale nie dla niego.
– Dla całej załogi.
Alhassan przewrócił oczami.
– Pasujecie do siebie – ocenił. – Jak się kiedyś rozmnożycie, będą cudowne mruki. A teraz do rzeczy, co się dzieje?
Jaccard spojrzał na Ellyse, najwyraźniej także czekając na wyjaśnienie. Dziewczyna wzięła się pod boki i zrobiła głęboki wdech.
– Przyszła wiadomość od Galileo. Nawiązali kontakt radiowy z Ziemią.
– Z Amalgamatem?
– Tak. Najwyraźniej to organizacja ponadnarodowa, która zrzesza wszystkich ocalałych na kontynencie afrykańskim.
– Klękajcie narody świata – bąknął Dija Udin. – Romanienko odkryła, dlaczego nazywają siebie Amalgamatem Afrykańskim.
– Zamknij się – wtrąciła Cha
Nozomi opuściła ręce.
– Są gotowi przekazać nam wszystkie informacje, ale najpierw chcą spotkania na neutralnym gruncie. Zdaniem pułkownik nie są do nas nastawieni zbyt ufnie.
– Po tym, co usłyszeliśmy na Tristan da Cunha, my również nie będziemy tacy wobec nich – odparł Loïc.
– Ja tam od razu zapałałem do nich sympatią – zastrzegł Alhassan.
Załoganci udawali, że go nie słyszą.
– Romanienko twierdzi, że chcą spotkać się z trzyosobową delegacją – ciągnęła dalej Ellyse. – Żadnej broni.
Jaccard spojrzał po podkomendnych, jakby już zastanawiał się, kogo wysłać.
– Zaproponowali także miejsce spotkania.
– Jakie? – zapytał Loïc.
– Port Sudan, na wybrzeżu Morza Czerwonego.
– To stamtąd odebraliśmy sygnał?
– Nie – odparła Ellyse, robiąc krok w kierunku wyświetlacza. Włączyła nagranie z przelotu, który wykonali wokół globu, a potem wybrała odpowiedni fragment. – Jedyny sygnał SOS ze stałego lądu dochodził z okolicy Morza Czarnego.
– No tak – przyznał Jaccard, a potem wbił wzrok w ekran. W miejscu wskazanym przez Amalgamat było jedynie wyjałowione pustkowie. Brak śladów po jakiejkolwiek cywilizacji – natura zrobiła swoje z pomocą piachu i wiatru. Dija Udinowi przypominało to pogrzebaną cywilizację na Rah’ma’dul. Była to przyjemna myśl.
– Przeskanowałam ten teren jeszcze raz – kontynuowała Nozomi. – Wygląda na zupełne bezludzie. Żadnych oznak jakiejkolwiek aktywności.
– A jednak to nie neutralny teren – zauważył Hallford. – Jeśli Amalgamat rozciąga się na całą Afrykę, to także na dawne terytorium Sudanu.